Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Agents of S.H.I.E.L.D.” i „The Big Bang Theory” w październiku

Złota serialowa jesień

Pierwszy serialowy miesiąc za nami. The Big Bang Theory i Agents of S.H.I.E.L.D. ruszyły pełną parą, pierwsze powracając, drugie dopiero wkraczając na scenę. Zobaczmy więc, jak wyglądają te dwie serie po pierwszym miesiącu.

Agents of S.H.I.E.L.D.

Po pięciu odcinkach AoS można śmiało powiedzieć, że jest lepiej, choć pierwsze części zapowiadały raczej tendencję spadkową. Drugi odcinek opowiadał dosyć minimalistyczną i bezsensowną historię o super broni, partyzantach i zdradzie.

Nic w niej nie trzymało się kupy, fabuła była przewidywalna, a na koniec okazało się, że S.H.I.E.L.D. pozwala wprawdzie, by ekscentryczny Tony Stark posiadał masę potężnych urządzeń, ale sami wolą wystrzelić działko w słońce… W słońce! To uspokajające, że organizacja mająca bronić ziemi, jest tak chętna do niszczenia technologii mogącej w tym zadaniu pomóc.
Kolejny odcinek był już lepszy. Pomysł technologii wpływającej na grawitację był świetny i posiadał typowy dla Whedona zwrot akcji w połowie historii.
Niemniej, działania naszych agentów były po prostu śmieszne. Najpierw stali przy jakimś polu siłowym, a później chodzili po kompleksie, jak gdyby nie było w nim strażników. I po raz kolejny, odcinek kończy się ukrywaniem potencjalnie przydatnej technologii. Tym razem zamknięto ją w skarbcu i wymazano wszelkie ślady po niej… Czy to nie oznacza, że przy kolejnej inwentaryzacji ktoś będzie musiał tam zajrzeć, żeby zobaczyć, co tam jest? Niepozostawienie chociażby dużego znaku „NIEBEZPIECZNE!” wydaje się być strasznie lekkomyślne.
I tak dochodzimy do punktu zwrotnego, jakim zdecydowanie jest odcinek czwarty, w którym to właśnie wszystko zaczyna działać. Fabuła, humor, postacie – jakby nagle coś „zaskoczyło” w tej serii.

Zaznaczmy od razu – nie chodzi o to, że wcześniejsze odcinki były złe – były one boleśnie przeciętne, a to poniekąd jeszcze gorzej, kiedy mowa o serialu Jossa Whedona. Niemniej, historią Akeli i jej oka, serial wybił się na świetność. Choć, by nie było zbyt różowo, można zarzucić, że na Białorusi raczej nie ma takich supernowoczesnych laboratoriów, nie wspominając o tym, że czarnoskóra kobieta zdecydowanie rzucałaby się tam w oczy.
Ostatni odcinek, prowadzi nas na bardziej komiksowe terytorium i podejmuje wreszcie wątek złej, tajnej organizacji, która ewidentnie budowana jest jako arcywróg naszych herosów, przynajmniej w pierwszym sezonie.
Ogólnie mówiąc, jest dużo lepiej, chociaż serial wciąż trochę cierpi na froncie postaci. Agent Coulson i Melinda stają się coraz ciekawsi, ale Fitz-Simmons pozostają w dużej mierze w roli comic relief i choć sympatyczni, nie mają zbyt rozbudowanej osobowości. Tymczasem Skye i Ward nadal są, jak wycięci z kartonu i pozbawieni choć cienia charyzmy. Jest to tym gorsze, że uparcie umieszcza się ich na pierwszym planie.

The Big Bang Theory

Tymczasem The Big Bang Theory powraca z nowymi przygodami naszych ulubionych nerdów. Po świetnym siódmym sezonie poprzeczka została zawieszona wysoko, ale na szczęście, póki co, serialowi udaje się do niej doskakiwać. Szczególnie udane okazały się być odcinki: trzeci, czwarty i szósty.
Pościg za ukrytymi monetami pozwolił twórcom zestawić w ciekawy sposób postacie, które normalnie nie dzielą ze sobą zbyt wiele czasu antenowego. W kolejnym odcinku Amy zepsuła Poszukiwaczy Zaginionej Arki. Z kolei najnowszy odcinek, był zapewne jednym z najromantyczniejszych w całej serii i do tego ozdobiono go świetną piosenką.

Ogólnie rzecz biorąc, TBBT trzyma poziom, a AoS wyraźnie zbliża się do czegoś dobrego. Zobaczymy, czy te trendy utrzymają się w kolejnych miesiącach.

Dyskusja