Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Coś na progu #3” – omówienie numeru

Trzeci numer dwumiesięcznika „Coś na progu” przyjął zupełnie inną formę, aniżeli poprzednie odsłony. Do tej pory czasopismo wypełnione było po brzegi różnego rodzaju artykułami, felietonami i recenzjami. Tym razem natomiast wydawcy postanowili ograniczyć ich ilość do niezbędnego minimum. W efekcie, niemal w całości wypełnili pismo opowiadaniami, czyniąc z trzeciego numeru swoistą antologię opowiadań weird fiction.

COŚ nowego

W pierwszej chwili trudno oprzeć się sceptycyzmowi – wszak tym, co przede wszystkim stanowiło o wartości dotychczasowych dwóch numerów czasopisma, były właśnie wspomniane artykuły. Wszelkie wątpliwości i wahania mijają jednak wraz z rozpoczęciem lektury. Opowiadania zamieszczone w najnowszym numerze „Coś na Progu”, wyłączywszy kilka drobnych wyjątków, stoją na wyśmienitym poziomie.

Przed przejściem do lektury pierwszego z utworów, warto przebrnąć przez krótki, acz rzeczowy esej autorstwa Ann i Jeffa Vandermeerów. Znane amerykańskie małżeństwo pisarzy fantastyki wyjaśnia w nim istotę weird fiction, począwszy od źródeł konwencji, poprzez jej stosunkowo odległą historię, aż po charakterystykę sytuacji, w jakiej weird znajduje się współcześnie.

COŚ dla tych, co się lubią bać

Jednak już na siódmej stronie rozpoczyna się pierwsze z opublikowanych w czasopiśmie opowiadań. „Czaszki wśród gwiazd” autorstwa Roberta E. Howarda, twórcy kultowej postaci Conana Barbarzyńcy, przedstawiają historię wędrowca Solomona Kane’a, który kierując się do Torkertown, wbrew radom mieszkańców mijanej wioski, zdecydował się pomaszerować krótszą, choć niebezpieczną i uznawaną za przeklętą drogą. Wędrówka, w trakcie której niemal traci życie, owocuje wyjściem na jaw mrocznej tajemnicy, skrywanej przez lokalną społeczność. Howard po mistrzowsku buduje nastrój grozy. W liczącym ledwie kilka stron opowiadaniu zdołał nakreślić wyrazistą postać, jak również przedstawić czytelnikowi ciekawą i mroczną, nawet jeśli stosunkowo prostą historię. Tak dobre, mocne otwarcie rokuje dobrze przed lekturą kolejnych utworów.

Opowiadanie numer dwa, „Gość Draculi” autorstwa Brama Stokera, do pewnego momentu łudząco przypomina wspomniany wyżej utwór Howarda. Poznajemy w nim bohatera w wędrówce, któremu odradza się dalszą podróż po zmierzchu. W pewnym momencie orientuje się, że trwa właśnie Noc Walpurgii, w czasie której umarli ponoć budzą się do życia. Wtedy jest już jednak za późno – w okolicy zaczynają dziać się niewyjaśnione rzeczy. Stoker, podobnie jak Howard, świetnie tworzy atmosferę zagrożenia, dzięki czemu w trakcie lektury niejednemu czytelnikowi zjeży się włos na głowie. Opowiadanie słynnego autora „Draculi” jest więc bez cienia wątpliwości godne odnotowania.

Ostatnim utworem z bloku horroru jest „Gwiazda McIlvane’a” Augusta Derletha. Przedstawia ono historię McIlvane’a, nieco wyobcowanego i traktowanego przez przyjaciół z lekceważeniem pasjonata astronomii, który odkrywa w kosmosie nową gwiazdę, co pozwala mu nawiązać kontakt z obcymi formami życia. Pomysł, na którym zasadza się utwór, współczesnemu odbiorcy może wydać się mało oryginalny, jednak zarówno interesujący główny bohater, jak i solidna narracja, wzbogacona o liczne retrospekcje sprawiają, że warto pokusić się o jego lekturę. Autor, będący twórcą terminu „mitologia Cthulhu”, a także przyjacielem Howarda Philipsa Lovecrafta, w charakterystyczny dla kontynuatorów twórczości Samotnika z Providence sposób akcentuje słabość i małość jednostki ludzkiej w obliczu potężnych, rządzących wszechświatem sił, z którymi przychodzi jej się zmagać.

Blok opowiadań figurujących pod wspólnym określeniem „Opowieści niesamowite” otwiera utwór Arthura Conana Doyle’a pod tytułem „Maszyna dezintegrująca”. Poznajemy w nim ekscentrycznego profesora o nazwisku Challenger, będącego niekwestionowanym autorytetem w dziedzinie wynalazczości. Kiedy Challenger otrzymuje z Łotwy informację o rzekomym powstaniu maszyny dezintegrującej, początkowo wykazuje sceptycyzm, jednak ostatecznie decyduje się udać na miejsce i sprawdzić wiarygodność doniesień. Wkrótce o działaniu nowego wynalazku przekona się na własnej skórze, a zdawszy sobie sprawę z wagi odkrycia, zdecyduje się uratować cywilizację przed zgubnymi skutkami, jakie mogłoby przynieść jego niewłaściwe wykorzystanie. Atutami opowiadania Arthura Conana Doyle’a są interesująca fabuła, intrygujące postaci oraz efektowne zakończenie, które razem sprawiają, iż jest to jeden z najlepszych tekstów w najnowszym numerze „Cosia”.

Drugie i zarazem ostatnie z opowiadań ze wspomnianego powyżej bloku, to „Zielony księżyc” Fritza Leibera. Historia osadzona jest w postapokaliptycznych realiach. Świat, jaki znamy, już nie istnieje, a zamiast niego, wskutek szkodliwego promieniowania, opanowały go różnego rodzaju mutanty. Nieliczni ocaleni ludzie kryją się w specjalnych schronach, oczekując momentu, w którym będzie można opuścić je bez obaw o zdrowie. Bohaterowie to małżeństwo – Effie i Hank. Jednak Effie ciężko znosi życie w zamknięciu. Dopiero przypadkowe spotkanie z tajemniczym człowiekiem z zewnątrz przywraca jej nadzieję na odmianę dotychczasowego losu. Leiber proponuje czytelnikowi ciekawe, przyjemne w lekturze opowiadanie o drzemiącej w człowieku potrzebie wolności, choć na tle poprzedzających je utworów, „Zielony księżyc” wydaje się nieco mniej emocjonujący.

Zniszczony glob i literackie podróże w kosmos

Dwa następne opowiadania zaliczają się do gatunku science-fiction. Autorem pierwszego z nich, pod tytułem „Brakujące ogniwo”, jest niekwestionowany klasyk fantastyki naukowej, słynny autor „Diuny” – Frank Herbert. Bohaterem jest Lewis Orne, młodszy polowy Działu Dochodzenia i Przystosowania. Trafia on na obcą planetę, z misją zbadania sprawy statku kosmicznego Delphinus, z którym utracono kontakt i podejrzewa się, że po ewentualnej katastrofie szczątki maszyny dostały się w ręce tubylców. W trakcie wykonywania zadania Orne natyka się na obce formy życia, które na pierwszy rzut oka wydają się niebezpiecznymi i wysoko rozwiniętymi istotami. Spryt i spostrzegawczość głównego bohatera pozwalają mu zachować zimną krew i wyjść obronną ręką nawet z takich opresji, jak pobyt na obcej planecie w towarzystwie agresywnych tubylców. Utwór Herberta, ciekawie napisany i zakończony błyskotliwą puentą, nawet jeśli nie jest najlepszym spośród zaprezentowanych w trzeciej odsłonie czasopisma, z pewnością zasługuje, by poświęcić mu kilkadziesiąt minut na lekturę.

Nad wyraz interesującym utworem jest „Koszt życia”, autorstwa amerykańskiego pisarza Roberta Sheckley’a. Jest to stosunkowo krótkie opowiadanie, w którym poznajemy perypetie niejakiego Carriana. Na pozór, wiedzie mu się idealnie. Egzystuje w świecie, gdzie żyje się co najmniej po 150 lat, wszelkie obowiązki za człowieka wykonują maszyny, a przeciętny obywatel cieszy się dobrobytem, o którym współcześni zamożni mogliby jedynie pomarzyć. Rzecz w tym, że aby zakupić wszystkie te dobra, ludzie decydują nie tylko sami zadłużają się po uszy, ale i obciążają swoimi długami własne dzieci i wnuki. Jest to jedno z ambitniejszych i najbardziej zmuszających do refleksji opowiadanie w najnowszym „Cosiu”. Łatwo dostrzegalne jest przesłanie, w myśl którego rozbuchany konsumpcjonizm w pewnym sensie zniewala człowieka, zaś przyzwyczajenie do luksusów i wygód życia zabija jego ambicje i zniechęca do poszerzania horyzontów.

Sherlock Holmes nadal w formie

Ostatnie dwa opublikowane w czasopiśmie opowiadania reprezentują gatunek kryminału. Autorem pierwszego z nich, noszącego tytuł „Podpalenie oraz…”, jest Samuel Dashell Hammett, słynny amerykański pisarz tego gatunku. Bohaterowie utworu badają sprawę tajemniczego podpalenia. W miarę rozwoju śledztwa, krok po kroku dochodzą do źródła pokrętnej intrygi. Niestety, pod względem literackim „Podpalenie oraz…” prezentuje najniższy poziom spośród wszystkich tekstów opublikowanych w czasopiśmie. O ile sama historia oraz wymyślona przez autora intryga przedstawiają się dość interesująco, o tyle narracja sprawia wrażenie chaotycznej, a bohaterom brakuje tego czegoś, dzięki czemu mogłyby przyciągnąć na dłużej uwagę czytelnika. Przeczytać ów utwór jak najbardziej można, po lekturze wszystkich poprzednich opowiadań, łatwo doznać rozczarowania.

Na szczęście drugie opowiadanie ze wspomnianego bloku prezentuje się już znacznie lepiej. „Tajemnica Fontanki” autorstwa Pawła Orłowca przedstawia zmagania tak kultowych dla gatunku postaci, jak Sherlock Holmes i Nat Pinkerton. Obaj panowie toczą ze sobą dżentelmeńską rywalizację, usiłując rozwikłać zagadkę zniknięcia Olgi, córki księcia Obodolowa. Jak to zwykle bywa z Holmesem, intryga, na trop której wpada, jest niezwykle zawiła, lecz to tylko dodatkowo podnosi wartość opowiadania jako kryminału. Paweł Orłowiec wprawdzie nie proponuje w tej materii niczego odkrywczego, niemniej jednak, opowiadanie jego autorstwa powinno spełnić oczekiwania miłośników tego rodzaju literatury. W szczególności zaś tych, którzy wyjątkowo upodobali sobie przygody Sherlocka Holmesa.

Rolę wisienki na torcie przyjął pochodzący z 1892 roku artykuł Harry’ego Howa, poświęcony osobie Arthura Conana Doyle’a, który zgodził się wówczas na udzielenie wywiadu dla czasopisma „The Strand”. Tekst ten, przedrukowany po ponad stu latach na łamach opisywanego periodyku, pozwala na poznanie kilku ciekawostek o życiu, usposobieniu i pracy słynnego pisarza. Kilka stron dalej mamy zaś opowiadanie „Perfekcjonista” Pawła Pollaka, które w poprzednim numerze „Cosia” zostało opublikowane wraz z niezaakceptowanymi przez autora poprawkami. Wydawcy czasopisma poprzez publikację opowiadania w wersji bliższej wizji samego autora uczynili zadość jego roszczeniom, choć trzeba powiedzieć, iż zarówno w „starej”, jak i „nowej” wersji jego lektura jest tak samo wciągająca. Trzeci numer czasopisma kończy natomiast krótki, aczkolwiek oparty na niebanalnym pomyśle komiks autorstwa Krzysztofa Chalika.

Najnowsza odsłona czasopisma „Coś na progu” nie zawodzi. Lektura kolejnych zawartych w zbiorze opowiadań pozwala na odświeżenie bądź poznanie klasyków takich gatunków jak horror, science-fiction czy kryminał. Pismo w dalszym ciągu świetnie sprawdza się w roli popularyzatora kultury fantastycznej i horroru. Nic zresztą dziwnego, skoro autorzy niemal wszystkich opublikowanych w nim opowiadań to same wielkie nazwiska tego typu literatury, których wręcz nie wypada nie znać. Eksperyment, jakim było uczynienie z kolejnego numeru „Cosia” antologii opowiadań klasyków uznać trzeba za udany – i chyba nikt nie będzie miał nic przeciwko, by co jakiś czas wydawcy powtarzali ten zabieg, zwłaszcza, jeśli pismo obfitować będzie w równie wartościowe utwory, jak miało to miejsce tym razem.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja