Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Detektyw na tropie krwiopijcy – recenzja „Na tropie wampira”

Od czasu podjęcia przez Johna Justyna Mallory’ego decyzji o pozostaniu w fantastycznej wersji Nowego Jorku minął już jakiś czas. W odróżnieniu od świata realnego, tutaj dość szybko stał się znanym i poważanym detektywem. Zasłynął nie tylko swoim umysłem i umiejętnością poradzenia sobie w każdej sytuacji, lecz także kontaktami z najpotężniejszymi bandziorami półświatka. Co prawda nie zmieniło to nic w jego życiu prywatnym, lecz pozwoliło pozyskiwać kolejnych klientów. Czasami jednak problemy przychodzą same.

Do partnerki Johna Justina, Winnifredy Carruthers przyjeżdża jej bratanek z Europy. Szybko okazuje się, że na pokładzie statku, którym płynął do Ameryki, stał się przenośną stacją krwiodawstwa dla wygłodniałego wampira. Nie odbiło się to dobrze na jego zdrowiu, a jedynym sposobem na pomoc chłopcu jest szybkie znalezienie winowajcy takiego obrotu sprawy. Mallory i Carruthers tworzą dwa oddziały poszukiwawcze i wyruszają na łowy. Brak czasu na przy gotowania, skutkujące brakiem osinowych kołków i innego potrzebnego sprzętu, nie zrażają myśliwych, a Nowy Jork zamienia się w wielką szachownicę, gdzie przestawiane są kolejne pionki w grze o życie chłopca.

„Na tropie wampira” jest kontynuacją opowieści zawartej w poprzedniej powieści Mike’a Resnicka – „Na tropie jednorożca”. Obie opowiadają o losach prywatnego detektywa, który ma ledwo parę godzin, by w nieprzyjaznym świecie rozwiązać sprawę. Postaci, które spotyka na swojej drodze oraz przygody na niego czekające nie należą do „normalnych”. Na każdym kroku musi borykać się z baśniowymi stworami, demonami czy wampirami. Resnick jednak ani na chwilę nie popadnie w schematyzm i bohaterowie nigdy nie będą stereotypowi lub przewidywalni. Jego świat wypełniony jest brzydzącymi się krwią wampirami, demonami z manią wprowadzania równowagi na świecie czy okrutnymi elfami. Z drugiej strony, brak schematu w pewnym momencie może stać się przewidywalny i czytelnik z łatwością domyśli się, że kolejna postać będzie zaprzeczeniem stereotypu.

Tutaj dochodzimy do głównej wady nowej książki wielokrotnie nagradzanego twórcy – wtórności. „Na tropie jednorożca” było ciekawą opowieścią zachęcającą do lektury, jednak „Na tropie wampira”, mimo że ciekawe, powiela tylko schematy z pierwszej części. Nie sprawia to, że książkę czyta się źle – bawi i śmieszy mimo tego defektu. „Na tropie wampira” nie miało być ani ambitną ani inteligentną opowieścią, więc swoje zadanie spełnia, choć pewien niesmak pozostaje. Ciężko się po tej książce spodziewać uniesień artystycznych, czy wielkiego „kopa” intelektualnego – wszystko jest tutaj łatwe, proste i przyjemne.

Co więcej – Resnick niestety niezbyt przyłożył się do napisania tej powieści, skutkuje to powtórzeniami oraz pewną ilością stwierdzeń retorycznych i prób usilnego zwrócenia uwagi czytelnika na pewne fakty. Jest to typowy zabieg w książkach fantasy skierowanych do młodszego czytelnika, lecz czy „Na tropie wampira” też jest taką opowieścią?

Mimo tych niedociągnięć „Na tropie wampira” powinno zapewnić fanom Mike’a Resnicka sporą dozę rozrywki. Jest to kolejne przyjemne czytadło, z którym miło rozerwać się po ciężkim dniu bez konieczności nadmiernego używania szarych komórek.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja