Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Fatalne zauroczenie – recenzja „Wampiryczne lesbijki”

Zmarły przed kilkoma miesiącami hiszpański reżyser Jesus Franco pozostawił po sobie niezwykle bogaty, liczący kilkaset pozycji dorobek. W większości składa się on z nie najwyższych lotów erotyków, ale każdy miłośnik twórczości Franco doskonale wie, że najlepsze z jego filmów to te, w których erotyka spotyka kino grozy. Wśród nich właśnie można odnaleźć prawdziwe perełki, dzięki którym nazwisku reżysera nie grozi zapomnienie. Do takich należą „Wampiryczne lesbijki” z 1971 roku.

Bohaterką filmu jest Linda Westinghouse.

Młoda atrakcyjna kobieta wraz z ukochanym o imieniu Omar udaje się do Stambułu, gdzie podczas wizyty w jednym z tamtejszych klubów jest świadkiem niezwykłego, lesbijsko-wampirycznego, scenicznego przedstawienia. Linda ulega urokowi nieziemsko pięknej kobiety, która gra w nim główną rolę – to hrabina Nadine Carody, potomkini słynnego Draculi. Wkrótce pomiędzy Lindą a ponętną wampirzycą dochodzi do romansu. Podczas jednej z namiętnych nocy Nadine postanawia zamienić swoją kochankę w wampirzycę. Nad ranem Linda zostaje odnaleziona na piaszczystej plaży i przeniesiona do sanatorium prowadzonego przez doktora Stewarda, od dłuższego czasu usiłującego poznać sekrety wampiryzmu. Kobieta doznaje amnezji. Jedynym co pamięta z najbliższej przeszłości, jest obraz martwej hrabiny, której ciało pływa w willowym basenie.

Wkrótce Linda dowiaduje się, że w tym samym sanatorium przebywa Agra, jedna z poprzednich ofiar Nadine.

Podczas gdy doktor Steward usiłuje wydobyć od obu kobiet jak najwięcej informacji na temat hrabiny, do ośrodka przybywa Omar. Wcale nie po to, by udzielić im pomocy – sam bowiem pragnie zostać krwiopijcą i zamierza użyć Lindy jako przynęty, by zwabić jej kochankę w zasadzkę…

Oglądając „Wampiryczne lesbijki” nie da się nie zauważyć, że jedną z najważniejszych inspiracji dla scenarzystów była kultowa powieść „Dracula” Brama Stokera. Momentami trudno wręcz oprzeć się wrażeniu, że film Jesusa Franco mógłby stanowić jej adaptację, z różnicą w postaci skrajnie odmiennej scenerii. Tajemnicza Transylwania i ponure zamczysko hrabiego Draculi ustąpiły tu miejsca luksusowej willi, położonej na wyspie otoczonej malowniczymi plażami. Bohaterowie „Wampirycznych lesbijek” bardzo przypominają jednak postacie znane z rzeczonej książki. Miejsce tytułowego bohatera zajęła tu oczywiście hrabina Nadine Carody. Linda natomiast łączy w sobie elementy charakterystyki Miny Harker i Lucy Westenry. Z jednej strony dość szybko ulega urokowi wampirzycy, z drugiej – nie traci głowy, kiedy wreszcie otrząsa się z uroku i zdaje sobie sprawę z ciążącego nad nią zagrożenia.

Wszelkie wątpliwości co do inspiracji „Draculą” mijają jednak, gdy na ekranie spostrzegamy doktora Stewarda, którego podobieństwo do znanego z powieści Johna Sewarda jest aż nader czytelne.

„Wampiryczne lesbijki” nie są horrorem zdolnym przestraszyć widza. Tak naprawdę grozy tu jak na lekarstwo. Jest za to intrygująca, pełna erotycznego napięcia opowieść, w której motyw wampiryczny odgrywa ważną rolę, przydając jej dreszczyku. Franco nie posuwa się do oklepanych w kinie grozy, służących straszeniu schematów i rozwiązań, kładąc nacisk na specyficzną więź pomiędzy Lindą a Nadine. Choć łączy je namiętny, pełen zmysłowości romans, relacja między nimi jest de facto relacją drapieżcy i ofiary. Warto zwrócić uwagę na kreację samych wampirów. Do wszelkich cech, które na przestrzeni wieków przypisywało się krwiopijcom, a które do dziś znajdują swoje odzwierciedlenie w filmie i literaturze grozy oraz fantasy, Jesus Franco podchodzi z pewnym dystansem. Owszem, wampiry piją krew. Owszem, unicestwić je można poprzez przebicie kołkiem. Ale nie ma na przykład mowy o tym, by szkodziło im światło dnia. Mało tego, w jednej z pierwszych scen, w której widzimy główną bohaterkę, zażywa ona słonecznych kąpieli, chwilę potem zaś, jak gdyby nigdy nic, pluska się z Lindą wśród morskich fal.

Oglądając „Wampiryczne lesbijki”, widz na pewno zwróci uwagę na powtarzające się obrazy, ukazujące naprzemiennie motyle, latawiec i skorpiona. Każdy z nich, umieszczony pomiędzy istotniejszymi dla fabuły scenami, coś oznacza, jednak symbolika zastosowana przez reżysera jest nadto czytelna, a nawet banalna. Skorpion, rozumiany jako śmiertelne zagrożenie, nie bez powodu poprzedza kluczowe sceny z udziałem hrabiny. Linda jest jak ten motyl: delikatny, nieświadom niebezpieczeństwa, nieopatrznie skrępowany przez półprzezroczystą firanę; zaś uczucie, jakie żywi do Nadine, niczym ów latawiec, piękny i wznoszący się ku niebu. Piękno to jednak ulotne i nietrwałe – wszak każdy latawiec prędzej czy później uderzy z impetem o ziemię.

Ścieżka dźwiękowa do „Wampirycznych lesbijek” jest dziełem Manfreda Hublera i Siegfrieda Schwaba. Składające się na nią utwory prezentują na ogół dość proste, aczkolwiek zapadające w pamięć linie melodyczne. Nie brakuje wśród nich brzmień psychodelicznych, stanowiących doskonałe wręcz, sprzyjające budowaniu odpowiedniego nastroju tło dla obserwowanych na ekranie wydarzeń. Dość wspomnieć, że kunszt Hublera i Schwaba docenił po latach sam Quentin Tarantino,

wykorzystując ich utwory w filmie „Jackie Brown”, zaś cały album „Vampyros Lesbos – Sexadelic Dance Party”, wznowiony po latach i zadedykowany aktorce Soledad Mirandzie, cieszył się ogromną popularnością nie tylko wśród miłośników twórczości Jesusa Franco.

Jak przystało na dzieło Jesusa Franco, w „Wampirycznych lesbijkach” nie zabrakło i erotyki. W przeciwieństwie jednak do wielu filmów hiszpańskiego reżysera, tym razem nie ona jest tu najważniejsza. Sceny zmysłowych, imponujących choreografią występów scenicznych Nadine, a także sekwencje ukazujące erotyczne zbliżenia bohaterek, stanowią ważny aspekt utworu, choć mają one raczej na celu podkreślenie zachodzących pomiędzy nimi, wyjątkowych więzi. Widzowie wrażliwi na niewieście wdzięki na pewno nie będą więc mieli powodów do narzekania, zwłaszcza że mało kto potrafi ukazywać piękno kobiecego ciała tak, jak Franco. Jeśli jednak ktoś spodziewał się prostego, podszytego tandetą lesbijskiego porno (bo przecież i tego typu scen oraz filmów w dorobku Franco nie brakuje) – trafił pod zły adres.

Romans wampirzycy z piękną Lindą nie byłby jednak tak intrygujący, gdyby nie dobra gra aktorek odtwarzających główne postacie. Obie wówczas młode, piękne i bardzo utalentowane. Ewa Stromberg w roli Lindy idealnie odwzorowała narastającą fascynację tajemniczą nieznajomą. Wyjątkowym występem popisała się natomiast Soledad Miranda, czyli filmowa hrabina Nadine Carody.

Jako aktorka, Miranda była nie tylko niezwykle urokliwa, ale też obdarzona wyjątkową charyzmą, zaś jej dodatkowym atutem był nietypowy, dość niski, a jednak niezwykle kobiecy głos. Obserwując jej grę, trudno się dziwić, iż osobą Mirandy zauroczony był sam Jesus Franco (który zresztą, swoim zwyczajem, wystąpił tu w jednej z drugoplanowych ról). Podczas pracy nad filmem reżyser zakochał się w pięknej aktorce, jednak uczucie nie miało szansy się rozwinąć. Od 1966 roku Soledad Miranda była żoną Jose Manuela de Coinceicao Simone. Niestety, ani jej małżeńskie szczęście, ani dobrze zapowiadająca się kariera nie trwały długo. Ledwie miesiąc po premierze „Wampirycznych lesbijek” piękna aktorka poniosła tragiczną śmierć w wypadku samochodowym.

Nie ulega wątpliwości, że „Wampiryczne lesbijki” to jeden z najciekawszych filmów w dorobku Jesusa Franco. Opowiedziana tu historia, choć stosunkowo prosta i wyraźnie inspirowana klasykami literatury grozy, okazuje się nadzwyczaj intrygująca, a dobra gra aktorska z kunsztowną oprawą muzyczną stanowią jej wartościowe dopełnienie. Nie jest to film dla każdego i może nie przypaść do gustu nawet niektórym spośród tych, którzy uważają się za miłośników twórczości Franco. Film rozwija się bowiem nader niespiesznie, tu i ówdzie każąc znosić dłużyzny, a ponadto, sceny erotyczne nie są tu tak śmiałe, jak w wielu innych filmach tego twórcy. Niemniej jednak sympatycy zmysłowych erotyków, solidnie wykonanych i podszytych niewielką dawką grozy, będą usatysfakcjonowani.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja