Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kto widział Batmana? – recenzja „Batman: Co się stało z zamaskowanym krzyżowcem?”

Batman to Gotham, a Gotham to Batman. Ciężko wyobrazić sobie to groteskowe miasto bez swojego Mrocznego Rycerza. Ma się wrażenie, że gdyby Batman zniknął, jego miasto też straciłoby rację bytu. Na ciemnych uliczkach, gdzie rządzi strach i korupcja, bez zamaskowanego obrońcy nie byłoby już miejsca dla zwykłych, uczciwych obywateli. Jednak czy na pewno? Jak radziło sobie miasto zanim Batman się pojawił i jak może sobie poradzić po jego odejściu?

Neil Gaiman, znany i popularny brytyjski scenarzysta i pisarz postanowił odpowiedzieć na to pytanie. Komiks Batman: Co się stało z zamaskowanym krzyżowcem? miał stać się hołdem ku czci tej jednej z najpopularniejszych ikon popkultury. Pomysł wzorowany na Whatever Happened to the Man of Tomorrow Alana Moore’a miał pokazać kolejne oblicze Człowieka Nietoperza. Komiks miałby stać się idealnym epitafium dla bohatera, który odszedł. Dlatego scenariusz komiksu Gaimana opisuje pogrzeb Batmana. By pożegnać się z tak znamienitą postacią

przybywają na miejsce zarówno jego przyjaciele, jak i najwięksi wrogowie. Czytelnik będzie miał okazję wysłuchać mowy pogrzebowej takich postaci jak Catwoman, Joker lub Riddler. Miał to być wspaniały alternatywny koniec historii bohatera, ale jak to często z Gaimanem bywa, zbyt usilnie starał się sprawić wrażenie, że jego dzieło jest ambitne, co poskutkowało tym, że komiks jest raczej parodią niż dramatem. Gaiman za bardzo sili się na pokazanie innej twarzy każdego z bohaterów, zarówno przedstawiając nieznane dotąd związki między nimi, jak i próbując uczynić ich kimś innym niż naprawdę byli. Stara się też przedstawić Batmana w zupełnie innym świetle i dać do zrozumienia, że był on inny, niż czytelnikowi się do tej pory wydawało. Ta próba też ma raczej karykaturalny wydźwięk i już podobny, choć bardziej udany efekt osiągnął Frank Miller w niedawno wydanym komiksie Batman i Robin, Cudowny Chłopiec (choć i jego ciężko zaliczyć do szczególnie udanych).

Rysunki Andy’ego Kuberta również pozostawiają wiele do życzenia – są wykonane profesjonalnie i z wyczuciem, jednak nawet polscy czytelnicy mogli zapoznać się z innymi pracami tego autora, w których pokazał, że dysponuje znacznie większym potencjałem i wyobraźnią, niż zaprezentował w tym komiksie. Zamiast nastrojowego dzieła, zaprezentował nam kolorową opowiastkę kojarzącą się z filmem Batman Forever.

Próba przeintelektualizowania treści prowadząca tylko i wyłącznie do jej udziwnienia i efektu komicznego oraz dość przeciętna grafika sprawiają, że gdyby chodziło tylko o komiks spółki Gaiman – Kubert, Batman: Co się stało z zamaskowanym krzyżowcem? nie byłby zupełnie wart uwagi. Całe szczęście w skład powyższego albumiku wchodzi kilka krótkich nowel, które wypadły dużo korzystniej niż główna historia. Całe szczęście w krótkich formach Gaiman nie sili się na oryginalność i po prostu wymysla ciekawe treści.

Simon Bisley pokazuje nam bohaterów historii „od garderoby” – i to w bardzo dosłownym tego słowa znaczeniu. Krótka, acz zabawna historyjka powinna zainteresować i rozbawić nawet wymagających fanów. Ilustrowana typową dla Bisley’a drapieżną kreską historyjka stanowi pewnego rodzaju katharsis po męczącym motywie pogrzebu.

Kolejne historyjki ilustrowane przez Marka Buckinghama, Mike’a Hoffmana oraz Berniego Mireault przedstawiają postaci Trującego Bluszczu, Jokera oraz Riddlera. Wszystkie te historyjki są bardzo interesujące, szczególnie opowiadanko dotyczące Trującego Bluszczu. Stworzone są z wyczuciem i pomysłem, opisują postaci nie jako szalonych przestępców, lecz jako ludzi ze swoimi słabostkami i potrzebami. Wszystkie zostały też umiejętnie i z gustem zilustrowane w nie narzucający się i klasyczny sposób.

Gdyby nie druga połowa albumu zawierająca krótkie formy, można by śmiało odradzić lekturę tego komiksu. Opowiadanka podnoszą jednak jakość komiksu na tyle, że warto się nim zainteresować, choć do rozważenia pozostaje fakt, czy warto wydać 50 złotych dla samych opowiadanek…

Dyskusja