Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Na kolana przed polskim królem! – recenzja „Diabłu ogarek. Ostatni hołd”

Rzeczpospolita szlachecka to temat bardzo intrygujący i wydaje się, że ciągle niewyeksploatowany przez rodzimych literatów. Nie powinno zatem dziwić, iż na półkach księgarni co rusz pojawiają się nowe dzieła, fantastyczne i nie tylko, których akcja osadzona jest w tym pełnym tajemnic historycznym okresie. Jak wszędzie, bywają wśród nich utwory lepsze i gorsze, ale niekiedy można natknąć się na prawdziwe perełki. Powieści może nie wybitne, lecz z rozmaitych przyczyn nie dające o sobie zapomnieć i wyróżniające się na tle konkurentów. Takie, jak „Ostatni hołd” Konrada T. Lewandowskiego.

Rzeczona książka to kolejny, trzeci już tom cyklu „Diabłu ogarek”. Ponownie prześledzimy w niej losy Stanisława Jakuba Lawendowskiego herbu Paprzyca, który choć na codzień trudni się doręczaniem pozwów sądowych osobliwie niepokornym adresatom, to niejeden już raz miał okazję odgrywać pierwsze skrzypce w znacznie poważniejszych sprawach. Nie inaczej jest tym razem. Oto latem 1641 roku młody pruski książę Fryderyk Wilhelm Hohenzollern uparcie odwleka złożenie hołdu polskiego władcy, mimo, iż jego przodkowie zobowiązali go do tego przed wieloma laty. Nie mając wystarczająco sił, by wszcząć otwarty bunt przeciw królowi Władysławowi IV, Hohenzollern znajduje sobie sprzymierzeńców z piekła rodem. Zrządzeniem losu, tym, który odegra kluczową rolę w powstrzymaniu pruskiego księcia przed ziszczeniem jego knowań, jest właśnie nasz Lawendowski.

Główny wątek przez pewien czas pozostaje jednak na dalszym planie, gdyż zanim w ogóle nasi bohaterowie wezmą się na dobre za ucieranie nosa pruskiemu władcy, przeżyją szereg innych, emocjonujących przygód. Odwiedzą nawiedzoną karczmę, zostaną zaatakowani przez żywiołaków, a jeszcze innym razem pomogą zorganizować pochówek skrytobójczo zamordowanej białogłowej. Żaden ze wspomnianych wątków nie wisi jednak w próżni i nie został umieszczony przez autora bez powodu. Niejednokrotnie w trakcie lektury okazuje się, że wątki poboczne w ten czy inny sposób powiązane są z wiodącą osią fabuły i stanowią jej istotne uzupełnienie.

Konrad T. Lewandowski prezentuje nam cały wachlarz interesujących bohaterów, zarówno mających swoich odpowiedników w historii, jak i powstałych wyłącznie w wyobraźni autora. Wielu z nich poznaliśmy już w poprzednich tomach, ale znalazło się miejsce na kilka nowych indywidualności. Mocną stroną prozy Lewandowskiego są zwłaszcza postacie drugoplanowe. Nawet, jeśli dany bohater lub bohaterka pojawia się tylko epizodycznie, to dysponuje jakąś cechą czy osobliwością, dzięki której potrafi zagnieździć się w pamięci czytelnika – nieważne, czy jest to duch zamordowanej niewiasty, czy przebiegła wiedźma, czy też wampir bądź strzyga, których to magicznych istot na łamach „Ostatniego hołdu” nie brakuje.

Najnowszą książkę Lewandowskiego czyta się błyskawicznie, co jest zasługą nie tylko samej fabuły i pomysłów autora, ale także jego pisarskiego warsztatu. Autor takich powieści jak „Most nad Otchłanią”, „Elektryczne perły” czy popularnej niegdyś sagi o kotołaku wielokrotnie już udowadniał, że sztukę operowania piórem opanował bardzo dobrze i niestraszne mu żadne gatunki czy konwencje. Nie powinno zatem dziwić, że pisząc książkę, której akcja toczy się na terenach siedemnastowiecznej Rzeczypospolitej, zadbał o odpowiednią stylizację języka. Dialogi bohaterów pełne są archaizmów i zwrotów ze staropolszczyzny, jednak zabiegi te autor serwuje w sposób bardzo wyważony, dzięki czemu ów ukłon w stronę dawnej mowy polskiej nie skutkuje dyskomfortem dla czytelnika.

„Diabłu ogarek – Ostatni hołd” to dobra książka, która przypadnie do gustu miłośnikom zawadiackich, przepełnionych fantastycznymi motywami opowieści osadzonych w klimacie Dzikich Pól. Na zbliżające się chłodne, jesienne wieczory – propozycja jak znalazł!

Ocena: 4/5

Dyskusja