Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Niemoc Herosa – recenzja: „The Amazing Spider-Man: Powrót do domu”

„Wielka Kolekcja Komiksów Marvela” ukazuje się już od jakiegoś czasu, ciesząc fanów tego niezwykle rozbudowanego uniwersum. Choć obecnie seria ta, zaplanowana na sześćdziesiąt tomów, zbliża się nieuchronnie do półmetka, warto cofnąć się w czasie o kilkanaście miesięcy i przypomnieć sobie, od czego wszystko się zaczęło.

Tomem otwierającym rzeczoną kolekcję były przygody Spider-mana, które Hachette wydało pod wspólnym tytułem „Spider-man – Powrót do domu”. Zawiera on materiały, jakie pojawiły się w Stanach Zjednoczonych w odsłonach 30-35 serii „The Amazing Spider-man vol.2”. Rozwiązanie to od początku budziło szereg wątpliwości – wszak za oceanem wydano już łącznie kilkaset komiksów o tym superbohaterze, tymczasem jako otwarcie kolekcji proponuje się odpowiednik zaledwie sześciu tamtejszych zeszytów. Co niektórzy fani zadawali pytanie – czy aby przedstawiona w tomie historia nie będzie wyrwana z kontekstu?

Nic podobnego. Fabuła nie tylko jest składna i spójna, ale też została poprzedzona odpowiednim wprowadzeniem, w którym nakreślono dotychczasowe losy Petera Parkera. Czytelnik, który choćby w minimalnym stopniu zna człowieka-pająka, nie będzie miał najmniejszych kłopotów z rozeznaniem się w historii.

Fabuła „Powrotu do domu” rozpoczyna się w momencie, gdy Peter Parker znalazł się na życiowym zakręcie. Niedawno rozstał się z ukochaną Mary Jane Watson i coraz bardziej zaczyna doskwierać mu samotność. Udaje mu się znaleźć pracę w charakterze nauczyciela chemii w liceum, do którego sam niegdyś uczęszczał, tam jednak rozczarowuje go poziom rozwydrzenia młodych Amerykanów. I kiedy pewnego razu, swoim zwyczajem, tropi grasujących po metropolii przestępców, zaczepia go siwowłosy jegomość, który okazuje się mieć te same nadnaturalne zdolności, co Parker. Każe mówić na siebie Ezekiel i wkrótce ostrzega Petera przed straszliwym niebezpieczeństwem. Spider-man,

który wiele w życiu przeżył, niejedno zobaczył i pokonał licznych, potężnych wrogów, nie zgadza się jednak pozostać w ukryciu, jak sugeruje mu nieznajomy. Wkrótce na trop Parkera wpada niejaki Morlun: potężna, przedwieczna istota, polująca na Spider-mana i nie wahająca się posunąć do najbardziej okrutnych środków, byle dopaść swą ofiarę.

Ze wspomnianego powyżej powodu „Spider-man – Powrót do domu” jest komiksem dość nietypowym. Fani człowieka-pająka, którzy już nie raz mieli okazję śledzić jego przygody – czy to w komiksie, czy filmach pełnometrażowych bądź animacjach – przyzwyczajeni byli raczej do tego, że to Spider-man był myśliwym, a jego wrogowie zwierzyną, która wprawdzie dużo rozrabiała, ale koniec końców dosięgała należyta kara z rąk superbohatera. Tutaj jest inaczej. Petera Parkera obserwujemy w charakterze zaszczutego, kompletnie zaskoczonego swoją niemocą herosa, który wprawdzie nie wyobraża sobie poddać się bez walki, ale gdzieś w głębi jego duszy zaczynają odzywać się głosy, nakazujące mu pogodzić się z faktem, że w końcu natknął się na kogoś potężniejszego od siebie. Jak to jednak zwykle bywa, superbohater odnajdzie sposób, by nawiązać z Morlunem wyrównaną rywalizację – o tym, jak tego dokona, najlepiej przekonać się samemu.

Mocną stroną opisywanego tomu jest oprawa wizualna. Kreska Johna Romity Juniora jest przyjemna dla oka, szczególnie dobre wrażenie robi zaś dobór barw. Większość kadrów pstrzy się kolorami, i tylko pojedyncze sceny utrzymane są w mrocznej tonacji. Świetnie prezentują się natomiast efekty specjalne – zwłaszcza w dynamicznych sekwencjach walk, a także wielkoformatowe rysunki, mieszczące się niekiedy nie tylko na jednej, ale i na dwóch pełnych stronach.

Atutem wydania Hachette są dodatki, z którymi najlepiej zapoznać się już po lekturze komiksu. W „Spider-man Powrót do domu”, poza samą obrazkową historią, znajdziemy artykuł poświęcony najwcześniejszym dziejom tytułowego bohatera, a także biografie scenarzysty i rysownika. Ciekawie wypada także porównanie wizerunków Spider-mana w ujęciu poszczególnych rysowników, począwszy od Steve’a Ditko (ilustrującego człowieka-pająka w latach 1962-1966), aż po Todda McFarlane’a. Ponadto, wydawca dołączył przegląd najpopularniejszych przeciwników Spider-mana, jak również zestaw szkiców J. Scotta Campbella, projektanta okładek tych zeszytów „Amazing Spider-man”, które znalazły się w omawianym wydaniu.

Pierwszy tom „Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela” wypadł więc bardzo obiecująco. Za niespełna piętnaście złotych (w późniejszych odsłonach cena oczywiście wzrośnie) czytelnicy mieli możliwość zakupić pięknie wydany, oprawiony w twardą okładkę i wzbogacony o ciekawe dodatki album, zbierający sześć ciekawych zeszytów z serii „The Amazing Spider-man”. Dla fanów komiksów ze stajni Marvela, zwłaszcza zaś tych, którzy szczególnie umiłowali sobie przygody człowieka-pająka, jest to pozycja absolutnie obowiązkowa.

Dyskusja