Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Obraz amerykańskiej głupoty – recenzja „Istota”

Dwóch braci – Paul i Don sądzą, że zmarnowali swoje szanse w życiu. Don popadając w coraz gorsze towarzystwo zaczął ćpać, ale dopiero okradanie rodziców doprowadziło do jego wyrzucenia z domu, co z kolei sprawiło, że stał się dealerem narkotyków. Paul natomiast właśnie został wyrzucony ze studiów w Kalifornii i wrócił do smutnej, szarej rzeczywistości Nowego Jorku.

Paul odnajduje na ulicy swojego młodszego brata, który przedstawia mu idealny plan, dzięki któremu mają zostać bogaci, a sam Don ma ocalić swoją skórę. Okazało się bowiem, że całą partię narkotyków, jakie miał rozprowadzić wypalił sam, a brak gotówki sprawia, że nie ma jak za nie zapłacić. Bracia postanawiają za pomocą starego pistoletu obrabować „zwierzchników” Dona i uciec do opisywanej z wielkim entuzjazmem przez Paula Kalifornii.

Jak to jednak bywa z idealnymi i prostymi planami – zwykle nie wypalają.

Chłopcy wykazują się bowiem typowym amerykańskim pomyślunkiem i atakują handlarzy w momencie, kiedy ci dopiero co rozdali towar sprzedawcom i w sejfie znajduje się jedynie trochę narkotyków i kilkaset dolarów, które nie wystarczą nawet na bilet do wymarzonego stanu. Pomijając fakt, że kiedy dotarli na lotnisko zdali sobie sprawę, że będzie ono prawdopodobnie pierwszym miejscem obstawionym przez gangsterów… Co więc bracia postanawiają? Zostają w Nowym Jorku, Don wraca na swoje miejsce pracy i sprzedaje tam ukradzione narkotyki by zarobić na wyjazd! Inteligentne.

Tyle że na karkach chłopców siedzi nie tylko mafia, ale również Istota. Jest ona jednym z wielu podobnych stworzeń, których pochodzenia nikt nie zna. Te wyglądające jak wielkie koty z ludzkimi twarzami stwory pojawiają się zawsze wtedy, kiedy ktoś ma poważne problemy. Zaczynają być nieodłącznym towarzyszem takiego człowieka i nie zostawiają go nigdy samego. Stwora nie da się pozbyć, gdyż jest on nie dość, że niemal niezniszczalny, to jeszcze bardzo nieustępliwy.

Fabuła filmu skupia się na problemach Paula i Dona, które są identyczne, jak w tysiącach innych tego typu filmach amerykańskich. Co prawda tutaj została ona wzbogacona pojawieniem się tajemniczego stwora, który może pochodzić z kosmosu jak i z nieba czy piekła, jednak i ten wątek został potraktowany dość pobieżnie. Mimo utrzymania ciekawego klimatu, który kojarzy się z twórczością Philipa K. Dicka, film nie potrafi utrzymać dłużej uwagi widza, stanowiąc tylko zbiór scen, w których bohaterowie starają się udowodnić brak jakiejkolwiek inteligencji i totalną nieznajomość świata. Co prawda ich zachowania są dość ciekawe z socjologicznego punktu widzenia, gdyż pokazują idealny obraz typowego Amerykanina, który zna świat nie dalej niż na 500 metrów wokół swojego domu i nie umie wykazać się jakąkolwiek inicjatywą w nieprzewidzianych sytuacjach, wątpliwe jednak czy to właśnie miało być głównym przekazem filmu.

Zdjęcia prezentują się dość dobrze, jednak czasami przechodzą w wersję zbyt „artystyczną”, która pasowałaby do filmu inteligentnego i ze skomplikowaną fabułą, jednak ma się nijak do prostej kryminalnej fabułki z wielkim kotem palącym zioło. I gdzie tu artyzm?

Muzyka, która pogrywa sobie w tle całego filmu nadaje mu klimat, jednak nadaje go za dużo, przez co męczy. Jeśli w czasie filmu „klimatyczne” pobrzękiwanie nie ustaje ani na chwilkę, zgodnie z zasadą „co za dużo to niezdrowo” przytłacza i męczy. Gdyby atmosfera szła w parze z ciekawą i skomplikowaną fabułą, taki zabieg miałby jeszcze rację bytu, jednak w przypadku tego filmu po prostu nie ma.
„Istota” jest obrazem, w którym nastąpił przerost klimatu nad treścią. Widać tutaj ewidentny brak rozwinięcia pewnych – najciekawszych – wątków, a główny nacisk położony jest na próbie stworzenia kolejnego filmu kryminalnego jak tysiące innych. A szkoda, potencjał był duży…

Ocena: 1.5/5

Dyskusja