Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Odlot na maksa – recenzja „Chwila jak płomień’

„Giczoł muchy zalatywał lekko gównem. Wstrzymałem oddech i odgryzłem kęsik. Początkowo żułem z odrazą i przekonaniem, że zaraz zwymiotuję. Poczułem smak. Popcorn i krakersy, lekko solone. Pycha.”
(fragment Chwila jak płomień)

Niecałe dwa lata temu na rynku pojawił się debiutancki album Romana Lipczyńskiego i Pawła Garwola pt. Bez końca. Bardzo dobrze przyjęty przez czytelników, udowodnił, że rodzimi artyści należą do tych najlepszych i swoją klasą spokojnie mogą konkurować ze światowymi nazwiskami, takimi jak choćby Thomas Ott. W tym roku Kultura Gniewu uraczyła nas drugą publikacją polskich twórców – Chwila jak płomień…

Siedem, iście zakręconych opowiadań zabiera czytelnika w świat tajemniczy, dziwny, wręcz absurdalny – niczym z najgorszego, najbardziej „odjechanego” koszmaru. Bo nie jest normalne, aby facet pilnował grobowca, do tego stopnia, żeby urządzić sobie w nim mieszkanko. Do naturalnych nie należą też sytuacje z zabiciem czasu (dosłownie), okradaniem domków ślimaków, służeniem pająkowi wewnątrz odkurzacza, zamianą psa w ptaka, czy też wreszcie przeniesieniem fikcji telewizyjnej do rzeczywistości. W miarę normalna wydawać się może tylko historia znalezienia wisielca w lesie, choć i ta nie do końca mieści się w zakresie ogarniania ludzkiego umysłu, a sam koniec wywołuje niepokój i gęsią skórkę.

Twórcy udowadniają, że i w kraju nad Wisłą można zrobić projekt, który zadowoli miłośników form zakręconych. Album nie powstydziłby się porównania, nie tylko do wcześniej wspomnianego Otta, ale i do filmów Davida Lyncha czy Larsa von Triera. Opary absurdu mieszają się tutaj z wszechobecnym lękiem, czającym się gdzieś w podświadomości i delikatnie, ale skutecznie przebiegającymi po plecach dreszczami. Mimo że dziwne – historie działają jak narkotyk – wciągając wewnątrz siebie i dając niesamowity odlot – a po wszystkim czytelnik chce więcej.

Zbudowany prawie z samych rysunków, ze znikomą ilością tekstu – komiks pokazuje klasę twórców i ich umiejętność prowadzenia opowieści bez słów. Składa się na to zarówno doborowy scenariusz Lipczyńskiego oraz wyśmienite ilustracje Garwola. Wszystko utrzymane w konwencji czarno-białej, wykonane z tysięcy kresek, za pomocą których artysta nadał bardzo realistyczny wygląd kadrom sprawia, że trudno od rysunków oderwać wzrok.

Nie sposób po zakończonej lekturze odłożyć album na półkę. Z drżącymi rękami wraca się do podanych historii, przegląda je jeszcze raz, i jeszcze, szukając normalności w nienormalnych światach autorów. W głowie trwa ciągła walka racjonalnego wytłumaczenia sobie absurdów, które właśnie zostały przyswojone. Jedno jest pewne – nad Chwilą jak płomień nie da się przejść obojętnie – można co najwyżej poprosić jej twórców o numer do ich dilera. Rewelacja!

Dyskusja