Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Powrót na dziki zachód – recenzja „Powrót do przyszłości III”

Wszystko co dobre szybko się kończy. To stare ludowe porzekadło niestety znajduje potwierdzenie także w przypadku najbardziej udanych filmowych sag. Trzecia część „Powrotu do przyszłości” to już ostatnia odsłona tego niezwykle popularnego cyklu, który przed laty zapisał się w dziejach kina science-fiction.

Tym razem twórcy nie zabierają nas ani do uroczych lat pięćdziesiątych, ani w odległą przyszłość. Zamiast tego, proponują wędrówkę do roku 1885. Rodzinna miejscowość Marty’ego McFly’a – Hill Valley, w niczym nie przypomina miasteczka z połowy dwudziestego stulecia, znanego nam z pierwszej części filmu.

Słynny ratuszowy zegar jest jeszcze w budowie. Po ulicach nie jeżdżą samochody, a konne dyliżanse. Zamiast fast foodów mamy tu saloon, w którym podaje się wyłącznie whisky, a miejsce rozwydrzonych nastoletnich oprychów zajmują agresywni rewolwerowcy.

Marty trafia na Dziki Zachód krótko po tym, jak otrzymuje list od doktora Browna, z informacją, iż naukowiec przeniósł się do dziewiętnastego stulecia. Chłopak odkrywa jednak, że Brownowi w niedługim czasie pisana jest śmierć od kuli jednego z lokalnych bandytów. Ponownie używa więc wehikułu czasu – tym razem po to, by raz jeszcze uratować skórę swojego zakręconego kompana.

Po raz kolejny film pełen jest odniesień do poprzednich odsłon. Pewne motywy i zdarzenia, takie jak wspomniany powyżej zegar, bijatyki w lokalnej jadłodajni czy incydenty z udziałem filmowego czarnego charakteru związane z jego skłonnością do wpadania w gnojówkę, powtarzają się w niemal niezmienionej formie. Podobnych zabiegów, będących nader oryginalnym urozmaiceniem scenariusza, jest tu znacznie więcej.

W trzeciej części „Powrotu do przyszłości” szczególnie dużą wagę twórcy przyłożyli do scenografii, starając się, by w jak największym stopniu oddawała klimat Dzikiego Zachodu. Wydarzenia toczące się w 1885 roku kręcono w niewielkiej miejscowości Jamestown w stanie Kalifornia (jak na ironię, sześć lat po premierze filmu spłonęła ona w pożarze, którego przyczyną było uderzenie pioruna). Zamierzony efekt został osiągnięty, gdyż Hill Valley w „Powrocie do przyszłości 3” przywodzi na myśl miasteczka z hollywoodzkich westernów.

Niebagatelną rolę w budowaniu klimatu odgrywa również muzyka autorstwa Alana Silvestrego. Obok kultowych już kompozycji (z głównym motywem na czele) znanych widzom doskonale z poprzednich części, w ostatniej odsłonie cyklu usłyszeć można niemało energicznego,

żywiołowego country, wpasowującego się nie tylko w obrane przez scenarzystów historyczne realia, ale i doskonale pasującego do awanturniczo-przygodowej konwencji produkcji.
Wspomniane scenografia i muzyka, to jednak tylko niezbędne tło dla iście westernowych przygód, jakich doświadczają bohaterowie. Mamy tu ucieczki przed rozsierdzonymi Indianami, pościgi za pędzącymi pociągami, pojedynki rewolwerowców i złego bandytę terroryzującego miasto. Hołd w stronę jednego z najważniejszych dla amerykańskiego kina gatunków filmowych składany jest przy jednoczesnym wprowadzeniu licznych elementów fantastycznych, co razem tworzy oryginalną, ekscytującą mieszankę.

Podobnie, jak w poprzednich odsłonach filmu, także i w części wieńczącej cykl mamy do czynienia z popisową grą aktorów. Michael J. Fox jako kowbojskie wcielenie McFly’a prezentuje się równie dobrze, jak do tej pory. Znacznie większą uwagę niż dotychczas poświęcono postaci doktora Emmetta Browna, a grający go Christopher Lloyd potrafił odpowiednio to wykorzystać.

Thomas F. Wilson, ponownie w roli antybohatera Tannena, tym razem spisał się jeszcze lepiej, co nie uszło uwadze krytyki i zaowocowało w 1991 roku Saturnem za najlepszą rolę drugoplanową. Wypada także odnotować bardzo udany występ Mary Steenburgen. Jej bohaterkę Clarę Clayton, połączą niespodziewanie bliskie relacje z doktorem Brownem.

„Powrót do przyszłości” to jeden z nielicznych cyklów science-fiction, o których można z czystym sumieniem powiedzieć, że utrzymuje równie wysoki poziom we wszystkich swoich częściach. Dzieło Roberta Zemeckisa to kawał pasjonującej, sprawnie zrealizowanej i słusznie obsypanej nagrodami kinowej fantastyki, zdolnej zachwycić widzów w każdym wieku i powinno zostać obejrzane przez każdego szanującego się sympatyka gatunku.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja