Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Tajemnice francuskiego wywiadu – recenzja „RG # 1 – Rijad nad Sekwaną”

Praca agenta wywiadu nie należy do łatwych. Ciągłe zagrożenie życia, niemożność założenia rodziny, całkowite poświęcenie… Niezależnie od tego, dla którego państwa się pracuje, działalność w tajnych służbach zawsze pociąga podobne, negatywne konsekwencje. Nie inaczej jest w przypadku RG – Reneseignements Généraux, francuskiej służby wywiadowczej, podlegającej zarządowi głównemu policji, której zadaniem jest obrona kraju przed wszystkim, co mogłoby stanowić zagrożenie dla interesu jego władz i mieszkańców.

Komiks opowiada głównie o życiu Pierra Dragona, członka wspomnianej formacji. Zostaje on wprowadzony przez swojego szefa w dosyć osobliwą, bardzo poufną sprawę. Główny bohater przyjmuje ją oczywiście bez mrugnięcia okiem, dobiera towarzyszy i przystępuje do wykonania zadania.
.
Cała fabuła kręci się wokół tejże misji. Życie Pierra nie przypomina jednak egzystencji Jamesa Bonda. Owszem, znajduje ładną kobietę, od czasu do czasu musi wyjąć broń z kabury i pouganiać się za przestępcami, ale czasem potrafi też usiąść nad papierkową robotą, czy spędzić kilkanaście godzin na żmudnej obserwacji. Czytelnik ma więc do czynienia z dość realistycznym odwzorowaniem pracy agenta.

Jedynym problemem fabuły jest szablonowość. Ciężko jej jednak uniknąć, kiedy tworzy się kolejny komiks dotyczący pracy wywiadu. Zarówno filmów, jak i książek tego typu powstało już bardzo wiele, więc siłą rzeczy wymyślając tego typu intrygi trudno jest o oryginalność. Nawet samo zakończenie tomu podpowiada czytelnikowi, czego może spodziewać się w kontynuacji.

Trzeba również pamiętać o tym, że „RG 1: Rijad nad Sekwaną” z założenia nie miał być utworem specjalnie ambitnym. Nie ma tu miejsca na głębsze refleksje czy problemy egzystencjalne – to zwyczajny komiks akcji, który czyta się bardzo szybko, czerpiąc z tego przede wszystkim niezobowiązującą rozrywkę.

Rysunek Frederika Peetersa sprawia jednak, że „RG” jest dziełem, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Prosta kreska w genialny sposób potrafi skierować uwagę czytelnika na pojedyncze, pozornie mniej znaczące detale. Największe wrażenie sprawia kadrowanie. Ze świecą szukać komiksu, w którym rysownik tak doskonale bawi się perspektywą i nawet ustawieniem plansz na stronie. Nie przeszkadza to oczywiście w czytaniu. Co więcej, nie pozwala na monotonię wynikającą z tego samego ułożenia kadrów na kolejnych kartkach i wprowadza w tej materii niesamowitą odmianę.

Dobrym powodem do sięgnięcia po „RG” jest również fakt, że jest to pierwszy komiks, w którym można zobaczyć kolorowe rysunki Frederika Peetersa. Jego czarno-białe prace (między innymi świetne „Ghost in the Shell”) zapadają w pamięć, jednak do pięt nie dorastają temu, co rysownik pokazał tym razem.

„RG” to bardzo dobry komiks akcji. Nie jest to pozycja specjalnie wymagająca, nastawiona raczej na zapewnienie odbiorcy dobrej zabawy. Scenariusza nie można zaliczyć do szczególnie oryginalnych, jednak rysunki Frederika Peetersa sprawiają, że kolejne strony zeszytu pochłania się z prędkością światła. Dodatkowym atutem są występujące tu i ówdzie akcenty humorystyczne, a także fakt, że „RG” wydano w pięknej, twardej oprawie, dzięki czemu komiks rewelacyjnie prezentuje się na półce.

Dyskusja