Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Walka wilkołakowyzwoleńcza – recenzja „Underworld: Bunt Lykanów”

Napis na plakacie reklamującym „Underworld – Bunt Lykanów” głosi, że każda wojna ma swój początek. W dotychczasowych dwóch odsłonach „Underworld”, scenarzyści zapoznali widzów z genezą odwiecznego konfliktu pomiędzy wampirami i wilkołakami. Historia ta jednak od początku zdradzała potencjał, by stać się osią fabuły dla osobnego filmu, co twórcy skrzętnie wykorzystali. I dobrze, gdyż „Bunt Lykanów” to najlepsza z dotychczasowych odsłon serii.

W przeciwieństwie do pierwszej części, jak i kontynuacji o podtytule „Evolution”, akcja „Buntu Lykanów” osadzona jest w średniowieczu.

Lateksowe kostiumy, pistolety maszynowe strzelające srebrnymi kulami czy klonowana przy użyciu nowoczesnych technologii krew, ustąpiły tu miejsca zbrojom i mieczom, mrocznym lochom i zamczyskom, a szczytem technologicznych możliwości w dziedzinie oręża są tu kusze i ogromne balisty. Tym samym seria, kojarzona dotąd z pełną baśniowych akcentów, ale jednak science-fiction, doczekała się odsłony, którą śmiało zaklasyfikować można jako klasyczne dark fantasy. Po seansie „Buntu Lykanów” niejeden z widzów będzie miał wątpliwości, czy aby właśnie ta konwencja nie jest dla „Underworldu” bardziej odpowiednia.

W „Buncie Lykanów” obserwujemy historię znanego z poprzednich części Luciana. Jako reprezentant barbarzyńskiej rasy wilkołaków, jest jednym z wampirzych niewolników, choć cieszących się u krwiopijców szczególnymi względami.

Jednak w miarę jak obserwuje męczarnie i upokorzenia spadające na jego pobratymców z rąk oprawców, wzbiera w nim wściekłość i żądza buntu. Sytuację dodatkowo komplikuje uczucie, jakie zawiązuje się między Lucianem i piękną wampirzycą Sonją, córką Viktora, będącego przywódcą społeczności krwiopijców. Zgodnie z obowiązującym od wieków kodeksem, jakiekolwiek namiętności i związki pomiędzy przedstawicielami obu ras są kategorycznie zabronione. Wkrótce prawda o zakazanej miłości wychodzi na jaw, nad Sonją ciąży widmo kary za popełnione wykroczenie, a ciemiężeni od lat Lykanie kruszą kajdany i rozpoczynają walkę o wolność.

W odróżnieniu od poprzednich części „Underworld”, w „Buncie Lykanów” wątek miłosny został bardzo dobrze zarysowany. Twórcy nie silą się na oryginalność i ponownie obserwujemy przeniesioną na baśniowo-fantastyczny grunt historię Romea i Julii. Tym razem jednak wygląda to dużo bardziej przekonująco – częściowo za sprawą scenariusza, w którym na relacje łączące Sonję z Lucianem położony został spory nacisk, ale nie należy też lekceważyć wkładu odtwórców tychże ról.

Rhona Mitra i Michael Sheen odegrali swoich bohaterów nad wyraz wiarygodnie. Odtwórczyni głównej kobiecej roli w niczym nie ustępuje Kate Beckinsale, zaś występ Michael Sheena – którego bohater wielokrotnie wzywa swoich pobratymców do walki i najwyższych poświęceń w imię wolności – przywodzi na myśl Mela Gibsona w „Walecznym sercu”. Sheen nie posiada wprawdzie charyzmy, jaką Gibson obdarzył protagonistę z „Bravehearta”, niemniej rolę w „Buncie Lykanów” zdecydowanie może zaliczyć do udanych.

Wśród aktorów należałoby wyróżnić jeszcze dwie osoby. Pierwszą z nich jest Bill Nighy, odtwórca roli Viktora. Jako przywódca wampirów, tym razem o kilkaset lat młodszy niż w poprzednich odsłonach, Nighy wypada wyśmienicie. Uwagę zwracają przede wszystkim jego umiejętności mimiczne. Każde jego spojrzenie, uniesienie brwi czy grymas, wyraża więcej emocji, niż niejeden dłuższy dialog, a i dykcja Nighy’ego – zwłaszcza gdy podnosi głos na swoją córkę czy podwładnych – jest doprawdy wyjątkowa. Drugą osobą zasługującą na słowa uznania jest Kevin Grevioux, jako Raze – potężnie zbudowany, czarnoskóry Lykanin, przyłączający się do buntu Luciana. Choć jego rola nie jest znacząca i Grevioux bierze udział w zaledwie kilku scenach, to w zupełności wystarcza, by stworzona przezeń kreacja znalazła miejsce w pamięci widza – głównie za sprawą niezwykłego, ultra niskiego głosu, jakim ów aktor jest obdarzony.

Podobnie jak w poprzednich „Underworldach”, także i tym razem trudno mieć zastrzeżenia do oprawy wizualnej filmu. Szczególne brawa należą się Danowi Hennahowi, którego zasługą jest mroczna, nastrojowa scenografia, a także Rossowi Emery’emu, który stanął tym razem za kamerą i rzeczone plenery sfotografował z nieczęsto spotykanym kunsztem. Warto także zauważyć, że w porównaniu z poprzednimi odsłonami cyklu, „Bunt Lykanów” jest dużo bardziej krwawy i brutalny. Walki odznaczają się nie tylko dynamiką i ciekawą choreografią, ale także wyjątkową drastycznością. Ćwiartowanie, odrąbywane kończyny i przecinane w pół korpusy to zaledwie niewielka próbka możliwości twórców w tym aspekcie.

Trzecia odsłona serii o odwiecznej wojnie między wampirami a Lykanami, jest najlepszą, jakie mogliśmy do tej pory oglądać. Patrickowi Tatopoulosowi udało się to, czego w żadnej z poprzednich części nie zdołał zrobić Len Wiseman. Jego dzieło imponuje nie tylko warstwą wizualną, ale i przedstawia intrygującą, ciekawą historię, której poznawanie przysparza wielu emocji. Strzałem w dziesiątkę okazało się ponadto ukazanie genezy konfliktu i przyjęcie konwencji dark fantasy. Dla fanów „Underworld” jest to zatem pozycja obowiązkowa, ale także wszyscy ci, którym nie przypadły do gustu poprzednie części, powinni dać „Buntowi Lykanów” szansę. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że tym razem się nie zawiodą.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja