Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Z ekranu do komiksu – recenzja „Assassin’s Creed – 1 – Desmond”

Serii „Assassin’s Creed” nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Gra wywarła tak duży wpływ na społeczeństwo, że tytuł ten jest dobrze znany nawet osobom nie będącym pasjonatami elektronicznej rozrywki. Wiadomo również, że jest to kura znosząca złote jajka: w uniwersum „Assassin’s Creed” osadzono liczne gry i książki, wyprodukowano mnóstwo związanych z nim gadżetów, a ostatnio przyszedł czas także na komiksy. Wydawnictwo Sine Qua Non, na fali popularności asasynów, podjęło się wydania na naszym rynku właśnie tej serii. Jak się okazuje, było warto, gdyż komiks stoi na wysokim poziomie.

Desmond Miles, główny bohater opowieści (jak również gry) i ostatni z asasynów, został uwięziony w najnowocześniejszym laboratorium naukowym kierowanym przez Templariuszy. Wbrew swojej woli, zostaje poddany serii testów, które mają na celu rozszyfrowanie tajemnic cennego dziedzictwa asasynów. Służy do tego zaawansowane technologicznie urządzenie zwane Animus, pozwalające przeglądać przeszłość przy użyciu pamięci genetycznej. Z jego pomocą zakon przenosi Desmonda do czasów starożytnego Rzymu, gdzie bohater wciela się w swojego przodka – Aquliusa. Dzięki temu Templariusze mają możliwość poznania zamierzchłych dziejówrodu Asasynów i rozwiązania tajemnicy ich cennego dziedzictwa.

Strona graficzna stoi na dobrym poziomie. Komiks wydany jest w dużym formacie, co pozytywnie wpływa na wielkość poszczególnych klatek na stronie. Warto zwrócić uwagę na intrygującą okładkę. Prezentuje ona połowę twarzy asasyna, nadając jej tajemniczości i zachęcając do sięgnięcia po komiks. Za rysunki odpowiada Djillali Defali, w którego pracach szczególnie godne uwagi są konstrukcje plansz oraz dynamika kadrowania. Niestety, sceny walki oraz mimika postaci wypadają słabo. Można odnieść wrażenie, że rysownik usiłował przedstawić je w sposób jak najbardziej realistyczny, tymczasem niekiedy rezultat bywa wręcz odwrotny. Nie brak scen, w których prace Defaliego z pożytkiem dla komiksu można byłoby zastąpić kadrami z gry.

Scenarzysta Eric Corbetran, znany z pracy nad „XIII – Mystery”, rzuca nas na głęboką wodę. Początkowo osoba nie zaznajomiona z grą może gubić się w poszczególnych wątkach, gdyż cała historia dość często odwołuje się do pierwowzoru. Niemniej, do komiksu wprowadzono pewne dodatkowe elementy, w tym postać Aquiliusa – asasyna z czasów Imperium Rzymskiego. Wszystkie elementy fabularne są wprowadzane konsekwentnie i chociaż wymagają od czytelnika dużego skupienia, układają się w spójną, logiczną całość.

Bohaterowie serii Assassin’s Creed znani są na całym świecie, a komiks ukazał się również w Danii, Francji, Niemczech oraz Kanadzie. Nie porywa on jednak ani oryginalnym scenariuszem, ani warstwą graficzną. Niemniej, zagorzali fani „Assassin’s Creed” będą zachwyceni możliwością dalszego poznawania tego uniwersum i wydaje się, że to właśnie oni najbardziej docenią fakt, że cała rozpoczęta w opisywanym albumie historia będzie jeszcze kontynuowana. Natomiast czytelnik nie będący miłośnikiem pierwowzoru, sięgający po komiks raczej z ciekawości, rozczaruje się. Być może rozwinie się on w kolejnych tomach, jednak pierwsza odsłona wypada raczej średnio.

Recenzję, można znleźć na blogu autora

Dyskusja