Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Boska konfrontacja – recenzja „Amerykańscy bogowie”

Neil Gaiman to jeden z tych pisarzy, którego twórczość docenili czytelnicy niemal z całego świata. Książki jego autorstwa były wielokrotnie nagradzane najbardziej prestiżowymi nagrodami, znajdując zaszczytne miejsce w kanonie literatury fantasy. „Amerykańskich bogów”, po raz piąty już wznawianych nakładem wydawnictwa MAG, uznaje się powszechnie za jego najwybitniejsze dzieło.

Bohaterem powieści jest Cień, odsiadujący w amerykańskim więzieniu trzyletni wyrok. Niebawem ma wyjść na wolność i niecierpliwie odlicza ostatnie dni do zakończenia kary, pragnąc na nowo zaznać swobody i wrócić do ukochanej żony. Nie jest mu to dane. Jeszcze przed opuszczeniem więziennych murów naczelnik informuje go, że Laura zginęła w wypadku samochodowym, w dodatku w okolicznościach nadzwyczaj przykrych dla Cienia. Niedługo po usłyszeniu fatalnych wieści poznaje tajemniczego jegomościa, przedstawiającego się jako Wednesday, który ma nadzieję, że Cień zacznie dla niego pracować, choć udziela zaledwie szczątkowych informacji o zadaniach, które miałby wykonywać. Wkrótce, kiedy w życiu Cienia zaczynają dziać się niezwykłe rzeczy, mężczyzna dowiaduje się o konflikcie pomiędzy starymi a nowymi amerykańskimi bóstwami. Wszystko wskazuje na to, że przyjdzie mu odegrać w nim znaczącą rolę.

Walka to jednak dalece bardziej nietypowa, niż można by przypuszczać. Bo chociaż spektakularne starcia pomiędzy bóstwami, a herosami to dla gatunku fantasy niemalże chleb powszedni, to nigdy dotąd jego fani nie mieli okazji zobaczyć, jak tradycyjni bogowie – ci, których znamy z panteonów wszystkich wierzeń świata – zmagają się z nowymi bożkami ludzkości, takimi jak pieniądz, media, narkotyki czy technologiczne nowinki. Jak wspomina jeden z bohaterów, ostateczna bitwa pomiędzy obiema stronami rozegra się w „ludzkich umysłach”. Wizja, jaką proponuje Gaiman, zaskakuje oryginalnymi pomysłami, mogącymi zrodzić się wyłącznie w wyobraźni pisarza podobnego formatu. „Amerykańscy bogowie” zmuszają do refleksji na wielu polach, w sposób szczególny jednak każą zastanowić się nad własną tożsamością: wraz z zapomnieniem starych bogów, w niepamięć odchodzą tradycja i historia, a wartości, które niosą, ulegają skrajnemu wypaczeniu i sprowadzają się do pustych, fałszywie kultywowanych obrzędów (vide sceny z jedną z bohaterek powieści – Wielkanocą). Bez nich skazani jesteśmy budować swoją tożsamość w oparciu o rzeczonych, współczesnych bożków. Jak w jednym z dialogów wspomina Wednesday: „jedyną rzeczą dającą złudzenie wspólnoty [Amerykanom] są dolary, The Tonight Show i McDonald”. I chociaż Gaiman w tytule książki odnosi się do Stanów Zjednoczonych, to tak naprawdę przesłanie owo rozciągnąć można daleko poza ich granice i objąć nim cały współczesny, zachodni świat.

Bogowie, których spotkamy na łamach powieści, toczą życie, które pozornie niewiele różni się od tego, jakie doświadcza zwykłych śmiertelników. Mają typowo ludzkie cechy, zmagają się z podobnymi problemami, po ludzku postrzegają świat. Bywa, że w rzeczywistości tej odnajdują się świetnie, na potęgę korzystając z takich typowych dla śmiertelników uciech, jak hazard czy alkohol. Nie wszyscy jednak mają podobne szczęście. Znamienna jest scena, w której jedna z bogiń, pozbawiona wyznawców, ucieka się do prostytucji i podczas stosunków błaga klientów, by ją uwielbiali. Nie inaczej jest w przypadku Wielkanocy, usiłującej przekonać samą siebie, że mimo tragedii innych bóstw, sama radzi sobie jeszcze całkiem nieźle.

W książce pada także zdanie, z którego wynika, iż tak naprawdę nie istnieją „Amerykanie z pochodzenia”. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że współcześni Amerykanie to potomkowie ludzi, którzy na przestrzeni dziejów (i to znacznie poprzedzających formalne początki USA) wywodzili się z najróżniejszych kulturowych kręgów i wyznawali najrozmaitszych bogów i wartości. Ameryka stała się niejako grobem dla większości spośród tych wierzeń, nie wyłączając to kultury rdzennych mieszkańców tej ziemi. Nie bez powodu Gaiman umieścił w powieści liczne retrospekcje, ukazujące pozornie wyrwane z kontekstu, pojedyncze historie z czasów dalece poprzedzających te, w których toczy się właściwa akcja powieści. Wszystko to tłumaczy też pojawienie się w „Amerykańskich bogach” całej plejady boskich bohaterów, którzy tylko na pozór stanowią mieszankę bardzo egzotyczną. Bogowie z mitologii skandynawskich spotykają się tu z tymi z panteonów afrykańskich, pojawiają się egipscy Horus i Anubis, postaci związane z wierzeniami Indian, słowiański Czernobog, a nawet indyjska Kali.

Historia Cienia i starych bogów nie byłaby zapewne do tego stopnia fascynująca, gdyby nie styl Gaimana, który wprowadza odbiorcę w niepowtarzalny, magiczny nastrój towarzyszący lekturze. „Amerykańscy bogowie” utrzymani są w onirycznej, niekiedy wręcz nieco psychodelicznej manierze. Powieść bywa wzruszająca, innym razem wstrząsa odbiorcą i przeraża, choć sporadycznie trafiają się i humorystyczne akcenty. Nade wszystko zaś „Amerykańscy bogowie” pełni są symbolizmu i gier słownych, choć nie wszystkie dają się w prosty sposób przełożyć na język polski (co tłumaczka, Paulina Braiter, zaznaczyła w nocie na ostatnich stronach książki). Zachwyceni będą miłośnicy interpretacyjnych łamigłówek, poszukujący znaczeń ukrytych między dialogami i scenami – proza Gaimana zawsze była ich pełna i tym razem nie jest inaczej.

Zaledwie rok po wydaniu, „Amerykańscy bogowie” zebrali szereg najbardziej prestiżowych fantastycznych laurów, na czele z nagrodą Hugo, Nebula oraz Bram Stoker Award. Najpopularniejsza powieść Neila Gaimana zyskała także uznanie polskich czytelników, czego najlepszym dowodem jest fakt, że doczekaliśmy się w naszym kraju już sześciu jej wydań. Nikogo jednak nie powinno to dziwić – „Amerykańscy bogowie” to jedna z najlepszych powieści fantasy, jakie ukazały się na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat i bez wątpienia powinna trafić na półkę każdego miłośnika tego rodzaju literatury.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja