Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Dobre serialowe początki

Złota serialowa jesień

Już na kilka miesięcy przed rozpoczęciem „sezonu na seriale” było wiadomo, że szykuje się spory przełom. Amerykańskie stacje zdecydowały się wypuścić w swoich ramówkach kilka nowych produkcji prezentujących się na papierze co najmniej intrygująco. Przez międzynarodowe portale przewijały się takie tytuły jak „Peaky Blinders”, „Masters of sex”, „The Tomorrow People” i kilka innych. Poza tym widzowie doczekali się kontynuacji wielu seriali. Listopad zapowiada się równie dobrze, jednak zanim nadejdą kolejne premiery, można zastanowić się, na co na razie warto zwrócić uwagę.

Pierwszym tytułem, który przykuwał sporą uwagę był „Masters of sex”. Produkcja opowiada historię znanego ginekologa Williama Mastersa, który postanawia zacząć przyglądać się ludzkiej seksualności.

Jego niecodzienny sposób przeprowadzania badań docenia nowa kandydatka na asystentkę doktora. Ich wspólne prace okażą się przełomowe w swojej dziedzinie i na zawsze zmienią amerykańską mentalność.

Po czterech wyemitowanych odcinkach uwagę zwraca przedstawienie samego ginekologa. Doktor Masters sprawia wrażenie prawdziwego geniusza. Wybujałe ego i wysoka samoocena nie czynią z niego wymarzonego mężczyzny, jednak niektóre zachowania głównego bohatera wywołują uśmiech na ustach i potrafią nawet wzbudzić sympatię. Przed reżyserem stoi spore wyzwanie, ponieważ przedstawia on historię, którą można poznać, wpisując kilka fraz w wyszukiwarkę; nikt nie spodziewa się więc wielkich zwrotów akcji. Trzeba dobrze przedstawić intrygującą opowieść o dwójce naukowców. Na razie się to udaje. Ciekawe przedstawienie bohaterów i bardzo dobra gra aktorska Michaela Sheen’a dają do zrozumienia, że „Masters of sex” to zdecydowanie najmocniejsza propozycja, jeżeli chodzi o debiutujące seriale.

Nieco inaczej prezentuje się sytuacja z „The Tomorrow People”, który jest przedstawicielem popularnego ostatnio gatunku science-fiction.

Nastolatek zaczyna słyszeć głosy, a od czasu do czasu, budzi się w łóżku sąsiadów. Podążając za tajemniczym głosem w swojej głowie, spotyka grupę ludzi o nadnaturalnych mocach. Stephen dowiaduje się też, że posiada zdolność do teleportacji. Postanawia więc dołączyć do Tomorrow People i walczyć ze złem.

Historia ta wygląda jakby została napisana podczas dziesięciominutowej podróży autobusem. Zwykły nastolatek wychowany tylko przez matkę, dowiaduje się prawdy o ojcu, który odszedł dawno temu, dziedziczy po nim umiejętności i wreszcie, chce uratować świat. Banał goni banał. Ten serial mogło uratować jedynie dobre wykonanie lub znany aktor, które przykułyby uwagę widzów. Tak się niestety nie stało…

Lepsze pierwsze wrażenie pozostawia serial „Peaky Blinders”.

Akcja toczy się w 1919 roku w Birmingham. „Tommy” Shelby (Cillian Murphy), przywódca lokalnego gangu, wchodzi w posiadanie transportu broni skradzionej z fabryki i zastanawia się nad umocnieniem swojej pozycji w mieście. Na jego drodze staje jednak bezkompromisowy inspektor policji Chester Campbell (Sam Neill), który przybywa z misją odzyskania owego ładunku.

Za tą produkcją zdecydowanie przemawia klimat, jakim jest ona przesiąknięta. Przypomina on nieco mroczne fragmenty wzięte rodem z kasowych gangsterskich produkcji. Bardzo dobry montaż, znakomita obsada i ciekawa realizacja dosyć prostego pomysłu sprawiają, że widz może sobie robić nadzieje na coś naprawdę dobrego.

W październiku powrócił serial o komiksowym superbohaterze – „Arrow”.

Pierwszy sezon pozostawiał wiele do życzenia. Marną realizację i tragiczną grę aktorską nadrabiały ciekawe flashbacki i bardzo dobrze nakręcone sceny walki. Całość nudziła, sprawiała wrażenie sztucznie przedłużanej, a większość widzów nie dotrwała do samego końca. Drugi sezon przynosi jednak upragnione zmiany, których czytelnicy komiksów oczekiwali już od dawna. Wreszcie pojawia się słynna bohaterka Black Canary. Wprowadza ona więcej świeżości i zapowiada sporo akcji. Pierwsze odcinki nie przypominały jeszcze tego starego komiksowego szablonu, ale można spodziewać się, że producenci w końcu do niego wrócą.

Tymczasem, po mocnym zakończeniu drugiego sezonu, wraca również „Person of Interest”. Już sam początek przypomina niestety poprzednią konwencję serialu i zaczyna, delikatnie mówiąc, nudzić. Trzeci odcinek wnosi nieco więcej akcji, tworzy podłoże do głębszych rozważań i zapowiada więcej zawiłości niż wcześniej.

Prawdziwym powiewem świeżości jest piękna i nietypowa Shaw, która dołącza do dwóch panów. Jej męski charakter i bezpośredniość wywołują często uśmiech na ustach. Pojawia się również Root. Wątek tej nemezis nie został zapomniany, a producenci chcą go ewidentnie dalej ciągnąć. Miejmy nadzieję, że na większe intrygi nie będzie trzeba czekać do końca trzeciego sezonu…

W ramówkach pojawiają się również znane i lubiane seriale komediowe. Widzowie doczekali się wreszcie ostatniego sezonu „How I met your mother”, co może być jedynym czynnikiem zachęcającym do oglądania. Wreszcie przychodzi nam zobaczyć twarz wybranki Teda, jednak po głębszym zastanowieniu można dojść do wniosku, że całą tytułową zagwozdkę można rozwiązać właśnie dziewiątą serią. Wraca również „The Big Bang Theory”, któremu wiele zarzucić nie można. Dalej nie należy on do długich produkcji ze skomplikowaną fabułą, jednak nie takie są oczekiwania.

Siódmy sezon trzyma poziom, Sheldon cały czas bawi, a powrót Leonarda można tylko nagrodzić gromkimi brawami.

Trzeba przyznać, że październik nie zawiódł. Większość nowych produkcji nie okazała się niewypałem skali „Under the Dome”. Te kilka wspomnianych debiutów to przecież nie wszystko, co amerykańskie stacje mają nam do zaoferowania, a sądząc po opiniach krążących w internecie, z czasem zrobi się jeszcze ciekawiej.

Dyskusja