Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Fantastyka na poważnie – recenzja „Złomiarz”

W epoce przemysłowej ludzkość zaczęła zanieczyszczać własną planetę. Do tej pory się to nie zmieniło i raczej nie zmieni. Paolo Bacigalupi specjalizuje się w snuciu mrocznych wizji Ziemi przyszłości – tego, co prawdopodobnie nas czeka, jeśli nie powstrzymamy zapoczątkowanych przez nas przemian klimatycznych. Ten gatunek literacki zwany jest fantastyką ekologiczną, a „Złomiarz” to jej przedstawiciel skierowany raczej do młodzieży.

Nailera, głównego bohatera powieści, poznajemy w otoczeniu jego grupki dzieciaków, zwanych złomiarzami. Są one zwinne i niewielkie na tyle, by zmieścić się do wąskich tuneli na wrakach statków, przynosząc swoim pracodawcom drogocenną miedź, czy też jeszcze bardziej poszukiwaną ropę. Pewnego dnia plażę Zatoki Meksykańskiej, którą zamieszkują, nawiedza gwałtowny sztorm, zwany niszczycielem miast – ten sam, który przyczynił się do opuszczenia niejednej ogromnej metropolii leżącej blisko morza, sprawiając, że linia wody przesuwa się na północ, a wraz z nią zamieszkujący okolicę ludzie. Tym razem, gwałtowny huragan także coś przyniósł. U brzegu rozbił się mały, bardzo nowoczesny jacht, na którym Nailer znajduje jego bogatą pasażerkę, Nitę.

Fabuła „Złomiarza” od tego miejsca już raczej niczym nie zaskoczy dojrzalszego czytelnika. Główny bohater ze swoją „Szczęściarą”, jak nazwał Nitę, musi uciekać przed wrogami jej ojca oraz przed mieszkańcami plaży, których przywódcą jest gwałtowny i zapatrzony w pieniądze rodziciel Nailera. Poruszają się więc w głąb lądu, odnajdując pomoc w najmniej spodziewanych miejscach, ciągle mając za sobą pogoń. Chociaż sam pomysł na akcję nie jest zbyt oryginalny, to to co ją otacza – owszem. Świat przedstawiony w książce to dowód na geniusz Bacigalupiego, chociaż chciałoby się, aby został on dogłębniej opisany. Nie dowiadujemy się tu jednak, jak doszło do tego, że nasza planeta znalazła się w takim stanie. Niewiele uwagi autor poświęca polityce, gospodarce, i innym kontynentom. Być może autor zaniedbał je, w przekonaniu, że docelowy odbiorca nie będzie przejmował się podobnymi problemami?
Kolejnym wyraźnym punktem na tle nijakiej fabuły, są bohaterowie. Każdy, kto pojawia się na kartach książki ma swoje cele, motywacje, nie jest do końca biały albo czarny. Okazji do pokazania więcej charakteru Bacigalupi dostarcza swoim postaciom raz za razem. Chociaż „Złomiarz” skierowany jest głównie do nastolatków, i to ich młodszej części, pisarz nie lituje się nad ich losem, rzuca ich w coraz gorsze okoliczności. Trzeba jednak przyznać, że przy tym daruje nam brutalne i krwawe opisy, chociaż czasem aż się o nie prosi.

Lektura książki mija bardzo szybko. Wraz z Nailerem obserwujemy jedynie skrawek nowego świata na jedynie 300 stronach. Ta objętość spokojnie mogłaby być większa, gdyby tylko autor pokusił się o bardziej rozbudowane opisy i bogatsze tło historii. Trzeba jednak przyznać, że czyta się bezboleśnie, a los bohaterów nie jest nam obojętny. Tylko zakończenie tak bardzo nie pasuje do świata przedstawionego, że ma się ochotę napisać swoje. Wciąż jednak pamiętajmy, że to książka dla młodszego czytelnika i tak należy ją odbierać.

Fantastyka ekologiczna to bardzo ciekawy nurt literatury, który wpada czasem w granice science-fiction, przedstawiając nam wizje przyszłego świata, Ziemi zniszczonej przez działalność ludzkości lub katastrofy naturalne. „Złomiarz” to wprowadzenie do tego gatunku skierowane do młodzieży, ale i dorośli spędzą nad lekturą miłych parę godzin. Do pełnej satysfakcji zabrakło oryginalniejszej fabuły i szerszego spojrzenia na problemy klimatyczne całego globu oraz inne socjologiczne aspekty.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja