Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Intymny Wszechświat – recenzja „Grawitacja”

Na wysokości pięciuset kilometrów jest pięknie – gwiazdy na horyzoncie urzekają swoją ilością i jasnością, Księżyc jest bliżej niż kiedykolwiek, a Ziemia, w zależności od pory dnia i pogody, to zapierająca dech w piersiach sfera błękitu, zieleni i bieli, lub kula czerni, usiana punkcikami światła znaczącymi ludzkie skupiska. Na wysokości pięciuset kilometrów jest też jednak bardzo samotnie i przerażająco. W „Grawitacji” Alfonso Cuarón mistrzowsko uchwycił oba oblicza kosmosu – zarówno piękne, jak i groźne.

Reżyserowi udało się uchwycić też coś innego, pozornie nieuchwytnego – zderzenie małego człowieka z Bezmiarem; zimnym, mrocznym, bezlitosnym.

Stworzył opowieść, mimo swego rozmachu, bardzo intymną, gdzie bohaterowie nie walczą o szczytne ideały, nie ratują ludzkości, nie borykają się nawet ze swoimi słabościami, a co najwyżej strachem, desperacko starając się pozostać przy życiu.

Fascynujący Kosmos

„Grawitacja” jest jedynym jak dotąd filmem, na który bez wątpienia warto wydać kilka złotych więcej i zamiast w zwyczajnym kinie, zobaczyć go w IMAXie. Na gigantycznym ekranie, którego nie sposób objąć wzrokiem w całości, zdjęcia Kosmosu powalają. Alfonso Cuarón jest pierwszym reżyserem, który użył technologii 3D jako pełnoprawnego środka artystycznego wyrazu, a nie tylko zabawki, która pozwala wyciągnąć z kinomaniaków dodatkowe pieniądze.

Ujęcia, które zapewne w normalnym kinie mają niewiele sensu i dłużą się niemiłosiernie, w IMAX 3D pozwalają widzowi poczuć się tak, jakby wspólnie z astronautami przebywał w przestrzeni kosmicznej i zobaczyć wszystko to, co do tej pory widzieliśmy wyłącznie na zdjęciach.

Dzięki „Grawitacji” każdy może wspólnie z bohaterami filmu znaleźć się w stanie nieważkości, obejrzeć orbitujący prom kosmiczny z każdej dostępnej perspektywy, zajrzeć do wnętrza międzynarodowej stacji kosmicznej, czy poczuć grozę zbliżających się z prędkością 40 000 km/h kosmicznych śmieci. Jest to obraz do tego stopnia realistyczny i sprawiający tak piorunujące wrażenie, że seanse z powodzeniem mogłyby odbywać się w planetariach.

Milczący Kosmos

Nie tylko jednak znakomicie zrealizowane zdjęcia i doskonale wykorzystana technologia 3D pozwalają widzom znaleźć się razem z bohaterami filmu w stanie nieważkości, na orbicie Ziemi. Drugim, równie istotnym elementem jest ścieżka dźwiękowa, będąca prawdopodobnie najgłośniejszą ciszą w historii kinematografii. Przedłużające się fragmenty, kiedy słyszymy wyłącznie oddech głównej bohaterki, tłuczenie jej serca czy też absolutną, niczym niezmąconą ciszę, w połączeniu z maestrią zdjęć, robią niesamowite wrażenie. Ascetyka dźwięku jest jednym z głównych budulców atmosfery i napięcia w „Grawitacji”. Napięcia, które towarzyszy widzom niemalże od samego początku seansu do jego ostatniej minuty.

Nieprzyjazny Kosmos

Film opowiada o dwójce astronautów, którzy podczas spaceru kosmicznego, na skutek zderzenia z kosmicznymi śmieciami, stracili łączność zarówno z przylądkiem Canaveral, jak i swoim promem kosmicznym. Aby przeżyć muszą więc znaleźć sposób powrotu na Ziemię. Nie jest to jednak takie proste, kiedy jest się zawieszonym na wysokości kilkuset kilometrów – z bardzo ograniczonym zapasem tlenu i wyjątkowo małą ilością możliwości.

Chociaż technologia 3D i doskonale zrealizowana ścieżka dźwiękowa czynią „Grawitację” wyjątkowym wydarzeniem, niezła fabuła i znakomita rola Sandry Bullock przypominają, że mamy do czynienia nie tylko z technicznym majstersztykiem, ale także po prostu z bardzo dobrym filmem.

Prywatny Kosmos

Wydawać by się mogło, że fabuła będzie wyłącznie pretekstem, aby uwieść widza magią oraz grozą Kosmosu, błysnąć efektami specjalnymi, czy też pokazać środkowy palec wszystkim tym, którzy uważają, że 3D to tylko niepotrzebna zabawka. Tak się jednak nie dzieje.

Alfonso Cuarón przedstawił historię mało prawdopodobną, a jednak przekonującą. Siła „Grawitacji” wynika z faktu, że mimo swojego rozmachu, jest to bardzo intymna opowieść o człowieku – kim jest, co znaczy i co jest dla niego ważne. Kluczowe dla siły przekazu filmu było więc obsadzenie roli głównej bohaterki, której przeżycia są dla widza soczewką skupiającą uwagę na zetknięciu wielkiego z małym, na zestawieniu bezosobowego Wszechświata z przeżyciami nic nieznaczącego człowieka.

Być może nie udałoby się stworzyć tak wymownej i sugestywnej opowieści, gdyby nie znakomita decyzja o obsadzeniu Sandry Bullock w roli głównej. Bez cienia wątpliwości w filmie Cuaróna zagrała ona swoją rolę życia. To przede wszystkim dzięki niej widzom udzielała się atmosfera grozy i to ona pokazał,a jak przerażający potrafi być Kosmos, a zarazem – jak bezsilny człowiek. Bullock zagrała niezwykle sugestywnie i wiarygodnie – sprawiła, że jej bohaterka na czas trwania seansu stała się osobą z krwi i kości, a nie tylko postacią z paper mache. Co więcej, całkowicie przyćmiła swojego ekranowego partnera, George’a Clooney’a, który był jedynie elementem tła.

Klasyczny Kosmos

W „Grawitacji” Alfonso Cuarónowi udało się osiągnąć coś, czego nigdy wcześniej nie osiągnął żaden reżyser – idealną harmonię między fabułą, grą aktorską, efektami specjalnymi i wykorzystaniem nowych technologii. Wszystkie te elementy zostały zrealizowane na najwyższym poziomie.

Dzięki temu reżyser stworzył dzieło kompletne – dojrzałe, głębokie, choć bez zbędnego patosu, a także interesujące zarówno w warstwie znaczeniowej, jak i czysto technicznej. Film przykuwa uwagę swoim minimalizmem, a jednocześnie rozmachem, wielkością świata przedstawionego, oraz intymnością przeżyć. Cuarón odważnie operuje przeciwieństwami, które jednak zamiast zestawiać przeciwko sobie, zestawia w komplecie, jako zjawiska uzupełniające się.

Już dawno na ekranach kin nie gościł film tak dopracowany w najmniejszych detalach jak „Grawitacja”. Nigdy natomiast nie było jeszcze filmu, na który prawdziwie warto wybrać się do IMAXa. Choćby dlatego warto obejrzeć najnowsze dzieło Alfonso Cuaróna. Aby zobaczyć tworzącą się historię. Bo, że „Grawitacja” przejdzie do historii kinematografii, stając na półce obok takich klasyków jak „Odyseja Kosmiczna 2001” czy „Łowca Androidów”, nie ma żadnych wątpliwości.

Ocena: 6/5

Dyskusja