Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kolejna batalia z ksenomorfem – recenzja „Obcy 3”

Każda kolejna część „Obcego” kręcona jest przez innego reżysera, każda też odznacza się nieco innym, niepowtarzalnym charakterem i klimatem. Po mrocznym, pełnym napięcia horrorze, jaki w 1978 roku zaserwował nam Ridley Scott w „Ósmym Pasażerze Nostromo”, kilka lat później James Cameron postawił na kino dużo bardziej efektowne, tworząc film uznawany powszechnie za jedną z najlepszych kontynuacji w dziejach dziesiątej muzy. Wizja Davida Finchera w „Obcym 3” różni się od tych, które poznaliśmy do tej pory, lecz w dalszym ciągu prezentuje widzowi bardzo wysoki poziom filmowego rzemiosła.

Kapsuła ratunkowa, w której ewakuowała się porucznik Ellen Ripley wraz z pozostałymi ocalałymi z „Decydującego starcia”, dryfuje w kierunku planety zwanej „Fiorina 161” – odległej kolonii karnej, na którą od lat zsyła się sprawców najcięższych przestępstw.

Na miejscu, wybudzona z letargu, dowiaduje się, że jest jedyną osobą, która przeżyła po tym, jak szalupa przedarła się do atmosfery i wpadła do morza. Jest też jedyną kobietą w tym przerażającym miejscu, szybko dostosowuje się jednak do panujących w kolonii warunków.

Ripley ma uzasadnione obawy, że wraz z nią na „Fiorinę 161” przedostał się jeden z Obcych. Gdy mieszkańcy kolonii zaczynają ginąć w niejasnych okolicznościach, więźniów opanowuje strach przed nieznanym, siejącym spustoszenie monstrum. Pozbawieni jakiejkolwiek broni palnej, zdani tylko na siebie, postanawiają nie czekać na przybycie misji ratunkowej i wziąć sprawy we własne ręce.

W opinii wielu fanów serii, trzecia część „Obcego” stanowi powrót do jej korzeni, ze względu na nacisk, jaki David Fincher położył na atmosferę grozy i zaszczucia spowodowanego obecnością ksenomorfa na Fiorinie 161. Nie dość, że więźniowie nie dysponują tu żadnym orężem, to piekielnie inteligentny Obcy atakuje z zaskoczenia i krok po kroku dziesiątkuje szeregi tubylców. To nie „Decydujące starcie”, gdzie monstra giną od kul konwencjonalnej broni.

Z drugiej strony, kładzenie „Obcego 3” na jednej półce z przerażającym „Ósmym pasażerem Nostromo”, w którym nacisk został położony na grozę i mroczny nastrój, również wydaje się nie do końca trafione. Film Finchera istotnie wydaje się mieć więcej wspólnego z obrazem Scotta, aniżeli Camerona. Reżyser ten wynosi „Obcego” jednak na zupełnie inny poziom, niż poprzednicy, ogromną wagę przykładając do wszechobecnej symboliki oraz treści, które uważny widz, poszukujący czegoś więcej niźli rozrywkowego horroru czy s-f, na pewno spostrzeże pomiędzy poszczególnymi scenami.

Przede wszystkim, „Obcy 3” ma iście apokaliptyczny nastrój. Nie brakuje w nim odwołań do Biblii. Dość wspomnieć, że religia pomaga większości zamieszkujących „Fiorinę 161” więźniów w odkupieniu win. Tematyka wiary niejednokrotnie pojawia się w dialogach, są tu też znamienne sceny o religijnym wydźwięku, by wspomnieć tylko tę, w której odbywa się pogrzeb tragicznie zmarłych towarzyszy Ellen. Dzieje się to w tym samym momencie, gdy w odległym miejscu kolonii do życia budzi się ksenomorf.

Według jednej z interpretacji, Obcy w wizji Finchera uosabia samego szatana; według innych – śmierć: nieuchronnie, prędzej czy później biorącą w swoje objęcia każdego bez wyjątku.

Żadnym wątpliwościom nie ulega zaś fakt, że w przypadku postaci Ellen Ripley – biorąc pod uwagę losy, jakie tym razem zgotowali jej scenarzyści – mamy do czynienia z biblijnym motywem ofiary i odkupienia. Co istotne, religijna symbolika prezentowana jest w sposób nienatarczywy, przez co „Obcego 3” można oglądać jak typowy, solidnie wykonany film z pogranicza horroru i naukowej fantastyki, nie wnikając w wyższe poziomy interpretacji. Warto mieć jednak świadomość, że wiele się wtedy z seansu traci.

W pierwszej części „Obcego” zarówno krytyka, jak i widzowie zwracali uwagę na feministyczną wymowę filmu. Argumentowano to faktem, że porucznik Ellen Ripley ukazana została jako silna, charyzmatyczna kobieta, która swoją zaradnością i bystrością przewyższała większość męskich towarzyszy broni. W dodatku, stawiała czoła kreaturze, którą co niektórzy krytycy oskarżali przecież o przypominającą fallusa sylwetkę! O ile motywy feministyczne w „Ósmym Pasażerze Nostromo” były przez niektórych kwestionowane, tak w przypadku „Obcego 3” nie sposób mieć wątpliwości. Nie dość, że ani usposobienie Ripley, ani aparycja ksenomorfów nie uległy zmianie, to w dodatku pani porucznik świetnie radzi sobie w zdominowanym przez mężczyzn środowisku, ratując im niejednokrotnie skórę. Etatowi specjaliści od tropienia feminizmów i udowadniania wyższości płci pięknej nad mężczyznami mają w filmie Finchera spore pole do popisu.

Grająca protagonistkę Sigourney Weaver po raz kolejny udowodniła, że do tej roli nadaje się jak mało kto. Odtwórczyni pani porucznik po raz trzeci dała pokaz wyśmienitego aktorstwa, co nie znaczy jednak, że stanowi jedyny jasny punkt obsady. Żadna z pozostałych postaci nie jest wprawdzie równie wyrazista, jak Ripley, jednak oglądając „Obcego 3” trudno nie odnotować świetnych występów co niektórych aktorów. Nieodżałowany Pete Postlethwaite pojawia się tu zaledwie w kilku scenach, ale w zupełności wystarcza to, by jego rola zapadła w pamięć. Charles S. Dutton jako Dillon, szybko znajdujący wspólny język z Ellen, również odznaczył się dobrą grą, zaś fani serii na pewno chętnie przypomną sobie postać Charles Bishopa Weylanda, w którego ponownie zjawiskowo wcielił się Lance Henriksen.

Nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem, że „Obcy 3” to nie tylko ciekawa, dająca się wielorako odczytywać historia, ale także popis warsztatowych zdolności filmowców. Wysoki poziom prezentują efekty specjalne, co szczególnie rzuca się w oczy w sekwencjach przedstawiających krwawe ataki ksenomorfa na jego bezbronne ofiary.

Dobre wrażenie robi również starannie przygotowana, nieco klaustrofobiczna scenografia, jak i muzyka, w kompozycji Elliota Goldenthala, świetnie podkreślająca atmosferę nieustannego zagrożenia.

W opinii wielu fanów serii „Obcy 3” jest najlepszą z odsłon serii. Wyrokowanie w tej kwestii to w dużej mierze kwestia gustu i indywidualnych upodobań, gdyż każda z odsłon filmu prezentuje nieco inną konwencję i manierę wykonania. Nie ulega jednak wątpliwości, że film Davida Finchera, pod płaszczykiem emocjonującego horroru science-fiction przemyca interesujące, godne rozważenia treści, czego nie było zbyt wiele u Ridley’a Scotta, a już niemal wcale w interpretacji Jamesa Camerona.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja