Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Komiks z piekła rodem – recenzja „Hellblazer: Płomień Potępienia”

Każdy Brytol czasami ma dość swojego kraju. Szczególnie, kiedy jego życie niedawno legło w gruzach i dopiero udało mu się pozbierać rozbite kawałki swojej osobowości. Zmiana klimatu może przynieść wiele dobrego – świeże spojrzenie na sprawy, chwilę odpoczynku, odetchnienie… Jednak nie każdemu będzie to dane – szczególnie w tak drastycznym przypadku, jakim jest John Constantine. Ten człowiek jest wyjątkowy pod jednym względem – ma wrogów absolutnie wszędzie, rozpoczynając od nieba, przechodząc przez Ziemię, a kończąc na władcach piekła. Dlatego wycieczka do Nowego Jorku może okazać się nie dość daleka.

John już na samym początku pobytu w Stanach Zjednoczonych wpada w niezłe tarapaty. Dzięki niezwykłemu zbiegowi okoliczności spotyka swoich znajomych z dawnych lat. Ci jednak okazują się sprzyjać większości istot żywych i martwych, czyli są zajadłymi wrogami angielskiego maga. Szybko wprowadzają w życie plan zniszczenia aroganckiego i wszędobylskiego czarodzieja. Plan jest agresywny, jak i skuteczny – Constantine daje się złapać w pułapkę i tylko od szczęścia i niezwykłych umiejętności może zależeć jego ocalenie. Znajduje się w świecie, gdzie obowiązują swoiste prawa, ale gdzie można spotkać ciekawe i barwne postaci.

Kolejny tom serii Hellblazer przyniesie swoim fanom wiele najwyższej klasy rozrywki. Scenariusz Gartha Ennisa, twórcy tak znanej serii jak Kaznodzieja, jak zwykle sprawi, że włosy staną dęba, a poczucie sprawiedliwości i dobrego gustu zostaną odwrócone do góry nogami. Ennis spełnia zatem oczekiwania, jakie można w nim pokładać. Poruszy wiele drażliwych tematów i zaoferuje czytelnikom wiele doznań, o które próżno by prosić innych twórców. Żadnemu z fanów jego twórczości nie trzeba mówić szczegółowo co to oznacza, ani zachęcać do sięgnięcia po ten album. Natomiast ci, którzy jeszcze nie mieli okazji zapoznać się z twórczością Gartha, powinni szybko nadrobić tę stratę.

Prócz nietuzinkowego i zaskakującego scenariusza sporą zaletą są oszczędne, jednak niezwykle ekspresyjne rysunki Steve’a Dillona. To właśnie z tym rysownikiem Ennis stworzył legendarną już postać Kaznodziei, która to zawojowała

serca fanów i krytyki na całym świecie. Tym razem nie skupiają się na stworzonym przez siebie świecie, lecz muszą dostosować się do zarysu fabularnego wymyślonego wcześniej przez innych twórców. Pokazują jednak, że nawet z takiej sytuacji można wyjść obronną ręką i pokazać, że nawet będąc skrępowanymi narzuconymi zasadami, można stworzyć komiks niezwykły i niebanalny.

Polecam zatem gorąco Płomień Potępienia wszystkim fanom Hellblazera a tych, którzy jeszcze nie zaznajomili się z Johnem Constantinem, odsyłam do poprzednich tomów. Jeśli lubicie historie obrazkowe na najwyższym poziomie, nie powinniście pożałować.

Dyskusja