Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kosmiczna podróż harcerzy – recenzja komiksu „Tytus, Romek i A’Tomek: Księga III: Tytus kosmonautą”

recenzja Tytus, Romek i A'Tomek: Księga III: Tytus kosmonautą

Jeśli pomyśleć o klasyce polskiego komiksu, to w głowie przeciętnego, w miarę ogarniętego „czytacza” pojawiają się od razu dwie serie: Kajko i Kokosz oraz Tytus, Romek i A’Tomek. Obie odcisnęły tak duże piętno na rodzimej kulturze, że znane są nie tylko fanom powieści graficznych, ale i zwykłym śmiertelnikom.

Przygody szympansa Tytusa i jego dwóch kolegów, podejmujących próbę uczłowieczenia go, cieszyły oko kilka pokoleń, pojawiając się na rynku od prawie pięćdziesięciu lat. Jedne lepsze, inne gorsze, ale zawsze okraszone humorem i szczyptą pseudonaukowych teorii bawiły świetnie odbiorców w różnym wieku.

Sięgając daleko wstecz warto przypomnieć Księgę III pt. Tytus kosmonautą, wydaną po raz pierwszy w 1968 roku, czyli jeszcze przed lądowaniem człowieka na Księżycu. W tym zeszycie Tytus musi zdobyć plakietkę klubu astronauty, a co za tym idzie na próbach naziemnych się nie skończy. Przed dzielną trójką harcerzy otwierają się podwoje kosmosu…

Schemat opowieści jest prosty i wykorzystywany wielokrotnie przez autora – Papcia Chmiela – w późniejszych przygodach. Tytus musi zdobyć jakąś umiejętność, a jego dwaj przewodnicy na drodze do uczłowieczenia – emocjonalny Romek i naukowy A’Tomek wyznaczają mu zadania. Oczywiście przypomina to trochę wyzysk małpy przez człowieka, ale o to w tym chodzi i zawsze kończy się „happy endem”.

Kopalnia pomysłów scenarzysty i rysownika w jednym potrafi czasami zaskoczyć i rozbawić do łez. Jego wymyślne wehikuły – w tym przypadku żywy organizm Karbulot – od zawsze wydobywały „ochy” i „achy” zachwytu wśród młodszych nastolatków marzących o podobnych przygodach. Motyw z założeniem drużyny harcerskiej wśród kosmitów jest tak absurdalny, że aż piękny i poprawia humor nawet w gorsze dni. Cała fabuła oczywiście oprawiona jest w fantastyczne rysunki – charakterystyczną, prostą kreskę Chmielewskiego, która przez wiele lat pozostaje prawie niezmienna.

Warto czasami sięgnąć daleko wstecz i odświeżyć sobie klasykę polskiego komiksu, popatrzeć czym nasi rodzice, a może i dziadkowie się zachwycali i co ich bawiło. Można dojść wtedy do wniosku, że podoba nam się to samo co im te kilkadziesiąt lat temu, a to bardzo cenna informacja, że tak mało doceniane medium, jakim jest komiks może łączyć pokolenia.

Dyskusja