Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Narkotyczna podróż do innych wymiarów – recenzja „Wurt”

Mieliście kiedyś w ustach wurta? Słodkie niebieskie piórko, albo niegrzeczne różowe? Maleńką, delikatną rzecz, która pozwala przenieść się do innego świata, do własnych, lub cudzych marzeń? To taka drobinka, a ma tak wielki wpływ na ludzkie życie. Ma moc przekształcenia całego społeczeństwa i zmiany postrzegania rzeczywistości.

W niedalekiej przyszłości na skalę przemysłową zaczęto produkować piórka, których ludzie, wkładając je do ust, mogą użyć do zalogowania się do Wurta – rzeczywistości wirtualnej, gry, snu, bądź też innego świata. Mimo powszechności użycia, nikt dokładnie nie wie czym jest Wurt. Wiadomo jednak, że różnego rodzaju piórka przenoszą do innego rodzaju realiów. Wszystko zależne jest od koloru: niebieskie, zapewniają pobyt w błogiej rzeczywistości pozbawionej przemocy, różowe o zabarwieniu erotycznym, ale też nielegalne czarne pełne są przemocy. Żółte zaś, prócz wielkiej wiedzy, oferują również wielkie niebezpieczeństwo każdemu, kto ich zażyje. Przy odpowiednich warunkach można w odwiedzanym świecie dokonać wymiany – w zamian za coś cennego każdy ma szansę otrzymać równowarty ofierze przedmiot, lub dar. Niestety, dla wielu kończy się to nieszczęściem, bo nie wszystko co cenne w Wurcie, jest równie cenne na Ziemi. Jedną z osób, które zostały ofiarą Wurta, jest Skryba, który w zamian za swoją siostrę Desdemonę, otrzymał stwora pochodzącego z innego świata. Dla młodzieńca istota zapewniająca wiele niezwykłych doznań nie jest nawet częściowo warta utraty siostry. Od tej pory ogarnięty gorączką poszukiwań zdolny będzie przekroczyć każdą granicę, by tylko dokonać ponownej wymiany.

„Wurt” jest niezwykłą książką, której akcja dzieje się jednocześnie na kilku poziomach rzeczywistości. Autor, wykorzystując narrację pierwszoosobową, stosuje styl idealnie pasujący do człowieka, który na skutek zbyt częstych wizyt w Wurcie powoli traci świadomość tego, co jest realne. Jego umysł zagubiony w wielości światów błąka się pomiędzy prawdą i fałszem. Dzięki temu czytelnik może „na własnej skórze” doświadczyć pewnej formy szaleństwa oraz zagubienia. Pod tym względem tekst Jeffa Noona, mimo drobnych niedociągnięć, zyskuje na wiarygodności i klimacie. Użycie takich środków kojarzy się z takimi powieściami jak choćby „Neuromancer” Williama Gibsona.

Lekki chaos fabularny można również tłumaczyć właśnie powyższym zabiegiem. Skoro poznajemy świat oczami bohatera nie do końca zdającego sobie sprawę z tego, co dzieje się dookoła, można uznać, że był to chwyt celowy. Kolejne rozdziały połyka się w szybkim tempie, choć czasami trudno powiązać je w złożoną całość z zachowaniem ciągu przyczynowo – skutkowego. Chaos, otępienie i omamy będą mieszały się z realiami, które niewiele ustępują majakom.

Taka budowa fabuły może sprawić, że „Wurt” nie wszystkim przypadnie do gustu, jednak z drugiej strony powoduje, że jest to książka zarówno konsekwentna w wiązaniu treści z formą, ale również dość oryginalna. Nie jest to powieść skupiająca się na skomplikowanych zawiłościach scenariusza, nie zachwyca też pięknym językiem, jednak obie te warstwy spotykają się w takim punkcie, że tworzą całość wiarygodną i ciekawą.

Jeśli lubicie książki oryginalne i pomysłowe, „Wurt” powinien przypaść Wam do gustu. Polecam szczególnie fanom tekstów zabarwionych szaleństwem i niepowtarzalnością. To nie tylko powieść, to także nowy, niesamowity świat.

Ocena: 4/5

Dyskusja