Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Trójwymiarowe nurkowanie – recenzja „Jaś Ciekawski”

Kultura Gniewu po raz trzeci w tym roku sięgnęła po komiks w zasadzie przedstawiony samymi obrazkami. Po Nowożeńcach i Chwili jak płomień przyszedł czas na Jasia Ciekawskiego – Podróż do serca oceanu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież oglądanie samych kadrów także daje wiele przyjemności, gdyby nie fakt, że ilustracje wewnątrz albumu są trójwymiarowe.

Pewien mały chłopiec wychodzi z domu w skafandrze nurka, dociera na brzeg oceanu i po drabince schodzi do wody. Od momentu zanurzenia, oczom czytelnika, uzbrojonym w odpowiednie okulary zaczynają pojawiać się obrazy 3D. Jaś powoli opada na dno, dokonując przeglądu morskich głębin począwszy od rur i wraków pojazdów przeróżnych, poprzez całą plejadę zwierząt, aż po samo dno, gdzie znajduje… a to już niespodzianka.

Sam scenariusz jest tutaj chyba najmniej ważny, chociaż konsekwentnie prze coraz głębiej, aż do momentu kulminacyjnego, który jest bardzo zaskakujący. Głównym zadaniem albumu jest przekaz za pomocą obrazu, a ten rzeczywiście powala na kolana. Wszystko jest zaplanowane do najdrobniejszych szczegółów – powierzchnia posiada białe tło i nie jest trójwymiarowa, natomiast schodząc pod wodę, tło staje się czarne a rysunki uwypuklają się. Mnogość detali i staranne utrzymanie wszystkich ilustracji sprawia, że czytelnik dosłownie pływa razem z bohaterem. Wspomniany moment kulminacyjny jest ukryty w formie „rozkładówki” i faktycznie daje wiele frajdy.

Na tylnej okładce umieszczono dwie pary okularów, co pozwala jednocześnie dwóm osobom podróżować wraz z Jasiem. Podczas testowania na dwójce małych dzieci, zamiast wieczornego czytania, album wywołał tyle jęków zachwytu i pozytywnych emocji, że ciężko było potem zasnąć z wrażenia. Dodatkowo komiks świetnie nadaje się na wywołanie zdrowego uśmiechu wśród ludzi. Wystarczy, jadąc porannym tramwajem do pracy, siedzieć z założonymi białymi okularami o czerwono-niebieskich szkiełkach, by każda nowa osoba wchodząca do wagonu zaprezentowała klasyczny „opad szczeny”.

Matthias Picard chyba nie zdawał sobie sprawy jak pozytywne dzieło tworzy. Twórca zabiera czytelnika w magiczną podróż zarówno pod względem wizualnym, jak i emocjonalnym, co wywołuje uczucie spełnienia i radości z posiadania albumu. To nie jest komiks na jeden raz – do pięknych, trójwymiarowych ilustracji chce się wracać i oglądać je na nowo, szukając i znajdując wciąż nowe detale, a to chyba najlepsza rekomendacja.

Dyskusja