Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Baśń zamiast psychodelii – recenzja „Alicja w Kraina Czarów”

Kiedy tylko filmowy świat obiegła wiadomość, że Tim Burton przymierza się do nakręcenia „Alicji w Krainie Czarów”, fani jego twórczości zaczęli prześcigać się w domysłach na jaką konwencję się zdecyduje. Spojrzenie w jego dotychczasowy reżyserski dorobek pozwalało mieć nadzieję, że „Alicja…” przypominać będzie wydaną w 2001 roku grę „American McGee’s Alice” studia Rogue Entertainment: mroczną, psychodeliczną i balansującą na krawędzi surrealistycznego horroru. Tymczasem Burton wszystkich zaskoczył. Jego „Alicja w Krainie Czarów” owszem, bywa psychodeliczna, ale w nie większym stopniu, niż wymagałaby tego wierność względem pierwowzoru. W rezultacie otrzymujemy pasjonującą, oszałamiającą wizualnie baśń, odpowiednią dla widzów z każdej kategorii wiekowej.

Będąc małą dziewczynką, Alicja odwiedziła tytułową Krainę Czarów.

Pobiegła za spotkanym w ogrodzie Białym Królikiem i wpadła do jego nory, niespodziewanie znajdując przejście do fantastycznego, zamieszkanego przez baśniowe istoty świata. W chwili, gdy po raz pierwszy widzimy ją w filmie Burtona, ma już 19 lat i jest przygotowywana do zamążpójścia. Dziewczyna ciągle jednak chodzi z głową w chmurach, nie czuje się jeszcze dorosła i ani myśli poślubić odpychającego, rudowłosego zrzędę imieniem Hamish. Podczas uroczystości zaręczynowej, tuż przed oficjalnymi oświadczynami mało atrakcyjnego młodzieńca, Alicja kątem oka ponownie dostrzega Białego Królika. I choć z ostatniej wizyty w Krainie Czarów nie pamięta prawie nic, postanawia za nim pobiec.

W baśniowej krainie nie wiedzie się jednak najlepiej. Okrutna Królowa Kier, znana z fetyszu związanego ze ścinaniem głów, wprowadza na rządzonych przez siebie ziemiach istny terror. Mieszkańcy żyją w ciągłym strachu, zwłaszcza, że bezlitosna władczyni ma do swojej dyspozycji nie tylko całą armię bezgranicznie oddanych sług, ale i gigantycznego smoka zwanego Żeberzwłokiem. Przeznaczeniem Alicji jest położyć kres jej rządom.

Burton jeszcze na jakiś czas przed zabraniem się za ekranizację utworu Carolla zapowiadał, że będzie dążył do tego, by jego wizja Krainy Czarów była możliwie jak najbliższa literackiemu pierwowzorowi. Stworzenie filmu bazującego na serii nietuzinkowych, by nie powiedzieć – dziwacznych przygód Alicji, stanowiło nie lada wyzwanie, jednak doświadczony twórca wyszedł z niego obronną ręką. Kraina Czarów jest u niego skrajnym przeciwieństwem realnego świata, w którym żyje główna bohaterka.

Urzeczywistnia się tu wszystko to, co w normalnym świecie jest domeną marzeń i najbardziej pokrętnych fantazji. Zaburzony jest m.in. upływ czasu i działanie praw fizyki, zwierzęta i rośliny potrafią mówić, a straż przyboczną złej królowej pełnią ożywione, uzbrojone w halabardy karty do gry! Wszystko to zaś w baśniowej, mieniącej się jaskrawymi kolorami scenerii.

Warstwa wizualna „Alicji w Krainie Czarów” to jeden z najważniejszych atutów opisywanego filmu. Scenografia bywa wręcz urzekająca. Począwszy od tętniących życiem lasów Krainy Czarów, aż po zamek Królowej Kier, który w niczym nie przypomina mrocznych i ponurych fortec, w jakich zazwyczaj pomieszkują negatywni bohaterowie podobnych baśni. Przyglądając się wytwornym salom audiencyjnym, eleganckim komnatom czy wyjątkowo zadbanemu boisku do krykieta, można odnieść wrażenie, że lokum władczyni w niczym nie odzwierciedla jej podłego charakteru.

Dopiero potem zauważamy, że zasiadając w audiencyjnej sali Królowa Kier lubi korzystać z żywych podnóżków, wspomniane wytworne komnaty dla wielu mieszkańców zamku stanowią więzienie, a podczas królewskiej gry w krykieta rolę piłeczek przyjmują małe, skrępowane jeże.

Zarówno scenografia, jak i kostiumy noszone przez poszczególnych bohaterów stanowią prawdziwe arcydzieło. Po obejrzeniu „Alicji w Krainie Czarów” nikogo nie powinien dziwić fakt, że w obu kategoriach film Burtona został w 2011 roku nagrodzony Oscarami.

Trudno także nie zwrócić uwagi na znakomite efekty specjalne. Ich wykonanie kosztowało twórców grube miliony, jednak biorąc pod uwagę fakt, iż film zebrał wiele prestiżowych laurów w tym aspekcie, środki te na pewno nie zostały zmarnowane. Żaberzwłok wygląda oszałamiająco: jest niezwykle realistyczny i nie będzie przesadą stwierdzenie, iż jest to jeden z najlepiej wykonanych smoków w historii kinematografii.

Nie mniej efektowna jest bitwa, którą Alicja wraz ze sprzymierzeńcami stoczy przeciw Królowej Kier i jej poplecznikom. Uwagę widza na pewno przykują efekty zaklęć: rozmaite magiczne wyładowania, latające tu i ówdzie wiązki magicznej energii, jak i dynamiczne wymiany ciosów między walczącymi stanowią istną ucztę dla oczu. Widzowie przykładający dużą wagę do oprawy muzycznej zachwycą się natomiast ścieżką dźwiękową skomponowaną przez Danny’ego Elfmana, stałego współpracownika Tima Burtona, którego twórczości żadnemu z fanów reżysera przypominać nie trzeba.

„Alicja w Krainie Czarów” imponuje także obsadą. Dla fanów Burtona nie będzie chyba zaskoczeniem, że wśród odtwórców głównych ról znaleźli się Johnny Depp i Helena Bonham Carter, jako że są to stali współpracownicy reżysera.

Depp rewelacyjnie sprawdza się w roli ekscentrycznego, Szalonego Kapelusznika, zaś piękna Helena przekonująco oddaje porywczy charakter Królowej Kier.

Duże brawa należą się także odtwórczyni roli tytułowej. Mia Wasikowska ze swą delikatną, dziewczęcą urodą zdaje się idealnie pasować do swojej bohaterki. Umiejętnie oddaje początkowe zagubienie i niepewność Alicji, by pod koniec filmu przeobrazić się w odważną dziewczynę, świadomą ogromnej roli, jaką przyjdzie jej odegrać w Krainie Czarów.

Dodatkowym atutem jest rewelacyjny polski dubbing. Zamierzając obejrzeć film wraz z młodszymi widzami, bądź po prostu nie mając ochoty śledzić na ekranie napisów, można mieć pewność, że rodzimi aktorzy podkładający głosy poszczególnym bohaterom spisali się na medal.

„Alicja w krainie czarów” to bardzo udany, warty obejrzenia film. Burtonowska wizja Krainy Czarów urzeknie niejednego miłośnika literackiego pierwowzoru, choć zaznaczyć trzeba, że reżyser nie operował mrokiem i psychodelią w taki sposób, jak zapewne życzyłaby sobie znaczna część jego oddanych fanów. Obraz jednak imponuje piękną oprawą wizualną, nastrojową muzyką, świetnym aktorstwem i przemyślanym scenariuszem, a wszystkie laury, jakimi go uhonorowano, otrzymał całkowicie zasłużenie. Warto przekonać się o tym na własne oczy.

Ocena: 4/5

Dyskusja