Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Dama w opałach – recenzja „Wieże Bois-Maury #2”

Drugi tom „Wież Bois-Maury” utwierdza w przekonaniu, że na wydanie w naszym kraju kultowego cyklu Hermanna Huppena warto było czekać. Po świetnym, otwierającym serię albumie „Babette”, poświęconym historii prostego, oskarżonego o zabójstwo rycerza murarza, przyszła kolej na jeszcze mroczniejszą „Heloizę de Montgri”.

„Heloiza de Montgri” rozpoczyna się mocnym uderzeniem. Już na początku jesteśmy świadkami brutalnego napadu rzezimieszków na pewną warownię. Pod osłoną nocy, odziani w owcze skóry i dowodzeni przez tajemniczego pasterza bandyci fortelem przedostają się w obręb jej murów, bezlitośnie łupiąc posiadłość. Garstka ocalałych ucieka ze strawionego ogniem zamku i usiłuje przetrwać srogą zimę wraz z cudownie ocalałym rycerskim potomkiem o imieniu Bazyli. Wkrótce odnajduje ich jasnowłosa piękność, Heloiza de Montgri, która – jak się okazuje – również ma na pieńku ze zbrodniczym pasterzem. Zbieg okoliczności sprawia, że dołącza do nich główny bohater serii, rycerz Aymar Bois-Maury, który kilka dni wcześniej miał sposobność spotkać się z poszukiwanym bandytą. Rychła konfrontacja z okrutnym rozbójnikiem wydaje się nieunikniona.

Podobnie jak w pierwszym tomie „Wież Bois-Maury”, narracja nie skupia się wcale na losach Aymara Bois-Maury’ego, który jest jedynym bohaterem albumu, jaki wystąpił również w „Babette”. Wątek rycerza ponownie pozostaje gdzieś na uboczu, Hermann koncentruje natomiast uwagę odbiorcy na młodocianym Bazylim oraz tytułowej Heolizie, dążących za wszelką cenę do zaspokojenia żądzy zemsty. Historia to okrutna i bezkompromisowa, choć każdy, kto miał do czynienia z poprzednim tomem, nie łudził się chyba, że będzie inaczej. Hermann roztacza przed nami średniowieczny świat, w którym każdy dzień to nieustanna walka o przetrwanie. W „Babette” autor kładł akcent na brutalność ówczesnych stosunków społecznych, z naciskiem na opłakane położenie tych, którzy mieli nieszczęście urodzić się jako przedstawiciele najniższych szczebli feudalnej drabiny. W „Heloizie de Montgri” Hermann zwraca uwagę na inne aspekty: bohaterowie zmagają się z kwitnącym bandytyzmem, brakiem dachu nad głową, a nade wszystko dojmującym głodem, narażającym na szwank przetrwanie poddanych Bazylego po tym, jak stracili swój dobytek w rozpętanej przez pasterza pożodze. Atmosfera całej historii jest raczej posępna, a uczucie czyhającego ze wszystkich stron zagrożenia – niemal namcalne. Pewne rozluźnienie wnosi w tej materii zabawny wątek starego wieśniaka i jego nie zamierzającej znosić jajek, podstarzałej kury, jednak nie zmienia to zasadniczo odbioru całości.

Jeszcze lepiej, aniżeli w „Babette”, prezentują się rysunki Hermanna. Tym razem autor postawił na dużo mroczniejszą kolorystykę, w przeciwieństwie do pierwszego tomu, gdzie całość sprawiała wrażenie nie mniej przygnębiającej i posępnej historii, przedstawionej jednak w nieco zbyt jaskrawych barwach. Więcej tu mroku, czerni i cieni, a w połączeniu z sylwetkami postaci, u których ponownie zaakcentowano brzydotę oraz wszelkie możliwe fizyczne skazy i defekty. Wyjątkiem w tej kwestii jest postać samej Heloizy, która jako jedyna odznacza się miłą dla oka aparycją. Wobec tego jednak tym bardziej dziwi fakt, że na okładce główna bohaterka wygląda raczej odpychająco. Wyjątkowo natomiast Hermann poradził sobie z przedstawieniem jedynej w tym tomie sceny erotycznej – nieczęsto widzi się, by rysownicy ukazywali miłosne akty w równie zmysłowy i przemawiający do wyobraźni sposób.

Drugi tom „Wież Bois-Maury” utrzymuje poziom wyznaczony przez pierwszy album. Mało tego, wielu czytelników z pewnością uzna go za jeszcze lepszy, z racji znacznie mroczniejszej kolorystyki oraz większej ilości akcji. W dalszym ciągu jednak tym, co w największym stopniu stanowi o jego wartości, jest przekonujący, wyłaniający się z komiksu mroczny obraz epoki, w której toczy się fabuła, jakże odległy od tego, który pamiętamy z opowieści o „Królu Arturze”, czy „Pieśni o Rolandzie”. Decydując się na zakup, trudno o rozczarowanie.

Dyskusja