Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Dziki Holokaust – recenzja „Nadzy i rozszarpani”

„Nadzy i rozszarpani” w reżyserii Ruggero Deodato to jeden z najdrastyczniejszych i najbardziej kontrowersyjnych obrazów w historii kina. Włosko-kolumbijska produkcja, powstała u progu lat osiemdziesiątych, wywołała niemały skandal, zwłaszcza kiedy wyszło na jaw, iż na planie uśmiercano zwierzęta. Mało tego – reżyser musiał się srogo tłumaczyć z oskarżeń o domniemane zabijanie ludzi podczas kręcenia filmu. Odkąd „Nadzy i rozszarpani” ujrzeli światło dziennie, minęło już ponad trzydzieści lat, a film w dalszym ciągu budzi wśród odbiorców ogromne emocje.

„Nadzy i rozszarpani” był dla gatunku gore filmem przełomowym.

Jego premiera i towarzyszące jej głośne, wspomniane już wydarzenia, stały się przyczynkiem do rozwinięcia nurtu zwanego kinem kanibalistycznym. Nie trzeba było długo czekać, a niczym grzyby po deszczu zaczęły wyrastać produkcje, opierające się na niemal identycznym fabularnym schemacie. Dość wspomnieć o takich obrazach, jak „Cannibal Ferox – Niech umierają powoli”, „Emanuelle i ostatni kanibale”, czy „Macumba Sexual”. Treść „Nagich i rozszarpanych” okazała się na tyle szokująca, że dystrybucji filmu zabroniono w ponad 50 krajach! W niektórych z nich zakaz został z czasem zdjęty, niemniej jednak są państwa, w których rozpowszechnianie rzeczonej produkcji po dzień dzisiejszy grozi sowitymi grzywnami.

Obraz Ruggero Deodato zrealizowany został w formie podzielonego na dwie części dokumentu.

W pierwszej z nich obserwujemy zmagania oddziału żołnierzy, wysłanego w gąszcz amazońskiej dżungli, celem odnalezienia uznanych za zaginionych członków ekspedycji naukowej. Zadaniem badaczy było nakręcenie filmu poświęconego życiu i obyczajom rdzennych mieszkańców tych okolic, co do których przypuszczano, iż nadal praktykują kanibalistyczne rytuały. Druga część filmu przenosi nas do nowojorskiego studia filmowego, w którym grupa naukowców i producentów zaznajamia się z taśmami odnalezionymi w dżungli przez żołnierzy. To, co zarejestrowały kamery zaginionych naukowców, przejdzie jednak ich najśmielsze wyobrażenia.

Obrazy, jakie zaserwował widzom Deodato, są istotnie szokujące – także dziś, kiedy obsceniczna erotyka czy brutalna przemoc są w kinie już tak powszechne, że podobno nie robią na nikim wielkiego wrażenia. Bohaterowie filmu, przekonani, że mają do czynienia z niegroźnymi, płochliwymi dzikusami, dopuszczają się względem nich niewyobrażalnych okrucieństw.

Nie czując nad sobą groźby kary, czy choćby odwetu, posuwają się do brutalnych gwałtów, mordów i poniżania miejscowych. Twórcy robili co w ich mocy, by najbrutalniejsze sceny prezentowały się jak najbardziej realistycznie. Ze swojej skuteczności musieli później tłumaczyć się w sądzie. Największe kontrowersje wzbudziła sekwencja, w której ukazano przebitą palem kobietę, uprzednio zgwałconą i upodloną przez amerykańskich intruzów. Wielu wyrażało przekonanie, iż przedstawiała ona prawdziwe zwłoki, w rzeczywistości zaś, udowadniała niezwykły kunszt i kreatywność Deodato w kwestii ukazywania drastycznych treści: reżyser wyjaśniał, iż w scenie tej posadził aktorkę na ukrytym między jej udami siodle rowerowym, w ubrudzonych sztuczną krwią ustach polecił zaś trzymać końcówkę pala w taki sposób, by sprawiała wrażenie uśmierconej w niezwykle makabryczny sposób.

Wbrew pozorom, przerażeni tubylcy w sytuacji skrajnego zagrożenia również potrafią się zmobilizować i nie wystawiają się intruzom, jak baranki na rzeź. Za doznane krzywdy odpowiadają w sposób iście rewanżystyczny, w myśl równie prostej, co brutalnej zasady „oko za oko, ząb za ząb”.

Doprowadzeni do ostateczności mieszkańcy dżungli gotują białemu człowiekowi istne piekło. Kastracje, brutalne gwałty i akty kanibalizmu to zaledwie garstka czynów, do których posuną się, by odpłacić najeźdźcom. Także i te sceny zrealizowano z realizmem posuniętym do tego stopnia, że co wrażliwsi widzowie będą musieli ratować się odwróceniem wzroku od ekranu.

Jak się jednak rzekło, nie tylko człowiek człowiekowi gotuje w tym filmie okrutny los. Bohaterowie „Nagich i rozszarpanych”, przemierzając dżunglę i chcąc wrzucić coś na ruszt, niejednokrotnie zmuszeni są do polowania na dzikie zwierzęta. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż przy realizacji owych scen były one zabijane naprawdę. Osobom wyczulonym na okrucieństwo względem zwierząt z pewnością niełatwo będzie oglądać długą sekwencję zabijania i patroszenia żółwia, ucinania głowy małpom, czy sceny strzelania z shotguna do przypominającej guźca świni. Zdaniem wielu, Deodato przekroczył w tej materii cienką granicę dzielącą to, co w kinie pokazywać można, oraz to, jakich obrazów w filmach pokazywać nie wolno. Trudno dziwić się, że wzbudziło to protesty i reżysera ukarano – fakt, że większość spośród uśmierconych na planie zwierząt została później skonsumowana przez ekipę filmową, nie miał tu nic do rzeczy.

Wiele spośród tych elementów, które na ogół odgrywają kluczowe role przy ocenianiu filmowej produkcji, w przypadku „Nagich i rozszarpanych” zdają się schodzić na dalszy plan. Aktorstwo jest nienajgorsze, choć trudno doszukiwać się jakichkolwiek, szczególnie godnych odnotowania kreacji. Muzyka Riza Ortolaniego jest prosta, ale jej brzmienie doskonale wpasowuje się w nastrój poszczególnych scen. Montaż i zdjęcia natomiast to poprawna, rzemieślnicza robota, której trudno cokolwiek zarzucić.

Mogłoby się wydawać, że film Deodato nie reprezentuje sobą nic ponad tanią eksploatację, będąc ukierunkowanym wyłącznie na epatowanie seksem i przemocą. W rzeczywistości jednak, przyglądając się wszystkim tym szokującym sekwencjom, trudno oprzeć się refleksji – czy aby na pewno biały człowiek – nawet jeśli stworzył wysoko rozwiniętą cywilizację – może o sobie powiedzieć, że wyzbył się swoich najbardziej pierwotnych instynktów? Czy w przypadku, gdy nie będzie miał nad sobą widma kary bądź zemsty, nie zdecyduje się oddać najbardziej atawistycznym żądzom i pragnieniom? Wreszcie – powtarzając pytanie zadawane widzowi przez scenarzystów tuż przed pojawianiem się końcowych napisów: kto tu jest prawdziwym kanibalem? Po obejrzeniu „Nagich i rozszarpanych” odpowiedź na to pytanie nie będzie już oczywista.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja