Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Mikołaj – pogromca skrzatów

Wydawać by się mogło, że Mikołaj jest bardzo seksowny, przynajmniej jeśli idzie o fantastykę filmową. W końcu jest on sympatycznym gościem zarządzającym zgrają skrzatów, w którego garażu, zamiast najnowszego modelu lamborghini, stoją latające sanie z zaprzęgiem reniferów, i który, co najważniejsze, nie istnieje. Mimo całego tego potencjału, postać Mikołaja została jednak zawłaszczona przez tandetne kino familijne; ze świecą szukać interesujących pozycji filmowych z Czerwonym w roli głównej.

Ostatnio zapanowała moda na filmowe reinterpretacje podań, baśni, legend czy historii.

Na fali tego trendu w 2014 r. zobaczymy m.in. „Pompeje”, „Legendę Herkulesa”, „Noego” czy „300: Początek Imperium”. Jest jednak jeden motyw, którego poważni twórcy nie chcą tykać nawet kijem – pewien czerwony grubas z zaprzęgiem reniferów. Jest on wprawdzie niepodzielnym królem telewizji w okresie świątecznym, jednak filmy o nim są familijną miernotą, która skutecznie w ogóle zniechęca do włączania telewizora podczas świąt.

Może to dziwić, gdyż Mikołaj ma wszystkie atuty mogące uczynić z filmu prawdziwy hit. Kochają go zarówno dzieci, jak i dorośli, rys charakteru czyni z niego skorego do żartów, ale i stanowczego, kiedy trzeba zawadiakę, który mimo wydatnego brzuszka zawsze potrafi dokonać niemożliwego, ma też na świecie wielu nietuzinkowych przyjaciół.

Ma też nadmiar czasu wolnego do spożytkowania, wszak roznosi prezenty tylko 24 godziny w ciągu roku. Co więc robi w chwilach wolnych? Chyba nie czyta korespondencji i nie zawija każdej paczki w sreberka własnoręcznie – od brudnej roboty ma przecież legion skrzatów. Może więc knuje, jak by tu przejąć kontrolę nad światem? A może toczy epickie bitwy ze swoim arcywrogiem Dziadkiem Mrozem? Dlaczego by więc nie opowiedzieć o jego przygodach z iście fantastycznym rozmachem lub też z horrorowym zacięciem – zamiast dla tradycyjnych 6-latków, robiąc film dla nieco starszej publiki?

Wyobraźmy sobie spokojną rodzinę, która wprowadza się do nowego domu. Jest on spełnieniem ich wszystkich marzeń – biały płotek otacza przepiękny ogród, a dwupiętrowy budynek z bielonej cegły wygląda na tle bujnej zieleni wręcz bajkowo. W środku niemniejsza sielanka – każde z dzieci ma wreszcie własny pokój, rodzice sypialnię z własną łazienką, a zapach gotowanych w kuchni potraw roznosi się szybem wentylacyjnym po całym domu. Nikomu nawet nie przeszkadzają niedomykające się drzwi do piwnicy…

Po pewnym czasie okazuje się jednak, że w sielankowym domu straszy. Wszystko zaczyna się od poprzestawianych garnków – każdego wieczoru perfekcyjna pani domu układa je pedantycznie na swoje miejsca w kuchni, każdego poranka porozrzucane są po całym parterze, irytując szczególnie, kiedy domownicy potykają się o nie na schodach. Do wędrujących garnków wkrótce dołączają pootwierane na oścież drzwi i okna powodujące przeciągi, jak również trzaskające drzwi szaf – najczęściej w tym niekomfortowym momencie, kiedy nasi coraz mniej sielankowi bohaterowie balansują na granicy jawy i snu.

Kiedy już rodzina zostaje doprowadzona na skraj szaleństwa, postanawiają zwrócić się o pomoc do specjalistów – pogromców duchów, egzorcystów i innych spirytystów. Wszyscy jednak rozkładają bezradnie ręce, nie mogąc zlokalizować źródła problemu.

Dopiero zawezwany z czeluści lapońskich Mikołaj Deskrzatyzator będzie w stanie pomóc nieszczęsnym domownikom. Wszak wiadomym jest, że w ciemnych niedomykających się piwnicach sielankowych domostw urzędują złośliwe skrzaty, które Mikołaj po pomniejszym praniu mózgu zmienia w dobre skrzaty siedzące i zawijające w sreberka. Ale tylko prezenty dla grzecznych dzieci.

Albo taki scenariusz – zaopatrzenie w papier do pakowania prezentów pewnego dnia, zupełnie bez ostrzeżenia, urywa się. Jedynym śladem w sprawie jest znaleziony w rowie kawałek plandeki na sanie. Trzeba więc przeprowadzić śledztwo – kto ukradł papier, dlaczego i dlaczego wszystkie ślady znowu prowadzą do Dziadka Mroza? Z pewnością tym razem ktoś go wrabia.

Pomysłów może być wiele – jedne lepsze, inne gorsze, podobnie jak wiele jest konwencji w których doroślejsza wersja Mikołaja mogłaby się zadomowić.

Mógłby to być film detektywistyczny a la Sherlock Holmes, mogłoby to być szpiegowskie sci-fi (choć w tym przypadku raczej fantasy), niczym James Bond. Nietrudno sobie też wyobrazić osadzenie Czerwonego Grubasa w realiach burtonowskiego pastiszu niczym „Sok z Żuka”, dark fantasy jak np. „Labirynt Fauna” czy pełnokrwistego horroru, jak „Obecność”. Można by się pokusić także o pastisz w nurcie Shreka – strawny zarówno dla dorosłych, jak i dzieci, z tym że każda grupa wiekowa widzi w nim inne odniesienia. Wszystko zależy od kreatywności i, przede wszystkim, chęci twórców filmowych. Z tymi jednak, jak się już rzekło, trudno. Tak więc na razie pozostaje albo familijna tandeta, albo czeluści własnej wyobraźni.

Bestiariusz z pełną odpowiedzialnością rekomenduje to drugie.

Dyskusja