Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Mroki średniowiecza na komiksowych kartach – recenzja komiksu „Wieże Bois-Maury #1 – Babette”

Recenzja "Wieże Bois-Maury #1 - Babette"

Hermann Huppen należy do najbardziej cenionych europejskich twórców komiksowych. Tymczasem polscy miłośnicy jego twórczości, chcąc zapoznać się choćby z najważniejszymi jego dziełami, przez długie lata skazani byli na czytanie ich w oryginale, bądź w zagranicznych przekładach. Tym bardziej cieszy więc inicjatywa Wydawnictwa Komiksowego, którego nakładem niedawno ukazała się polska wersja pierwszego tomu jednej z jego sztandarowych komiksowych serii, zatytułowanej „Wieże Bois-Maury”.

Bohater „Wież Bois-Maury”, którego spotykamy w każdym z tomów cyklu, to pozbawiony ziemi rycerz Aymar de Bois-Maury. Przemierza on średniowieczną Hiszpanię i Francję, próbując zdobyć środki, które umożliwiłyby mu odzyskanie dawno straconych włości. W pierwszej odsłonie, o podtytule „Babette”, Aymar gości w zamku swojego przyjaciela, którego dwór poruszony jest niedawną śmiercią jednego z rycerzy, Geoffrey’a, zamordowanego przez pewnego wieśniaka podczas próby zgwałcenia chłopki. Historia skonstruowana jest jednak w taki sposób, że postać Aymara, jego rozterki i dążenia stanowią jedynie tło dla losów oskarżonego wspomnianą zbrodnię murarza imieniem Germain, na którego przygodach koncentruje się fabuła.

Jednym z ważniejszych elementów świadczących o wartości opisywanego komiksu jest wiarygodny, wierny obraz epoki średniowiecza, jaki wyłania się z pracy Hermanna. Zapomnijcie o rycerzach w lśniących zbrojach, złotowłosych księżniczkach, wzniosłych ideałach i kawaleryjskich szarżach z imieniem Boga na ustach. Wieki średnie nakreślone są tu z całą swoją surowością i brutalnością. Życie ludzkie nie przedstawia większej wartości, zwłaszcza, gdy mówimy o chłopach, postrzeganych raczej jako żywy inwentarz panów, niż pełnoprawne, ludzkie jednostki. Wiarą i religią każdy wyciera sobie usta, co nie przeszkadza w knuciu intryg i podstępów, jakże odmiennych od tego, czego nauczał Chrystus, nie wspominając już o zabobonności, zwłaszcza, gdy przypomnieć sobie scenę z ordalium, mającym zdecydować o winie Germaine’a.

Obrazu tego dopełniają rewelacyjne, realistyczne rysunki, epatujące wręcz naturalizmem. Ilustracje mienią się jednak całą gamą kolorów i nie można powiedzieć, by były zdominowane przez szarości i czernie. Mroki średniowiecza Hermann akcentuje w zupełnie inny sposób. Mury zamczysk są posępne i odrapane, lochy brudne, ciemne i klaustrofobiczne, a po wiejskich podwórkach trzoda biega samopas. Naturalizm ów jeszcze bardziej uwidacznia się w ludzkich sylwetkach: krępych, brudnych, o obliczach spalonych słońcem, pokrytych bruzdami, bliznami i swobodnie rosnącym zarostem. Całości dopełniają doskonale natychmiast rzucające się w oczy braki w uzębieniu niektórych postaci. Hermann podkreśla brzydotę bohaterów, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia ze zwykłą wieśniaczką, czy wychowaną w zamkowych murach możną. Gdyby w kwestii oprawy wizualnej doszukiwać się jakichś słabszych stron czy uchybień, można byłoby wskazać jedynie mało realistyczne barwy wody i nieba w poszczególnych kadrach.

Pierwszy tom „Wież Bois-Mary” wydano w 1983 roku, co oznacza, że polski czytelnik na zapoznanie się z kultowym komiksem Hermanna we własnym języku musiał czekać aż trzy dekady. Decyzja Wydawnictwa Komiksowego o wydaniu go w naszym kraju to strzał w dziesiątkę. Miłośnicy komiksów osadzonych w historycznych realiach, szczególnie ci zainteresowani średniowieczem, nie powinni długo zastanawiać się nad zakupem. Zwłaszcza, że nie sposób byłoby wskazać utwór, który w równie dobitny i sugestywny sposób przedstawiałby realia tamtych czasów.

Dyskusja