Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Polaków raj utracony – recenzja „Burza. Ucieczka z Warszawy ’40”

„Burza – Ucieczka z Warszawy ’40” była długo wyczekiwaną powieścią, jednak tuż po premierze bardzo podzieliła czytelników. Książce zarzucano między innymi fabularne niedostatki i ślimaczy rozwój akcji. Istotnie, sięgając po nią, nie należy spodziewać się porywającej, dynamicznej akcji. Zamiast tego, Parowski proponuje odbiorcy coś zupełnie innego. Na blisko pięciuset stronach ten niezwykle zasłużony dla polskiej fantastyki pisarz i redaktor kreśli obraz Polski, którą utraciliśmy po wojennej klęsce 1939 roku.

W wizji proponowanej przez Parowskiego, wojenne wypadki potoczyły się zgoła inaczej, niż pamiętamy to z lekcji historii. Hitler wprawdzie zaatakował Polskę, niemiecka armia przekroczyła granice naszego państwa, ale wtedy, zupełnie nieoczekiwanie, nastąpiło załamanie pogody. Początkowo, zgodnie z tym, co pisał Gałczyński, „lato było piękne tego roku”, jednak już po kilku dniach od hitlerowskiej inwazji nad Polską przeszły burze i ulewne deszcze. Niemieckie wojska pancerne ugrzęzły w błocie na polskich ziemiach i niezdolne do działania, zostały zdziesiątkowane przez doskonale znających teren kawalerzystów. Rzęsiste deszcze uniemożliwiły Luftwaffe prowadzenie nalotów, a te nieliczne eskadry, które atakowały, były skutecznie odpierane przez polskie lotnictwo. Zdumieni całą sytuacją francuscy i brytyjscy sojusznicy nie tylko nie zawiedli pokładanych w nich oczekiwań, ale i przedsięwzięli realne działania na pomoc sprzymierzeńcom. Widząc to wszystko, Związek Sowiecki zdecydował się zachować neutralność i nie dochować postanowień paktu Ribbentrop-Mołotow. Hitler poniósł klęskę, do procesu norymeberskiego doszło już w 1940 roku, a sam fuhrer został uwięziony na wyspie świętej Heleny.

Brzmi to wszystko bardzo fantastycznie, choć sytuacja nakreślona przez Parowskiego wcale nie jest tak naiwna, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Niejeden historyk wskazywał już przecież, jak duże znaczenie dla powodzenia Blitzkriegu miało upalne lato 1939 roku, o bierności sojuszników nie wspominając. Racjonalne przesłanki kazałyby przypuszczać, że klęski tej nie dało się w żaden sposób uniknąć, co najwyżej zaś odwlec nieuchronne. Niemniej, wizja Parowskiego nakreślona jest na tyle przekonująco, że trudno oprzeć się wrażeniu, iż lektura przenosi nas do rzeczywistości, która przy pewnym wyjątkowo korzystnym zbiegu okoliczności mogłaby się ziścić.

„Burza…” stanowi popis nietuzinkowej erudycji autora. Parowski wielokrotnie nawiązuje do mniej lub bardziej znanych postaci czy wydarzeń z minionych dziejów, umiejętnie operuje faktami historycznymi, dostosowując je do własnej narracji. Na łamach jego książki widzimy Polskę z prawdziwymi, nieprzetrzebionymi elitami. Elitami, które nie zginęły w Palmirach, nie spoczęły w zbiorowej mogile w katyńskim lesie, nie umarły w komorach gazowych czy na Pawiaku, nie zostały wymordowane w ubeckich katowniach. Witkacy nie popełnił samobójstwa na wieść o wybuchu wojny, a zamiast tego z powodzeniem uwodzi słynną Marlenę Dietrich. Rotmistrz Pilecki wyraża przekonanie, że gdyby Polska przegrała wojnę, a Niemcy faktycznie wybudowali obozy koncentracyjne, to rodzimy ruch oporu znalazłby sposób na wprowadzenie tam swojego człowieka, który zdołałby najpierw sporządzić odpowiedni raport, a potem jeszcze zbiec z miejsca kaźni. Mordechaj Anielewicz nie musi natomiast stawać na czele powstania w warszawskim getcie, a zamiast tego uczestniczy w życiu kulturalnym stolicy. Spotkamy też w książce szereg wyjątkowych osobistości, których w rzeczywistości los oszczędził i pozwolił przeżyć wojnę, by wspomnieć tylko o Stanisławie Lemie, czy Karolu Wojtyle.

Wśród bohaterów jest jednak jeszcze jeden, wyjątkowy, nie pasujący do reszty: to Antek Powstaniec. Młodzieniec, uznawany za osobę niespełna rozumu, żyjący w innej rzeczywistości i bezwzględnie przekonany, że wojna trwa dalej, a on sam bierze udział w walce o wyzwolenie Warszawy. Tymczasem stolica jego kraju nie zaznała powstańczej hekatomby; jest prężnie rozwijającą się, europejską metropolią, swoistym Paryżem wschodu, do którego na międzynarodową konferencję, niczym do kolebki światowej kultury, trafiają takie osobistości jak Albert Camus, George Orwell, czy Alfred Hitchcock.

Wizja to piękna, nakreślona obrazowo, niezmiernie kusząca i rodząca u odbiorcy poczucie bezpowrotnej straty. Podano ją jednak w formie, która nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu. Rozczarują się sympatycy wartkiej akcji i zwrotów fabuły, gdyż przedstawiona tu opowieść opiera się w głównej mierze na dialogach: rozbudowanych, ciągnących się nierzadko przez kilka stron, za to pełnych historycznych czy kulturowych aluzji czy odniesień. Potencjalny czytelnik będzie jednak w stanie zrozumieć je i docenić tylko wtedy, jeśli sam posiada pewne minimum dotyczącej tych dziedzin wiedzy.

Powieść Macieja Parowskiego daje możliwość spędzenia kilku wieczorów w innej, lepszej rzeczywistości. W świecie, w którym nie dopuszczono do ludobójstw, nie doszło do Holokaustu, który w konsekwencji zapewne nie zaznał zimnej wojny. Jego losy w dużej mierze ukształtowała Polska, jako kraj silny i cieszący się prestiżem, z imponującymi elitami i gospodarką nie zniszczoną pięcioma dekadami niewydolnego, zbrodniczego ustroju. Polaków raj utracony, którego namiastki Parowski na chwilę pozwala nam zaznać.

Ocena: 4/5

Dyskusja