Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Superbohaterskie arcydzieło – recenzja komiksu „Batman: Long Halloween”

O tym komiksie mówiło się na tegorocznym Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Słynne miejsce spotkań fanów komiksów fetowało w tym roku polskie wydanie nowego Batmana. Mimo tego że w Stanach Zjednoczonych premiera „Long Halloween” miała miejsce w 1996, my własnego „Gacka” doczekaliśmy się dopiero w październiku 2013. Warto zastanowić się jednak, o co taka wrzawa.

Komiks podzielony jest na trzynaście różnych opowieści. Wszystkie tworzą opasły tom opowiadający o przestępcy, którego prasa ochrzciła imieniem „Holiday”, ponieważ popełnia morderstwa tylko w różne święta.

Warto zaznaczyć, że Tim Sale i Joseph Loeb kontynuują temat „Year One”, rozpoczynając rozważania odnośnie ciągu dalszego tej opowieści. Nie ma więc Robina czy Batgirl. Batman walczy z przestępczością mając do dyspozycji niezastąpionego Alfreda i Jamesa Gordona. Na pierwszy plan „Long Halloween” wysuwa się walka z mafią Carmino „Rzymianina” Falcone. Jest to temat przewijający się w każdej z trzynastu oddzielnych historii. Dużym plusem zeszytu jest też obecność w jednym tomie takich postaci jak Joker, Szalony Kapelusznik, Poison Ivy czy Strach na Wróble.

Rozwinięta, wielowątkowa fabuła nie jest jednak tym, co stanowi o geniuszu „Long Halloween”. O dziwo, rysunek również nie stanowi najsilniejszego punktu. Największe wrażenie robi kreacja postaci. Zagłębiamy się w życie prywatne każdego z głównych bohaterów. Batman ukazany jest jako zwykły człowiek. Człowiek, którym targają emocje, superbohater popełniający błędy. James Gordon boryka się z problemami w domu. Harvey Dent zaczyna zastanawiać się nad własnym życiem, myśleć o wadach systemu karnego i powoli skłaniać się ku „ciemnej stronie”.
Na oddzielny paragraf zdecydowanie zasługuje Catwoman. Ciężko przypomnieć sobie tak genialne przedstawienie tej postaci jak w „Long Halloween”. Najpierw niewinny flirt Seliny z Batmanem, a potem zgrabne wrzucenie bohaterki w sam środek akcji. Sale przedstawia ją w bardzo specyficzny sposób, ale fani w większości odpowiedzieli pozytywnie na te zmiany. Strój Catwoman jest bowiem teraz fioletowy, sama postać została wyposażona w ogon, a momentami obcisłe wdzianko podkreśla przesadzoną muskulaturę, której u Seliny nie widać. Trzeba jednak przyznać, że ta bohaterka dawno nie pokazała tyle charakteru co w „Long Halloween”.

Największym i jednocześnie jedynym minusem całego tomu jest część poświęcona Jokerowi. Każdy zgodzi się chyba ze stwierdzeniem, iż w odwiecznym wrogu Batmana drzemie potencjał na wybitną historię. Tutaj tego niestety nie znajdziemy. Opowieść z Jokerem w roli głównej sprawia wrażenie napisanej jedynie po to, aby zapełnić nieco miejsca.

Kreska Tima Sale’a przeszła do historii już dawno temu, oczekiwania wobec tego rysownika zawsze są więc spore. W przypadku „Long Halloween” nie zawiódł on swoich fanów. W genialny sposób podkreśla charakter całego tomu. Świetne ułożenie scen, bardzo odważne przedstawienie Catwoman i mrok, który panuje w większości historii. Nic dodać, nic ująć.

„Long Halloween” to kwintesencja współpracy między Timem Salem a Josephem Loeb’em. Ci dwaj panowie nigdy nie spisali się aż tak dobrze. Tym tomem bez wątpienia przeszli do historii światowego komiksu jako twórcy jednej z najlepszych opowieści o Batmanie. Genialna kreska w połączeniu ze świetną fabułą Loeb’a tworzyły prawdziwą mieszankę wybuchową, którą przeczytać powinien każdy.

Dyskusja