Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zwieńczenie sagi o kosmicznym szpitalu – recenzja „Szlifierz umysłów”

„Szpital Kosmiczny” to jeden z najbardziej znanych cykli fantastyki naukowej na świecie. James White stworzył go kilkadziesiąt lat temu i głównie za jego sprawą zyskał międzynarodową sławę. Przygody lekarzy z pierwszego, największego i najlepszego międzygatunkowego Szpitala Kosmicznego sektora Dwunastego fascynowały fanów fantastyki przez lata… Aż do teraz. „Szlifierz umysłów” jest bowiem jedenastym, ostatnim (chronologicznie) tomem serii. Wszystkie zdarzenia w Szpitalu opisywane były z punktu widzenia O’Mary – początkowo robotnika składającego elementy stacji, która potem miała przerodzić się w Szpital, a następnie głównego psychologa całej, wesołej wielogatunkowej ferajny. Wraz z nim obserwowaliśmy powstanie Szpitala, jego rozwój oraz postęp jaki został dokonany w kontaktach międzyplanetarnych. Jednak każda relacja ma swój koniec – O’Mara bowiem dostaje posadę głównego administratora po ustępującym poprzedniku, jednak zostaje mu dane do zrozumienia, że po wybraniu i wyszkoleniu swojego następcy i on ma się udać na emeryturę.

„Szlifierz umysłów” będzie połączeniem obecnych zdarzeń ze wspomnieniami O’Mary z początków pracy w Szpitalu. Pełna retrospekcji opowieść ma prowadzić do logicznego zakończenia i uzasadnić wybór, jaki O’Mara podjął już na początku, po otrzymaniu wieści o emeryturze. Mimo pomieszania czasu i ciągłych ucieczek w przeszłość, opowieść prowadzona jest konsekwentnie i z rozmysłem. Co prawda widać pewne zmęczenie autora samą materią – można to zauważyć na przykład po pojawiających się co jakiś czas powtórzeniach, jednak książkę czyta się miło i przyjemnie. Pomimo długości serii, tom jedenasty przynosi niemal tyle samo zadowolenia i przyjemności z lektury, co pierwsza odsłona. Ewidentnym faktem, który rzuca się w oczy podczas lektury jest to, że autor cały czas sypie niezwykłymi pomysłami jak z rękawa i zapewne mógłby stworzyć jeszcze wiele tomów serii, a jej zakończenie podyktowane było raczej wewnętrznym wyborem, niż brakiem weny.

Poznamy tutaj kolejne odsłony osobowości O’Mary, jak i będziemy mogli śledzić początki kontaktów z nieznanymi jeszcze Federacji rasami. A co ciekawsze – dzięki licznym wspomnieniom możliwe stanie się porównanie podobnych procesów teraz i kilkadziesiąt lat temu. Jest to bardzo ciekawy zabieg, dzięki któremu powieść zyskuje wiele na atrakcyjności.

Cała powieść jest zatem bardzo ciekawą kontynuacją a jednocześnie udanym zwieńczeniem serii. Mimo, że nie jest dziełem specjalnie ambitnym, powinna każdemu miłośnikowi klasycznego science-fiction przynieść wiele przyjemności z lektury. Jej styl umożliwia lekturę nawet czytelnikom, którzy z treścią poprzednich tomów są zapoznani tylko pobieżnie. Dlatego polecam „Szlifierza umysłów” wszystkim fanom dobrej fantastyki, a nie tylko fanom tej jednej, konkretnej serii.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja