Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Idea amerykańskiego snu – recenzja filmu „American Hustle”

„American Hustle” to jeden z tytułów nominowanych do tegorocznych Oskarów. Amerykański sen w latach siedemdziesiątych był swojego rodzaju mottem życiowym. Ludzie zastanawiali się w jaki sposób można się dorobić nie wkładając w to zbyt wiele wysiłku. Popularne były historie „od zera do milionera”. Ten film to opowieść o trójce ludzi, która z tych idei czerpała wielkie korzyści.

Sydney (Amy Adams) trafiła do Nowego Jorku, gdzie przyjechała zmienić swoje życie.

Tam też spotkała Irvinga (Christian Bale) – właściciela pralni, która idealnie sprawdza się do prania brudnych pieniędzy. Richie (Bradley Cooper) jest agentem FBI desperacko próbującym pokazać całemu światu, że wreszcie doprowadzi jakąś sprawę do końca. Trafia on na wspomnianą dwójkę oszustów i proponuje układ, aby ujawnić korupcję wśród urzędników państwowych. Największy problem polega jednak na tym, że w tym świecie każdy myśli wyłącznie o sobie i mimo współpracy z innymi cały czas zastanawia się, jak z całej sytuacji wziąć najwięcej dla siebie.

Największym plusem „American Hustle” jest klimat,

którym ów film jest przesycony od pierwszej do ostatniej minuty. Muzyka została dopasowana idealnie, soundtrack robi ogromne wrażenie i powoduje, że widz czuje się jak pod koniec lat siedemdziesiątych. Tego wszystkiego dopełniają genialne kostiumy i fryzury. Scena, w której Irv i Sydney przebierają się w rzeczy pozostawione w pralni, pokazuje ogromny asortyment różnych kreacji i odzwierciedla mentalność tamtych czasów.

Nie ma za to potrzeby rozwodzenia się nad fabułą, bowiem nie należy ona do zbyt oryginalnych. Scenariusz jest napisany dobrze, a sam film został solidnie wyreżyserowany przez Davida O. Russella, jednak nie znajdziemy tu miejsca na zachwyt.

Film mógłby obdarować gwiazdami trzy inne produkcje, jednak tylko dwóm aktorkom udało się znacznie wyróżnić. Pierwszą z nich jest oczywiście Amy Adams, która sama stwierdziła w jednym z wywiadów, że urodziła się w nieodpowiednich czasach. To widać. Jeżeli ktoś nie wierzył do tej pory w stwierdzenia, iż Jennifer Lawrence jest w stanie zagrać wszystko, ma okazję przekonać się o tym właśnie teraz. Tutaj przyszło jej zmierzyć się z rolą Rosalyn Rosenfeld, żony Irvinga – samotną matkę choleryczkę. Grała tutaj postać drugoplanową, jednak nominacja do Oskara w tej kategorii mówi sama za siebie.

„American Hustle” to po prostu dobry film. Momentami może nieco znudzić, jednak ma też momenty wciągające. Fabuła nie trzyma niestety w napięciu i nie wnosi nic nowego. Całą produkcję ratują na szczęście Amy Adams i Jennifer Lawrence oraz niepowtarzalny klimat lat siedemdziesiątych, które są zapewne się powodem Oskarowej nominacji.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja