Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Marsjańska przygoda – „Coś na progu #8” omówienie numeru

Ósmy numer czasopisma „Coś na progu” poświęcono jednemu z najciekawszych autorów fantastyki początków XX stulecia, którego twórczość nie jest jednak zbyt dobrze znana polskiemu czytelnikowi. Edgara Rice’a Burroughsa, bo o nim mowa, kojarzy się zazwyczaj co najwyżej jako twórcę postaci Tarzana. Stosunkowo niewielu pamięta o Johnie Carterze i cyklu powieści marsjańskich, których akcja toczy się na czerwonej planecie zwanej Barsoom, a którymi inspirowali się w późniejszym czasie twórcy tak zasłużeni dla gatunku, jak Ray Bradbury, Robert A. Heinlein, czy nawet Howard Philips Lovecraft. Sięgnięcie po najnowszy numer pierwszego w Polsce magazynu weird fiction pozwala do pewnego stopnia nadrobić zaległości. Na jego łamach bowiem, po raz pierwszy w Polsce, opublikowano mikropowieść Burroughsa, zatytułowaną „Władca umysłów z Marsa”.

Rzeczony utwór zajmuje zdecydowaną część najnowszego „Cosia…”, choć nim przejdziemy do lektury, proponuje nam się tradycyjnego wstępniaka oraz dwa artykuły o charakterze wprowadzającym do twórczości Burroughsa. Radosław Pisula charakteryzuje dość ogólnie specyfikę dzieł tego pisarza, szczególny nacisk kładąc na stworzone przez niego, marsjańskie uniwersum. Tuż przed samą powieścią przeczytamy jeszcze krótki wywiad z samym pisarzem, przeprowadzony blisko sto lat temu przez Glena B. Gravatta i opublikowany w 1926 roku na łamach magazynu „The Writer’s Monthly”. W rozmowie, przetłumaczonej na język polski przez Jakuba Wiśniewskiego, klasyk zdradza tajniki swojego pisarskiego warsztatu i przekazuje szereg porad skierowanych do początkujących twórców.
„Władca umysłów z Marsa” to szósta nowela Burroughsa z cyklu Barsoom, opublikowana pierwotnie w 1927 roku, na łamach magazynu „Amazing Stories Annual”, przy czym na pierwsze książkowe jej wydanie, które ukazało się nakładem wydawnictwa A.C. McClurg, fani musieli poczekać jeszcze rok. Głównym bohaterem utworu jest żołnierz, prywatnie będący wielkim miłośnikiem twórczości Burroughsa, zwłaszcza zaś „Księżniczki Marsa”. Przez długi czas Czerwoną Planetę znał tylko z opowieści pisarza – do momentu, gdy wskutek pewnego zbiegu wydarzeń sam, ku swojemu wielkiemu zdumieniu, nie wylądował na Barsoom. Na miejscu szybko został pomocnikiem pewnego wybitnego chirurga, Ras Thavasa, zajmującego się przenoszeniem osobowości zgłaszających się do niego klientów do nowych, młodych i w pełni sprawnych ciał.

Główny bohater, przyjmujący na Marsie imię Vad Varo, z każdym dniem coraz lepiej opanowuje swój nowy fach. Wkrótce przekonuje się, dlaczego Ras Thavas zapewnia mu tak staranne, pieczołowite przeszkolenie. Ciało chirurga coraz szybciej się starzeje, niedołężnieje z dnia na dzień, przez co dalsza działalność staje pod znakiem zapytania. Docelowym zadaniem Vad Varo ma być przeprowadzenie nad Thavasem tego samego zabiegu, który on zwykł wykonywać do tej pory swoim klientom. Zdając sobie sprawę, jak ważny jest dla swojego mentora, Vad Varo stawia Thavasowi warunek: podejmie się operacji tylko pod warunkiem, że przywróci on dawną cielesność jego przyjaciółce, niegdyś pięknej i powabnej, dziś zamkniętej w skorupie pomarszczonej i odpychającej staruszki. Kłopot w tym, że ciało dziewczyny przywłaszczyła sobie Xaxa, będąca władczynią ludu znanego jako Phundalianie. Choć Vad Varo zdaje sobie sprawę z ryzyka, opracowuje plan, mający na celu zwrócenie przyjaciółce jej dawnej, cielesnej powłoki – nawet, gdyby miało to oznaczać niemal samobójczą wyprawę na ziemie Xaxy.

Współczesnemu czytelnikowi niektóre spośród rozwiązań fabularnych czy narracyjnych Burroughsa mogą się wydać nieco banalne, a już na pewno cokolwiek niedzisiejsze. Obcowanie z tego typu literaturą posiada jednak swój nieodparty urok, który na pewno docenią miłośnicy pulpowej fantastyki spod znaku weird fiction. Mamy tu do czynienia z charakterystyczną dla takich utworów, pierwszoosobową narracją, zaś cała powieść przyjmuje formę rozległego listu, który główny bohater adresuje do… samego Burroughsa. W kwestii przynależności gatunkowej trudno mieć większe wątpliwości – to solidne science-fiction, w którym jednak odnajdziemy elementy fantasy, zaś silnie zaznaczony wątek miłosny i uczucie będące motorem napędowym działań Vad Varo każą umieścić powieść w obrębie konwencji znanej jako „planetary romance”. Całość czyta się nader przyjemnie. Burroughs każe przeżywać swoim bohaterom szereg ekscytujących przygód, akcja niejednokrotnie przybiera nieoczekiwany bieg, dzięki czemu nawet najbardziej wymagający czytelnicy nie powinni narzekać na nudę czy monotonię. Zakończenie pozostawia odbiorcę z poczuciem dobrze spędzonego czasu, ale też pewnym żalem, że „Władca umysłów z Marsa” to dopiero drugi tom słynnego cyklu marsjańskiego, który doczekał się polskiego przekładu.

Dobrnięcie do ostatniej strony powieści nie jest na szczęście równoznaczne z końcem lektury magazynu. Po przeczytaniu „Władcy umysłów z Marsa” warto jeszcze zaznajomić się z artykułem Wojciecha Sawłowicza, który w nietuzinkowy sposób, bo pisząc niejako z perspektywy samego Burroughsa, streszcza biografię autora, a także tekst Pawła Iwaniny poświęcony ekranizacji przygód Johna Cartera, która nie tak dawno jeszcze gościła na ekranach kin. Na zakończenie czytelnikowi proponuje się krótki, utrzymany w klimacie prozy Burroughsa komiks Daniela Grzeszkiewicza, zatytułowany „Tarzan w dziwnym miejscu”.

Ósmy numer „Cosia…”, będący zarazem drugim wydaniem specjalnym magazynu, nikogo raczej nie rozczaruje. Każdy, kto mieni się fanem weird fiction – a do nich przecież adresowany jest ten magazyn – na pewno z przyjemnością wybierze się z głównym bohaterem na równie tajemniczą, co niebezpieczną planetę Barsoom. Biorąc pod uwagę, że oprócz samej mikropowieści, otrzymujemy także szereg interesujących, dotyczących Burroughsa i jego twórczości szereg artykułów, trudno obok podobnej publikacji przejść obojętnie.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja