Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Mówić każdy może” – recenzja „Kot Rabina”

Komiksy dotykające tematyki żydowskiej zwykle związane są w ten czy inny sposób z Holokaustem lub poruszają problematykę II Wojny Światowej. Od reguły tej można jednak znaleźć wyjątki. Do takich należy „Kot Rabina” – wyjątkowo wesoły i pouczający album, który ukazał się kilka tygodni temu nakładem Wydawnictwa Komiksowego.

Tytułowy kot należy rabina i jego córki, na co dzień mieszkających w Algierii. Ich życie toczyło się spokojnie i bezproblemowo do momentu, gdy kot zjadł papugę i jak nietrudno się domyślić – nauczył się mówić. Od tej chwili nic już nie było normalne. Nie minęło wiele czasu, a kot zażądał, by udzielono mu rytuału barnictwy. Nietypowe żądanie natychmiast zaowocowało licznymi naradami i sprzeczkami w żydowskiej społeczności. Nawet bowiem umiejętność posługiwania się ludzką mową okazuje się niewystarczająca, by udzielić kotu tego rytuału.

Choć problemy i dysputy natury teologicznej pojawiają się w „Kocie Rabina”, to nie stanowią one esencji komiksu. Bohaterowie przeżywają wiele przygód, także poza Algierią. Rabin i jego Kot trafiają na przykład do Paryża, a nawet w głąb Czarnego Lądu! W gruncie rzeczy, „Kot Rabina” stanowi zbiór celnych przemyśleń dotyczących naszego świata, a ukrytych pod płaszczykami pozornie błahych historyjek. Kot postrzega wiele problemów w zupełnie inny sposób, niż robią to ludzie, jest bacznym obserwatorem ludzkich poczynań. Za jego pośrednictwem autor w ironiczny sposób wskazuje na liczne ludzkie wady i przywary.

Trudno mieć wobec komiksu jakiekolwiek zarzuty, jeśli chodzi o scenariusz. Każdy z czterech oryginalnie wydanych albumów, jako osobne części, które znalazły się w polskim wydaniu, niosą za sobą jakieś lekcje. Dzięki tym opowieściom poznamy żydowskie zwyczaje związane z pochówkiem zmarłych, szabasem, czy wydawaniem córki za mąż. Wszystko to przedstawione jest oczywiście z mocno ironicznej, kociej perspektywy. Nie brakuje także ukłonów w stronę klasyków komiksu – dość wspomnieć, że Rabin i Kot podczas jednej z przygód spotykają Tin-Tina, znanego bohatera frankońskich opowieści ilustrowanych.

Więcej kontrowersji wzbudzi zapewne oprawa graficzna. Dla wielu czytelników rysunek może okazać się nazbyt prosty. Nie będą oni bez racji gdyż na dobrą sprawę, postacie oddane są tylko za pomocą cienkich linii konturów, na twarzach widać zaś jedynie dwie kropki oczu, krzywiznę nosów i ust. Kolory, podobnie jak i lineart, są bardzo oszczędne i wybrane z podstawowej palety. Można niekiedy odnieść wrażenie, że prace są niestaranne, „dziecinne”. Z drugiej strony, nienajgorzej prezentują się scenografia i tło, a także kadry, w których rysownik w sposób bardziej zdecydowany stawia linie, oddając np. realizm kociego bohatera. Mimo wszystko, w pracach graficznych widać wyraźny styl i konsekwencję, a mimo, że kontury i linie są drobne i cienkie, to jednak całość komponuje sie bardzo dobrze.

Należy jednak pamiętać, że komiks ten nie ma przemawiać do czytelnika za pośrednictwem warstwy wizualnej. To fabuła i sposób jej przedstawienia stanowią najważniejsze atuty omawianej pozycji. „Kot Rabina” zapewnia czytelnikowi wiele chwil dobrej zabawy, ale także kilka okazji do głębszych przemyśleń, oraz do poznania kultury jakże odmiennej od naszej, a jednak, pod pewnymi względami bardzo podobnej. Zapewne niejeden z nas będzie czekać na kontynuację przygód tych jakże niecodziennie dobranych bohaterów.

Dyskusja