Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wariacje na temat Halloween – recenzja komiksu „Batman: Nawiedzony Rycerz”

Święto Halloween przyszło do nas ze Stanów Zjednoczonych i należy raczej do tych obrzędów, które nie mogą narobić zbyt wielu szkód, oprócz okazjonalnych „psikusów”. Jednak wiele komiksów, książek czy filmów nawiązuje do tego zwyczaju, jako do prawdziwego święta strachów. Połączenie dyń z wydrążonymi kłami, wampirów i mrocznego klimatu faktycznie może działać na wyobraźnię. Idealnym przykładem takiego rozwiązania fabularnego jest „Batman: Nawiedzony Rycerz”.

Cały tom podzielony został na trzy historie, z których każda była kiedyś sprzedawana w formie oddzielnych zeszytów w ramach tzw. „speciali”. Na początku lipca wydawnictwo Egmont wydało zbiorczy zeszyt składający się ze wszystkich tych opowieści.

Pierwsza z nich, zatytułowana „Strachy”, to historia, w której Batman stawia czoła Strachowi na Wróble. Dopiero potem zdaje sobie sprawę z tego, że jego prawdziwym wrogiem będzie piękna kobieta. Druga opowieść – „Szaleństwo” – to zgrabne nawiązanie do „Alicji w Krainie Czarów” Carrolla. W komiksie rolę tytułowej bohaterki zagrała Barbara Gordon, córka znanego nam doskonale policjanta. Bruce ma za zadanie złapać szaleńca porywającego ludzi po to, by wzięli udział w jego przyjęciu. Ostatnia część nawiązuje do „Opowieści wigilijnej” Dickensa. Mrocznego Rycerza nawiedzają duchy przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. W tej opowieści pojawiają się m.in. ojciec Bruce’a, Poison Ivy i Joker.

Ten tom to kolejny doskonały przykład wyższści Batmana nad Supermanem. Już w pierwszej historii widać słabości superbohatera. Bruce’a odwiedza piękna kobieta i w trakcie rozmowy szybko wychodzi na jaw jego słabość do płci pięknej i fakt, iż łatwo nim manipulować. Czytelnik zaczyna dostrzegać, że główny bohater nie jest jakimś nadczłowiekiem tylko zwyczajnym mężczyzną. Daje się podejść łatwo i pokazuje swoją ludzką stronę. W całym zeszycie pasuje mroczny, tajemniczy klimat. Głównie to odróżnia Batmana od reszty superbohaterów. Gdy zdejmie swój strój wydaje się być ludzki, normalny i niepozbawiony słabych stron.

„Batman: Nawiedzony Rycerz” to zarówno początki superbohatera, jak i jeden z pierwszych wspólnych komiksów duetu Jeph Loeb i Tim Sale. Pierwszy z nich trzyma swój dawny, przeciętny poziom. Jego scenariusze nigdy nie stały na wybitnym poziomie, jednak trzeba mu oddać, że ma swoje dobre momenty w postaci ciekawych rozwiązań fabularnych. W tym zezycie widać to bardzo dobrze. Historia napisana jest ciekawie, ale nie zachwycająco. Sale zapewnia genialny rysunek. W całym komiksie panuje specyficzny, mroczny klimat, który który towarzyszy czytelnikowi aż do ostatniej strony.

„Nawiedzony Rycerz” stanowi kolejny znakomity klasyk. Ten komiks powinien trafić na każdą listę zeszytów, które koniecznie trzeba przeczytać. Niezły scenariusz i znakomity rysunek znów tworzą zgrabną całość. Bruce Wayne znów pokazuje swoją ludzką stronę i uświadamia nam, że pod kostiumem i czarną maską jest tylko człowiekiem.

Dyskusja