Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Piękna historia elektryka – recenzja filmu „Witaj w klubie”

Tegoroczne nominacje do Oskarów przyniosły widzom kilka naprawdę ciekawych filmów. Jednym z nich bez wątpienia jest „Witaj w klubie” Jean-Marc Vallée. Matthew McConaughey miał w nim bowiem nie tylko znacząco stracić na wadze, ale również wreszcie zagrać w poważnym, głośnym dramacie. Przed Oskarowym jury stoi tego roku nie lada zadanie…

Ron (Matthew McConaughey) jest z zawodu elektrykiem.

Kiedy trafia do lekarza dowiaduje się, że jest zarażony wirusem HIV i pozostało mu trzydzieści dni życia. Na początku reaguje gromkim śmiechem, bo przecież „na to chorują tylko cioty”. Jednak po kilku dniach, gdy zaczynają pojawiać się poważne objawy, a sam Ron dokształca się w drażliwym temacie, postanawia znaleźć sposób, żeby przedłużyć nieco swój żywot. W szpitalu poznaje transseksualistę Rayona (Jared Leto), z którym tworzy Dallas Buyers Club, czyli organizację zapewniającą naturalne, lepsze leczenie.

Gra aktorska zasługuje na duże wyróżnienie. Matthew McConaughey’emu można tylko przyklasnąć. Pierwsze kilka minut wywołuje szok – aktor, który do tej pory tak często świecił umięśnioną klatką piersiową, jest wychudzony. Za to kolejne dwie godziny to już prawdziwy pokaz umiejętności, o których widzowie nie mieli dotychczas pojęcia.

W roli drugoplanowej znakomicie sprawuje się również Jared Leto. Przyszło mi się zmierzyć z bardzo trudnym zadaniem zagrania transseksualisty, czemu doskonale sprostał, przedstawiając postać wiarygodną i przekonującą. Warto do tego dodać fakt, że z zawodu nie jest on przecież aktorem, a muzykiem.

Najbardziej przekonującym aspektem całego filmu jest przemiana bohaterów, którą widać bardzo wyraźnie. Poznajemy Rona jako prostego elektryka o niewielkich wymaganiach. Spędza mnóstwo czasu z kobietami i chętnie pije piwo ze swoimi kumplami. Na samym początku reaguje na Rayona, jakby spotkał największego wroga. Wyzywa go od ciot i każe się do siebie nie zbliżać, jednak z czasem jego postawa się zmienia. Z każdym kolejnym dniem z życia elektryka widz zmuszany jest do coraz głębszych przemyśleń, dostrzegając jak światopogląd bohatera ewoluuje.

„Witaj w klubie” to znakomita produkcja, która już zapisała się na kartach historii kinematografii, odsłaniając liczne zalety Matthew McConaughey i odkrywając go jako aktora dramatycznego. Świetna reżyseria, bardzo dobre wykonanie, znakomity Jared Leto i przede wszystkim genialna, nieprawdopodobna historia. Dodatkowego smaczku dodaje świadomość, iż film został oparty na faktach. Ciężko sobie wyobrazić, że to wszystko wydarzyło się naprawdę…

Ocena: 4.5/5

Dyskusja