Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Powidoki: Częstochowa 9:20” – Fragment

– W sumie chyba nigdy nie wspominałem o tym pociągu mojej Erzsi, więc nie powinienem się dziwić, że o nim nie wiesz. To w końcu jak najbardziej naturalne, bo i skąd mógłbyś o nim usłyszeć? Przecież nie od Thorstena – prychnął w ciemności. Karl odwrócił się i przysiadł na parapecie wpatrzony w ledwie widoczną sylwetkę dziadka.

– W sumie chyba nigdy nie wspominałem o tym pociągu mojej Erzsi, więc nie powinienem się dziwić, że o nim nie wiesz. To w końcu jak najbardziej naturalne, bo i skąd mógłbyś o nim usłyszeć? Przecież nie od Thorstena – prychnął w ciemności. Karl odwrócił się i przysiadł na parapecie wpatrzony w ledwie widoczną sylwetkę dziadka. – Pociąg, którym pojedziemy, według wielu nie istnieje. Tak jak według tysięcy ludzi nie istnieje magia, ale to tylko jeden z przykładów na to, że większość nie zawsze ma rację. Ba! Czasami można by pomyśleć, że jest dokładnie odwrotnie i masy zwykle się mylą. Dokładnie jak ma to miejsce w przypadku tego pociągu. Gdybyś teraz poszedł, choć wolałbym, abyś tego nie czynił w tę ulewę, na dworzec i zapytał o niego w kasie, to choćbyś nawet domagał się rozmowy z dyrektorem kolei i tak wszyscy zgodnie twierdziliby, że pociąg odjeżdżający do Tschenstochau o dziewiątej dwadzieścia nie istnieje. I wszyscy ci pracownicy dworca, zarzekający się, że coś ci się pomyliło, myliliby się. Ten pociąg podróżuje w poprzek czasu, jakkolwiek to może dla ciebie dziwnie brzmieć. Twój ojciec pewnie przyłożył się do wpojenia ci zasad matematyki, a z metaforyką i myśleniem abstrakcyjnym się już, znając go, nie popisał. Na szczęście to tu łatwo wyjaśnić. Ot, musisz mi jedynie na słowo uwierzyć, że w tym pociągu spotkać możesz zarówno ludzi, którzy już dawno zmarli, jak i tych, co się jeszcze nie narodzili, bowiem w chwili, gdy wjedzie on na dworzec jutro rano, to dokładnie ten sam pociąg pojawi się na tym dworcu za kilka dekad, choćby w trzydziestym piątym, i w jego wnętrzu przestanie mieć znaczenie, który jest rok i będziemy mogli rozmawiać z tymi ludźmi tak normalnie, jak my rozmawiamy teraz. Przynajmniej nim nasza podróż nie dobiegnie końca. Wtedy bowiem każdy wróci do swoich czasów.
Karl milczał. (…)
– Oczywiście nie jest to idealny pociąg, no ale przyznać muszę, że najlepszy z tych, jakie magią stworzono. A że udało się to w Prusach, uznaję za złośliwość losu wobec mnie samego. Niedoskonałość pociągu tkwi w magii, która pozwala mu na takie podróże. Nie jest ona dość silna, by pociąg mógł się pojawiać wszędzie. Ostatni raz był tu przeszło dekadę temu, a kiedy będzie następny, tego nie śmiem zgadywać. Pewnie jeszcze za twojego życia, ale kto to wie? – István zamilkł.

Dyskusja