Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

PRL bez makijażu – recenzja „Trzynasty dzień tygodnia”

Nie trzeba być wyjątkowo wnikliwym obserwatorem rynku wydawniczego, by spostrzec, że kryminały w Polsce cieszą się rosnącą popularnością. Półki księgarń uginają się pod ciężarem książek Mankella, wznowień dzieł Agaty Christie, czy rozmaitych skandynawskich twórców, a trzeba dodać, że nasi pisarze również nie próżnują. Oprócz klasyków takich jak Joanna Chmielewska czy Marek Krajewski, mamy też coraz lepiej radzących sobie z kryminałem twórców, którzy znajdują sobie specyficzne nisze w obrębie gatunku. Do takich należy Ryszard Ćwirlej, doceniany przez krytyków i uważany za twórcę „powieści neomilicyjnej”.

Akcja najnowszej powieści Ćwirleja, wydanej przed kilkoma tygodniami nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka, rozpoczyna się 12 grudnia 1981 roku, zaledwie parę godzin przed wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego. W momencie, gdy zamilkły już telefony i stacje radiowe, a na ulice polskich miast wyjeżdżają czołgi i opancerzone transportery, grupa poznańskich funkcjonariuszy zostaje wysłana na jedno z pobliskich osiedli, celem aresztowania ważnego działacza opozycji. Po dotarciu na miejsce, w mieszkaniu obok znajdują ciało zastrzelonego mężczyzny. Szybko dowiadują się, że tej samej nocy, w innej części miasta popełniono bliźniaczo podobną zbrodnię. Wszystko wskazuje na to, że morderca zabrał ze sobą ogromne sumy niemieckich marek, którymi miały zostać sfinansowane działania lokalnej „Solidarności”. Poszukiwanie sprawcy powierzone zostaje zespołowi śledczych z poznańskiej Komendy Wojewódzkiej MO, na czele z porucznikiem Marcinkowskim. W miarę rozwoju śledztwa okazuje się, że tą samą sprawą żywo interesuje się Służba Bezpieczeństwa.

Gdyby przyjrzeć się przedstawionej w „Trzynastym dniu tygodnia” intrydze, jej rozwojowi i rozwiązaniu, otrzymujemy w gruncie rzeczy niezły, ale mało odkrywczy kryminał. Choć fabuła jest dość nieprzewidywalna i tożsamość mordercy pozostaje zagadką niemal do ostatnich stron, to trudno powiedzieć, że akcja porywa do tego stopnia, by nie sposób było oderwać się od lektury. Tym co sprawia, że kolejne kartki powieści mimo to wertuje się z przyjemnością, jest wiarygodne odwzorowanie atmosfery pierwszych kilkudziesięciu godzin stanu wojennego. Zdezorientowani mieszkańcy, nieskoordynowane działania służb mundurowych, niepewność co do najbliższej przyszłości, słyszalne tu i ówdzie nienawistne hasła pod adresem półślepego generała – a wszystko to podczas wyjątkowo surowej, śnieżnej zimy. Nastrój zagrożenia i niepewności jest niemal namacalny.

Dodatkową przyjemność z lektury będą mieli mieszkańcy i sympatycy miasta Poznania. Na łamach „Trzynastego dnia tygodnia” Ćwirlej doskonale odzwierciedlił topografię miasta, a czytanie o milicyjnych pościgach i starciach opozycji z sługami opresyjnego systemu odbywających się na ulicach, które mija się każdego dnia, jest interesującym doświadczeniem. Gdzieś w tle, między dialogami bohaterów, pobrzmiewają dygresje i obawy dotyczące przyszłych czasów, i tego, w jaki sposób po latach będzie się badało historię – widać tu krytycyzm autora wobec wysnuwania przez historyków tez wyłącznie w oparciu o informacje zawarte w archiwach i teczkach bezpieki.

Po „Trzynasty dzień tygodnia” powinni sięgnąć przede wszystkim miłośnicy polskich, osadzonych w realiach słusznie minionego ustroju, powieści kryminalnych. Największym atutem książki Ćwirleja jest właśnie wierne, przekonujące odwzorowanie rzeczywistości, w której toczy się akcja powieści. Z kolei historia, którą tu poznamy, choć dobrze przemyślana i spójna, nie wzbudzi raczej wielkich zachwytów wśród co bardziej oczytanych miłośników kryminałów.

Ocena: 3/5

Dyskusja