Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Z piekłem mu do twarzy – recenzja „Hellboy: Dziki Gon”

Przybycie chłopca z piekła w ostatnich dniach wojny wywołało spore zamieszanie w najwyższych kręgach rządzących światem elit. Jego obecność miała zmienić historię i doprowadzić do końca świata, jednak interwencja odpowiednich służb zapobiegła nieszczęściu. Niestety nawet po wielu latach siły chcące zniszczyć Ziemię nie spoczęły na laurach i bez ustanku depczą Hellboy’owi po piętach. Mimo że ten zrezygnował z korony i nie chciał przyłożyć ręki do mrocznych knowań, jego przeznaczenie jest nieubłagane. Na nic nie zdaje się niechęć działania, gdy jako przeciwagi używamy losu i przeznaczenia.

Pomimo prób ukrycia się i odsunięcia się od ludzi i innych stworów, Hellboy nadal jest celem numer jeden dla wszelkich grup pragnących rządzić światem, bądź go zniszczyć. Teraz jednak, gdy zbudziła się pradawna królowa, która chce powołać armię by przejąć kontrolę nad Wielką Brytanią i wywołać piekło na ziemi, los zaczął pędzić ku niemu z prędkością lokomotywy. I to takiej pozbawionej maszynisty. Hellboy jako jedyny może przeciwstawić się władczyni upiorów, jednak podejmując działania ryzykuje, że znajdzie się bliżej roli niszczyciela świata niż kiedykolwiek wcześniej. By pokonać potężną istotę, sam musi sięgnąć po niewyobrażalną moc zniszczenia, jednak nie ma gwarancji, że tym razem nie przekroczy granicy totalnej destrukcji. Jakiego wyboru dokona i co będzie musiał poświęcić?

Kolejny tom niesamowitej serii stworzonej przez jedną z ikon amerykańskiego komiksu Mike’a Mignolę zachwyca i wciąga tak jak poprzednie części. Tajemnicza historia, wielka intryga i interesujące postaci są niewątpliwymi zaletami tej opowieści. Autor nie daje swojemu bohaterowi ani chwili odpoczynku i rzuca nim z jednego zakątka świata w drugi, by walczył z kolejnymi stworami i rozwiązywał niezliczone zagadki. Szybka akcja łączy się tu z zawiłym scenariuszem umotywowanym ludowymi wierzeniami wielu kultur oraz elementami okultyzmu i historią. Spore wyczucie z jakim Mignola miesza te elementy sprawia, że czytelnik pogrąża się bez reszty w świecie Hellboya chłonąc kolejne jego przygody.

”Hellboy” już od pierwszych tomów zachwycał nie tylko scenariuszem, ale też oryginalną i idealnie pasującą do klimatu komiksu kreską. Rysunki Mike’a Mignoli są na tyle niepowtarzalne, że nie sposób pomylić ich z dziełami innych artystów. To one nadały serii niesamowitego klimatu i zachwycały stale powiększające się grono fanów. Nie można się zatem dziwić, że wraz z wiadomością, że Mignola zajmie się tylko tworzeniem scenariuszy komiksów,

natomiast stronę graficzną serialu przejmie Duncan Fegredo, pojawiły się u nich obawy o utrzymanie wysokiej jakości komiksu, głównie pod względem niesamowitej atmosfery. Szybko okazało się jednak, że nowy rysownik bez problemu dopasował swój styl do poprzednich tomów i stał się godnym kontynuatorem wielkiego mistrza. Album „Dziki gon” potwierdza to, udowadniając jednocześnie, że Fegredo coraz swobodniej czuje się w tematyce „Hellboy’a” będąc konsekwentnym w tworzeniu nastroju i tylko niekiedy bazując na pomysłach scenarzysty.

„Dziki gon” rozwija poruszane w poprzednich tomach tematy, z jednej strony odpowiadając na wiele pytań, z drugiej, stawiając kolejne. Stanowi logiczną kontynuację poprzednich części fabuły i intryguje zarówno przebiegiem akcji, jak i zachęca do sięgnięcia po kolejne albumy. Polecam zatem „Hellboy’a” wszystkim fanom opowieści grozy, ale też każdemu, kto docenia dobrą fabułę oraz oryginalne i nastrojowe rysunki.

Dyskusja