Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Bardzo dziki zachód – recenzja „Lincoln 1”

Lincoln nie miał łatwego życia. Urodzony w 1887 roku na Dzikim Zachodzie, z matki prostytutki i ojca nieznanego pochodzenia. Od dnia swoich narodzin był popychadłem w domu publicznym, a jego dorastanie było pasmem nieprzyjemności oraz powolnego pogrążania się w zgorzknieniu. Kiedy sarkastyczny i mimo wszystko inteligentny Lincoln na swoje osiemnaste urodziny otrzymuje prezent w postaci kopniaka na drogę i błogosławieństwa, by nigdy już się w swoim „domu” nie pokazywał, rusza w świat. Oczywiście odjeżdżając nie omieszkał przy okazji spalić stodoły oraz ukraść pieniędzy i konia.

Od tej pory chłopak żyje na swoje konto, jednak mimo wszelkich prób osiągnięcia niezależności, okazuje się, że jedynym sposobem na przeżycie bez konieczności pracowania jest grabienie dóbr uzyskanych przez innych. Co ciekawe, Lincoln robi to pod okiem samego Boga, który postanowił zstąpić na Ziemię i nakłonić chłopaka do zaprzestania niecnego procederu. Czy Bóg zdoła samymi słowami przekonać młodego rozbójnika, że czynienie zła nie popłaca? Jak potoczą się losy niezwykłej pary? Tego dowiecie się czytając komiks „Lincoln”.

Opowieść stworzona przez Oliviera, Jérôme i Anne-Claire Jouvray jest pełna przewrotnej logiki, ciekawych dialogów i przede wszystkim o jej jakości świadczą rewelacyjne kreacje postaci. Pozbawiony wszelkich zasad Lincoln, który poniżenia z młodych lat odreagowuje starając się zmienić świat w swoje podwórko, gdzie będzie mógł brać wszystko, co tylko będzie chciał oraz troszkę cyniczny Bóg, umiejący celnymi ripostami doprowadzić swojego oponenta do szału są niewątpliwą zaletą tej opowieści. Czy tak zdeprawowany, a jednocześnie sarkastyczny człowiek jak Lincoln może się poprawić? Tego z pewnością spróbuje dokonać Bóg, który pokłada jeszcze tyle wiary w ludzi, że na pewno nie rzuci rękawicy i pomimo silnego sprzeciwu samego zainteresowanego, postara się pozyskać dla siebie jeszcze jedną duszyczkę.

Polska edycja składa się z dwóch oryginalnych zeszytów. Pierwszy zachwyca wcześniej wymienionymi elementami, drugi natomiast troszkę bardziej skupia się na akcji oraz humorze. W sposób mniej przenośny niż pierwszy zeszyt pokazuje zmiany jakie zachodzą zarówno w samych bohaterach, jak i w stosunkach między nimi. Szkoda, że w drugiej części mniej jest ciekawych dysput, gdyż to właśnie one były najjaśniejszym punktem i tak rewelacyjnej części pierwszej. Dwóch oponentów dysponujących niemałą inteligencją, do tego wyszczekanych i troszkę złośliwych, którzy wzajemnie zbijają swoje argumenty szybkimi i prostymi odpowiedziami to jest to, co może podkręcić

Wszystko to w przyjemnej dla oka oprawie graficznej. Troszkę symboliczne i uproszczone rysunki są jednak wykonane bardzo pomysłowo i mimo pozornego niedopracowania idealnie obrazują wydarzenia. Umiejętnie użyta kadracja sprawia, że czytelnik nie dość, że bez problemów śledzi treść, to bez problemu wyczuwa najważniejsze momenty oraz w sposób zaskakujący natyka się na gagi.

Należy również pochwalić świetną jakość polskiego wydania. Albumik jest stosunkowo obszerny, wydany na dobrym papierze z twardą okładką. Tłumacz również spisał się dobrze, przez co troszkę zawadiacki klimat oryginału został utrzymany.

„Lincoln” to komiks, w którym ciężko znaleźć jakiekolwiek wady. Ciekawy scenariusz, fachowa oprawa graficzna i zaskakujące czytelnika zdarzenia oraz dialogi świadczą o jakości tego dzieła. Teraz pozostaje jedynie czekać na ciąg dalszy. No i pamiętajcie – jeśli napadacie na dyliżansy, upewnijcie się, że w okolicy akurat nie ma Boga!

Dyskusja