Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Co z Oskarami? – subiektywne wrażenia na chwilę przed rozdaniem

Rozdanie Oskarów zbliża się wielkimi krokami. Jest to zdecydowanie najbardziej prestiżowa i wyczekiwana nagroda w świecie filmowym. W tym roku rywalizacja jest bardzo zacięta. W stawce znajdują się znakomite produkcje, a pojawiały się już głosy, że niektórych nawet brakuje. Czas zastanowić się, kto tak naprawdę zasługuje na pokłony.

Najbardziej zacięta rywalizacja ma rozegrać się między „American Hustle” a „Grawitacją”.

Pierwszy z nich to przepełniony klimatem lat 70. kryminał, a drugi stanowi pokaz możliwości reżyserskich w kosmosie, ze znakomitą rolą Sandry Bullock. Oba nominowane są w dziesięciu kategoriach i mają największą szansę na osiągnięcie sukcesu. Żaden z nich nie zasługuje jednak na statuetkę za najlepszy film.

Największy rozgłos spośród filmów nominowanych zyskał „Zniewolony”. Jest to jedna z produkcji stworzonych typowo, żeby zdobywać nagrody. Piękna historia oparta na faktach o młodzieńcu z Nowego Jorku porwanym i wziętym w niewolę. Solidny, niezły film. Nic więcej.

To „Zniewolony” najprawdopodobniej dostanie statuetkę Oscara. Akademia aktualnie stara się zmienić swój wizerunek i zacząć być postrzegana jako tolerancyjna i obiektywna. Ten film to więc strzał w dziesiątkę. Większość nagród jest już przyznawana ze względów politycznych. Na podstawie IMDB czy RT widać doskonale, że Oskarów dosięgnął już ten smutny problem, dzięki czemu „Zniewolony” zostaje murowanym zwycięzcą.

Nagrody dla najlepszego aktora i aktorki nie były chyba nigdy tak prostym wyborem. Matthew McConaughey kupił sobie całą Amerykę, chudnąc do roli dwadzieścia kilogramów. Cały naród go kocha, Matthew wyrasta na znakomitego aktora dramatycznego, a jego wygląd zewnętrzny w filmie robi naprawdę piorunujące wrażenie. Tymczasem Cate Blanchett zgarnie statuetkę dla najlepszej roli damskiej. Ta decyzja nie wymaga żadnego komentarza. W tej kategorii konkurencja nie jest wymagająca. Roli Cate w „Blue Jasmine” można tylko przyklasnąć.

Aktorzy drugoplanowi to już cięższy orzech do zgryzienia. Jared Leto stoi tuż za Matthew i trzeba mu oddać, że sprostał wymaganiom, tworząc bardzo wiarygodnego bohatera. Osobiście uważam jednak, że na wyróżnienie zasługuje Jonah Hill.

Od durnych amerykańskich komedii przeszedł do „Moneyball” czy wreszcie „Wilka z Wall Street”, gdzie zagrał u boku Leonarda DiCaprio. Na Oscara za najlepszą rolę drugoplanową ma wielkie szanse Lupita Nyong za rolę w „Zniewolonym”. Tymczasem Jennifer Lawrence wykonała znakomitą pracę w „American Hustle”. Ciężko się wyróżnić w takiej produkcji, a jej się to udało. To Lupita prawdopodobnie dostanie wymarzoną statuetkę, jednak warto pamiętać o Jennifer, która udowadnia całemu światu, że naprawdę potrafi grać.

Najlepszym reżyserem powinien zostać Alfonso Cuaron za stworzenie genialnej „Grawitacji”. Pod tym względem jest to zdecydowanie najlepszy film w stawce. Ciężko jest wyreżyserować film, w którym dwójka aktorów gubi się w kosmosie. Jemu udało się to wręcz znakomicie.

Reszta statuetek nie zasługuje już na tak dużą uwagę. Moim zdaniem najlepszą produkcją tego roku jest „Her”. Jednak najwyraźniej jedynym miejscem na uhonorowanie tego geniuszu jest nagroda za scenariusz oryginalny. Tam film Spike’a Jonze’a nie ma sobie równych.

Najwięcej statuetek dostanie prawdopodobnie „Grawitacja”. Pozostają przecież nagrody za montaż, muzykę czy efekty specjalne, gdzie nie ma lepszego kandydata. Każda z tegorocznych nominacji zasługuje jednak na uwagę. Cała stawka stoi na najwyższym, światowym poziomie. Niektórym brakowało kilku filmów pokroju „Rush”, co tylko może poprawić nam humor. Dobrze jest zobaczyć, że brakuje miejsc w Oskarowej puli na kolejne świetne produkcje.

Dyskusja