Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Planszówka z historią” – recenzja gry „Rancho”

Rosnąca w Polsce popularność gier planszowych sprawia, że ich projektowanie bywa całkiem intratnym biznesem. Skłania to autorów do wysilania wyobraźni i tworzenia coraz to nowszych, bardziej wymyślnych tytułów, aby sprostać rosnącym oczekiwaniom odbiorców. Jednak na półkach z nowościami, wśród gier bazujących na zupełnie świeżych pomysłach, nie brakuje i takich, które swoimi korzeniami sięgają bardziej zamierzchłych czasów. Dobrym tego przykładem jest „Super Farmer Rancho”, wydana kilka miesięcy temu przez Grannę.

Obrazek

Twórcą gry w obecnej postaci jest Michał Stajszczak, doskonale znany i zasłużony w branży gier planszowych przedsiębiorca, autor, współautor, a także tłumacz wielu wydanych na polskim rynku, kultowych tytułów. Jednak „Super Farmer Rancho” powstało w oparciu o pomysł wybitnego polskiego matematyka, profesora Uniwersytetu Warszawskiego, Karola Borsuka. Kiedy podczas niemieckiej okupacji władze zamknęły uczelnię, w 1943 roku Borsuk zaprojektował grę planszową „Hodowla Zwierzątek”. Dochody z jej sprzedaży miały w tym trudnym czasie pomóc mu podreperować rodzinny budżet. Jednak po wojnie tytuł zaginął w pomroce dziejów, skąd wyciągnęło go wydawnictwo GRANNA. Na tyle pomyślnie i skutecznie, że w nowej wersji tytuł ten zdążył sprzedać się w pięciuset tysiącach egzemplarzy i znaleźć drogę do domów graczy na całym świecie.

Obrazek

W grze wcielamy się w rolę przedsiębiorczego, ambitnego rolnika, który nie boi się biznesowych wyzwań i inwestuje w rozwój swojego gospodarstwa. Jego celem jest zostanie Super Farmerem. Aby to jednak nastąpiło, gospodarz musi uruchomić hodowlę czterech gatunków zwierząt – królików, owiec, krów i koni. Cała sztuka w tym, by zrobić to szybciej, niż konkurenci. Ten z graczy bowiem, który rozpocznie hodowlę wspomnianych zwierząt jako pierwszy, z miejsca otrzymuje tytuł Super Farmera i zwycięża w grze.

Obrazek

W rozgrywce naraz może wziąć udział od 2 do 6 graczy, przy czym od liczby osób uczestniczących w zabawie uzależniony jest charakter i przebieg rozgrywki. Kiedy gramy we dwoje praktycznie niemożliwa jest sytuacja, by zabrakło pól do rozwoju gospodarstwa, co jest najczęstszym problemem, kiedy gra się przynajmniej w cztery osoby. Z drugiej strony, rozgrywka jest wtedy szybka, dynamiczna i wyjątkowo emocjonująca. Natomiast przy większej liczbie graczy początek zabawy wydaje się monotonny, ponieważ każdy z grających zbiera dopiero inwentarz pozwalający na dokonanie inwestycji. W miarę rozwoju gry ulega to zmianie, emocji jest więcej, a urozmaicające rozgrywkę lisy i wilki zaczynają stanowić realne zagrożenie.

Obrazek

Każda tura dzieli się na dwie fazy. W pierwszej, gracz rzuca dwiema pokaźnymi, dwunastościennymi kośćmi, na których widnieją wizerunki różnych zwierząt. Za każdym razem, gdy po rzucie u gracza występuje para danego zwierzęcia (licząc zarówno te na planszy, jak i na kostkach), gracz może je rozmnożyć. Jeśli więc mamy w naszym gospodarstwie trzy króliki, a na jednej z kości również wypada królik – mamy prawo rozmnożyć obie pary i wziąć ze stada dwa dodatkowe osobniki. Analogicznie rzecz się ma w przypadku innych zwierząt.

W drugiej fazie każdej tury gracz może dokonać zakupów. Jeśli chce w danym momencie zakupić grunt, wolno mu to zrobić, o ile zapłaci określoną ilością królików ze swojego gospodarstwa. Im bliżej zagrody znajduje się dana ziemia, tym jest ona droższa, ale jednocześnie bezpieczniejsza – leży bowiem dalej od lasu, zamieszkanego przez wilka i lisa. Wilki i lisy to bardzo ciekawe urozmaicenie rozgrywki. Kiedy którykolwiek z graczy wyrzuci na kostkach wizerunek jednego z tych zwierząt, musi powtórzyć rzut, tym razem sześcienną kostką. W zależności od tego, jaką liczbą wyrzuci, zwierzęta na polach o danym numerze padają ofiarami ataku i gracze bezpowrotnie je tracą. Wyjątkiem jest sytuacja, w której dany grający zaopatrzył się wcześniej w psy pasterskie – choć kosztują one dodatkowych kilka królików, pozwalają w pełni zignorować zagrożenie ze strony drapieżników.

Obrazek

Wykonanie gry stoi na dobrym poziomie. Najważniejszym elementem znajdującym się wewnątrz kartonu jest solidna, składana, tekturowa plansza, która, jeśli odpowiednio o nią dbamy, nie niszczy się nawet przy dłuższej eksploatacji gry. Oprócz niej, w pudełku znajdziemy 96 kolorowych żetonów z wizerunkami zwierząt. Humorystyczne, karykaturalne ich przedstawienie na pewno spotka się z entuzjastyczną reakcją nieco młodszych graczy. Poza tym, w skład zestawu wchodzą trzy plastikowe figurki małych i dużych psów, a także kostki: dwie duże, dwunastościenne, i jedna sześcienna, jednak o bokach ponumerowanych w sposób zgoła odmienny od tego, jaki znamy z większości gier – pola gry ponumerowane są nie od 1 do 6, a od 1 do 4. Ponadto jest tu także kilkadziesiąt kolorowych, wyciskanych z kartonika krążków, którymi gracze oznaczają swoje terytoria, a także instrukcja – niezbyt obszerna, ale objaśniająca zasady w sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości.

Obrazek

Z uwagi na nieskomplikowane zasady, przyjemną tematykę i miłą dla oka oprawę, „Super Farmer Rancho” sprawdza się idealnie jako gra rodzinna, do rozegrania w leniwe, niedzielne popołudnie. Ze względu na prostotę rozgrywki i nieco zbyt dużą losowość bardziej wymagający miłośnicy planszówek nie spędzą przy niej zbyt wiele czasu. Mogą jednak być pewni, że ich pociechy lub młodsze rodzeństwo będą tym tytułem zachwyceni. Podobnie jak dziesiątki tysięcy graczy na całym świecie.

Dyskusja