Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Superbohaterska utopia – recenzja „Ród M”

Dla Avengers nadeszły ciężkie czasy. Zdziesiątkowani przez Scarlet Witch, osłabieni wewnętrznym rozłamem musieli przyjąć w swoje szeregi nowych członków i doprowadzić do powstania grupy zwanej New Avengers. Kiedy udaje im się ustabilizować sytuację, przychodzą złe wieści. Profesor X, przywódca X-men zwołuje zebranie superbohaterów które ma na celu podjęcie decyzji dotyczącej dalszych losów Wandy Maximoff, nieszczęsnej Szkarłatnej Wiedźmy.

Jej zdolność zmieniania rzeczywistości siłą umysłu wymknęła się spod kontroli i stanowi zagrożenie nie tylko dla Avengers, lecz dla całego świata. Najpotężniejsi telepaci na planecie nie są już w stanie utrzymać jej niszczycielskich umiejętności w ryzach i bohaterowie będą zmuszeni podjąć trudną decyzję stawiającą na szali życie ich przyjaciółki, z drugiej natomiast przetrwanie całego świata. Nie wiedzą jednak, jak doniosłe reperkusje będzie miała ich decyzja.

Sama konieczność podjęcia tak trudnej decyzji jest zaledwie początkiem kłopotów. Mimo, że bohaterowie zdają sobie sprawę, że córka Magneto jest niezwykle groźna, nie wobrażają sobie jak głębokich zmian w świecie może dokonać. Jedna jej myśl może bowiem odmienić bieg historii oraz oblicze całego świata. Jaki byłby świat, gdyby ziściło się marzenie Magneto i to mutanci przejęli władzę nad Ziemią spychając normalnych ludzi do podziemia? Czy gdyby ci, którzy do tej pory byli pogardzani, przejęli władzę nad światem, ten stałby się lepszym i sprawiedliwszym miejscem? Czy sen mistrza magnetyzmu okaże się tym, co ocali świat od zła?

„Ród M” to album stworzony przez popularnego scenarzystę Briana Michaela Bendisa na spółkę z rysownikiem Olivierem Coipelem. Historia ta zmieni już na zawsze oblicze superbohaterów i ich rzeczywistości. Doniosłość zdarzeń będzie porównywalna do zmian podczas „Kryzysu na nieskończonych ziemiach” w wydawnictwie DC. Mimo, że Bendisowi zdarzały się w karierze niechlubne wpadki, „Ród M” do nich nie należy. Skomplikowany, pomysłowy scenariusz stawia ten komiks w gronie najlepszych komiksów superbohaterskich, jakie ostatnio ukazały się w Polsce. W porównaniu z wieloma innymi Crossoverami prezentowanymi przez Marvela na przestrzeni ostatnich lat, dzieło Bendisa wyraźnie wyróżnia się na korzyść i przywraca wiarę w ciekawe scenariusze dotyczące bohaterów w trykotach.

Strona graficzna nie pozostaje w tyle i dzięki talentowi Coipela czytelnik będzie w pełni usatysfakcjonowany absolutnie każdym fragmentem komiksu. Szczegółowa kreska, jednak zachowująca wszelkie oznaki dość charakterystycznej dla komiksu amerykańskiego z lat świetności, idealnie uzupełnia się z treścią. Jest to komiks skończony pod każdym względem.

„Ród M” jest komiksem, który śmiało można polecić zarówno wieloletnim fanom superbohaterów, jak i osobom, które zaciekawione filmami chciałby zgłębić się w tę tematykę. Mimo, że fabułą jest interesująca i pomysłowa, nie jest na tyle skomplikowana, by stanowić problem nawet osobom początkującym. Korzystne by było zapoznać się z komiksami Avengers: Dissasebled oraz New Avengers, również wydanymi przez wydawnictwo Mucha. Stanowią one preludium do zdarzeń przedstawionych w „Rodzie M”.

Zachęcam zatem do zapoznania się z tym komiksem każdego, kto chce przeczytać komiks superbohaterski na najwyższym poziomie. Nie powinien on zawieźć nikogo.

Dyskusja