Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Bracia Coen w pełnej krasie – recenzja „Co jest grane, Davis?”

Słynni bracia Coen zabrali się za kolejną produkcję. W ich przypadku poprzeczka postawiona była naprawdę wysoko.

Na początku warto wspomnieć, że angielski tytuł „Co jest grane, Davies” to „Inside Llewyn Davis”.

Produkcja ta nie zyskała u nas wielkiej popularności, większość z nas może kojarzyć ją jednak z oryginalnego tytułu. Akcja filmu toczy się w latach 60. Opowiada o losach muzyka folkowego Llewyna Davisa. Nie ma on własnego domu, noce spędza na kanapach znajomych i wszędzie nosi ze sobą gitarę oraz kota, którym niedawno zaczął się opiekować.

Fabuła filmu skupia się na pokazaniu życia głównego bohatera. Oczywiście opis wspomina, że ma ono nagle ulec kolosalnym zmianom, ale tak naprawdę Llewyn po prostu stara się na muzyce zarobić.

Gra dobrze, jednak nie sprzyja mu szczęście, którego, jak wiadomo, nigdy za wiele.

„Co jest grane, Davies” można zakwalifikować jako dramat muzyczny. Zarówno Llewyn jak i jego znajomi (między innymi Justin Timberlake) śpiewają często oraz bardzo imponująco. Ścieżka dźwiękowa odgrywa więc naprawdę ogromną rolę. Muzyka jest folkowa, słychać w niej lata 60, co jest wielkim plusem. Twórcy oddali dobrze jednak nie tylko muzykę, ale i sam charakter tamtych czasów. Oprócz odpowiedniego ubioru i samochodów w oczy rzuca się zachowanie ludzi otaczających Llewyna, które znacznie odbiega od współczesnych norm. Ciężko jest się do czegoś

przyczepić.

Z największą krytyką w „Inside Llewyn Davis” spotkał się klimat zbudowany w filmie przez Coenów. Jest to zupełnie niezrozumiałe, gdyż właśnie ten klimat jest znakiem rozpoznawczym ich produkcji. Oczywiste jest, że bracia Coen należą do najbardziej charakterystycznych reżyserów naszych czasów, reprezentując własny, unikatowy styl. Nie można się więc na niego skarżyć w ich najnowszej produkcji. W szczególności, że przesiąknięta jest ich genialnym humorem, który po prostu musi się podobać.

Obsada nie filmu nie była wielkim zaskoczeniem. Zarówno Carey Mulligan jak i Justin Timberlake pojawiają się ostatnio coraz częściej na ekranach kin. Oboje poradzili sobie przyzwoicie. Nie zagrali ról wybitnych, ale i nie rozczarowali.

John Goodman to jeden z ulubieńców braci Coen, który nigdy nie zawodzi, a Oscar Isaac, odtwórca głównego bohatera, grał przekonująco i naprawdę solidnie.

„Co jest grane, Davis?” to produkcja przesiąknięta braćmi Coen. Już od samego początku widać, czyj film oglądamy. Przywodzi na myśl znakomite „Fargo”, jednak odstaje od niego poziomem. Dlaczego więc nie jest arcydziełem? Głównie dlatego, że widzieliśmy już kilka dużo lepszych pomysłów tych reżyserów. Bracia Coen przyzwyczaili swoich widzów do prawdziwych filmowych majstersztyków, a „Co jest grane, Davis?” się do nich nie zalicza. Jest to produkcja po prostu bardzo dobra.

Ocena: 4/5

Dyskusja