Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ciepła opowieść o krainie skutej lodem – recenzja „Kraina lodu”

Każdego roku na początku grudnia, na ekrany multipleksów trafia szereg produkcji powstałych z myślą o najmłodszych odbiorcach. Ich akcja toczy się w mroźnej, zimowej scenerii. Zwykle są to świąteczne animacje, dotykające bezpośrednio tematyki Bożego Narodzenia. Z „Krainą lodu” jest nieco inaczej. Nie ma tu świętego Mikołaja, worka z prezentami, dzwoniących sań i pomocnych elfów, a jednak nowe dzieło Disney’a stało się hitem mikołajkowych, rodzinnych i szkolnych kinowych wycieczek.

Anna, wraz ze starszą siostrą Elsą, wychowują się na królewskim dworze w krainie Arendelle.

Jako nastolatki tracą one rodziców, tak więc gdy tylko Elsa osiągnie odpowiedni wiek, ma zasiąść na tronie. Starsza z sióstr skrywa jednak tajemniczą moc skuwania otoczenia lodem, której w żaden sposób nie potrafi okiełznać. Kiedy podczas ceremonii koronacyjnej wychodzą na jaw jej niezwykłe umiejętności, zgromadzeni goście okrzykują ją wiedźmą. Elsa ucieka w góry, gdzie na jednym z najwyższych szczytów buduje lodową fortecę, zaś Arendelle ogarnia wieczna zima. Tymczasem Anna wyrusza na wielką wyprawę, chcąc odnaleźć siostrę i skłonić ją do powrotu. W trakcie podróży sprzymierza się z doskonale znającym górskie szlaki Kristoffem, jego lojalnym reniferem o imieniu Sven, a także zabawnym bałwanem, Olafem.

„Kraina lodu”, jak większość podobnych opowieści, dotyka tematu przyjaźni i miłości, przy czym w tym drugim przypadku, miłość siostrzana zdecydowanie bierze górę nad miłością romantyczną. Anna – młoda, pełna ikry i nieco naiwna nastolatka już na początku filmu zakochuje się po raz pierwszy, ale to dla siostry gotowa jest do największych poświęceń, z ryzykowną i morderczo trudną wyprawą w góry włącznie.

Dziewczynie nie brak charakteru, najszczerszych dobrych chęci, choć ratując siostrę przekona się, jak dużą cenę zapłacić można za łatwowierność, uleganie emocjom i pokładanie nadziei w nieodpowiednich ludziach. Morał wypływający z opowiedzianej tu historii jest bardzo czytelny i wydaje się, że w pełni zrozumiały, także dla najmłodszych odbiorców.

Przesłanie zawarte między sekwencjami podawane jest jednak w nienachalnej formie, zwłaszcza, że przez ponad półtorej godziny projekcji „Krainy lodu”, uwaga widza koncentruje się raczej na akcji i przeżywanych przez bohaterów emocjonujących przygodach. Poznaje się je tym przyjemniej, że nowe dzieło Disney’a jest wręcz przesiąknięte humorem.

Co ważne, dowcip ten zdolny był rozbawić zgromadzoną na sali kinowej najmłodszą widownię, jak i ich rodziców czy opiekunów, i nie trzeba było do tego żartów z podtekstami, do jakich przyzwyczaiły nas chociażby animacje Pixara. W „Krainie lodu” bawi zupełnie co innego, a salwy śmiechu na sali wybuchają przede wszystkim w scenach z udziałem nietuzinkowych bohaterów. Wśród nich jest mówiący zabawną, góralską gwarą właściciel położonego na szlaku schroniska, czy cała zgraja sympatycznych trolli, usilnie starających się wyswatać Annę i Kristoffa. Wszyscy oni bledną jednak na tle zwariowanego bałwanka Olafa, największego wesołka w składzie całej kompanii, odpowiedzialnego za znaczną część zabawnych sytuacji i dialogów, jakich uświadczymy w filmie.

Warto ponadto odnotować, że „Kraina lodu” prezentuje bardzo wysoki poziom oprawy wizualnej.

Tak realistycznie animowanej wody, lodu, czy śniegu, w podobnych produkcjach jeszcze chyba nie było, nie inaczej rzecz ma się zresztą w kwestii wykonania samych bohaterów. Uwagę zwraca także piękna muzyka, będąca jedną z największych zalet produkcji. Co ciekawe, Disney wraca tu do tradycji wplatania w narrację wokalnych partii poszczególnych bohaterów. Wprawdzie nie każdy za tym przepada, trzeba jednak przyznać, że w „Krainie lodu” są one bardzo dobrze wykonane, nie tylko od strony czysto wokalnej, ale też w kwestii przekładu poszczególnych utworów.

„Kraina lodu” jest więc świetną propozycją dla każdego, kto zastanawia się nad interesującym zajęciem swoim pociechom dwóch godzin. Nowa historia Disney’a jest lekka i przyjemna, ale zarazem niepozbawiona morału, a przy okazji, jak przystało na tę wytwórnię, rewelacyjnie wykonana i dostarczająca widzowi niezapomnianych wrażeń wizualnych. Po jej obejrzeniu nikt nie powinien być rozczarowany.

Ocena: 4/5

Dyskusja