Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Magia zawsze ma swoją cenę – recenzja „Jonathan Strange i Pan Norrell”

Gdy myślimy o realistycznej powieści angielskiej osadzonej w dziewiętnastym wieku, ukazującej ówczesne stosunki społeczne i przyglądającej się bliżej przedstawicielom wybranych profesji, przywołujemy pewnikiem Karola Dickensa, a może też kilku innych pisarzy epoki wiktoriańskiej, choćby Williama Thackeraya, Thomasa Hardy’ego czy Elizabeth Gaskell. Mimo, że klasyka literatury uchodzi za ponadczasową, trudno wyobrazić sobie, by współcześni autorzy regularnie powracali do dawnych manier pisarskich i umiejętnie oddawali klimat minionej epoki, co pozwalałoby stawiać ich w jednym szeregu ze wspomnianymi wyżej twórcami. Tym bardziej cieszą więc pojedyncze perełki, które pojawiają się na rynku ― w zeszłym roku „Drood” Dana Simmonsa, w tym zaś „Jonathan Strange i pan Norrell” Susanny Clarke. Powieść Angielki przenosi czytelnika do imperium brytyjskiego pod rządami Jerzego III, z tą drobną zmianą, iż integralny element tamtych czasów stanowi magia. Magia, w którą bez problemu można uwierzyć.

W najobszerniejszej jak dotąd pozycji w serii Uczta Wyobraźni śledzimy poczynania dwóch angielskich magów i ich skomplikowaną, ewoluującą relację. Gilbert Norrell, dzięki któremu po wiekach zapomnienia powróciła do Anglii magia praktyczna, to osobnik zamknięty w sobie, wiodący raczej samotnicze życie, egoistyczny i łasy na pochlebstwa, szczególnie te dotyczące jego czarodziejskich umiejętności. Jonathan Strange, choć z początku wywiera bardziej korzystne wrażenie i potrafi zjednać sobie londyńską socjetę, bywa dumny, kapryśny i nieprzejednany. Zdawałoby się, że trudno o gorszy materiał na powieściowych protagonistów, tymczasem duet oddanych księgom dżentelmenów pierwszorzędnie radzi sobie z tym zadaniem, a mimo charakterów dalekich od kryształowych potrafi także wzbudzić sympatię. Łącząca ich nietypowa więź, od zależności uczeń-mistrz, po przyjaźń, a wreszcie gorzką, niekiedy nieczystą rywalizację, jest jedną z głównych sił napędowych książki.

Kolejny z jej najjaśniejszych punktów stanowią niewątpliwie dzieje samej magii i doskonale dobrany do ich przedstawienia rodzaj narracji. Choć akcja utworu toczy się między 1806 a 1817 rokiem, nie zabrakło w niej wzmianek dotyczących historii angielskiej sztuki magicznej obejmującej wiele wcześniejszych wieków. „Jonathana Strange’a i pana Norrella” można zaklasyfikować do powieści auktorialnych; narratorka nie ukrywa swojej obecności i nie stroni od własnych komentarzy do wydarzeń ze świata przedstawionego, dysponuje wiedzą o ich następstwach i konsekwencjach. Chętnie wplata też do swojej relacji liczne dygresje i wtrącenia ― czy to cytaty z innych dzieł napisanych w książkowym uniwersum, czy też opowieści dotyczące przeszłych zdarzeń związanych z magią. Dzięki tym pisarskim zabiegom Susanny Clarke ― zabiegom najwyższej próby, dodajmy, a gdyby nie data wydania w stopce, nietrudno byłoby przyjąć, że mamy do czynienia z autentycznym tekstem dziewiętnastowiecznym i stylem typowym dla ówczesnych powieści społeczno-obyczajowych ― niezwykle łatwo przychodzi zatracenie się w lekturze.

Elementem umacniającym iluzję naśladowania powieści realistycznej jest zręczne splecenie wydarzeń i postaci historycznych z fikcyjnymi. Łatwo uwierzyć w rolę, jaką magia odegrała podczas wojny z Napoleonem w Hiszpanii czy w bitwie pod Waterloo, bądź też jako inspiracja poematu „Manfred” Lorda Byrona. Prócz tego wielkiego pisarza czasów romantyzmu oraz księcia Wellingtona na kartach „Jonathana Strange’a i pana Norrella” spotkamy też między innymi szalonego króla Jerzego III, malarza Thomasa Lawrence’a czy premiera Zjednoczonego Królestwa, lorda Liverpoola. Na przeciwnym biegunie mamy zaś autorską fantazję, zgodnie z którą częścią Anglii władał niegdyś legendarny Król Kruków, a elfy nie mają nic wspólnego z ich zakorzenionym we współczesnej popkulturze obrazem stworzonym przez Tolkiena — u Clarke ich wizerunek bliższy jest raczej dawnym legendom i folklorystycznym przedstawieniom.

Susanna Clarke pracowała nad „Jonathanem Strange’em i panem Norrellem” przez dekadę, i to cyzelowanie bije z każdej stronicy. Równie powoli warto się nią rozkoszować i rozsmakowywać się dojrzałym stylem, umiejętnie podszytym dawką humoru i tchnącym magicznym, nomen omen, klimatem. Polecający książkę Neil Gaiman twierdzi, iż jest to „bez wątpienia najwspanialsza angielska powieść fantastyczna, jaką napisano na przestrzeni ostatnich siedemdziesięciu lat”. Nawet jeśli ten komplement jest w pewnym stopniu hiperbolizacją, miłośnicy fantastyki niebanalnej i literatury w starym stylu nie powinni przejść obok tej pozycji obojętnie.

Ocena: 5/5

Dyskusja