Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Na miecz i ciernie! – recenzja „Ja Inkwizytor. Głód i pragnienie”

„Miłuj bliźniego swego” – tę maksymę zna chyba każdy, niektórzy nawet starają się postępować w zgodzie z nią, lecz co by było, gdyby to zemstę ceniono wyżej, niż miłosierdzie względem drugiego człowieka? A jeśli Chrystus nie umarłby na krzyżu za nasze grzechy, lecz zstąpiłby z niego, aby odwdzięczyć się swym wrogom pięknym za nadobne? „Ja, inkwizytor. Głód i pragnienie” opowiada o świecie, w którym wendetta, to rzecz bardzo istotna w naukach Kościoła. Matko Boska Bezlitosna! Jak wyglądałaby wtedy rzeczywistość?

Pierwsza książka z cyklu o Mordimerze Madderdinie Jacka Piekary ukazała się w 2003 roku, a jego najnowsze dzieło jest dziewiątą częścią (ze względu na liczbę ukazanych tomów, lecz nie chronologicznie). Opowiada ono o przygodach nielicencjonowanego inkwizytora Świętego Officjum, który obecnie mieszka w Hez-hezronie i tam nawraca zagubione owieczki. A te, które zbłądziły, najlepiej skierować z powrotem na ścieżkę wiary za pomocą dłuta i nożyc. Stos również sprawdza się w tępieniu grzechów oraz nakłanianiu do szczerego żałowania za złe uczynki. Dlaczego takie metody są skuteczne? Otóż, jak wspomniano we wstępie, głowa Kościoła – Jezus Chrystus – nie umarł na krzyżu. Zszedł z niego i wraz z apostołami mieczem i ogniem pokarał swych oprawców – a jego słudzy chętnie uciekają się do podobnych metod. Walka z diabłem to cel, który uświęca wszelkie środki.

Książka pod tytułem „Ja, inkwizytor. Głód i pragnienie” składa się z dwóch opowiadań, które zmieściły się na 343 stronach. Pierwszym z nich jest „Wiewióreczka”, w którym wierny sługa wiary i pełen miłości do bliźnich Mordimer Madderdin na zlecenie bogatego kupca musi wyciągnąć informacje od jego kolegi po fachu. Tomasz Purcell (bo tak się nazywa ów szczęśliwiec, jednak znany jest także pod intrygującym pseudonimem „Świński ryj”) okradł Hieronymusa Boscha, co – jak można się domyślić – nie uradowało właściciela pieniędzy. Ten za pomocą świętobliwego sługi Jezusa Chrystusa postanowił dowiedzieć się, gdzie są fundusze, nie bacząc na koszty poniesione przez Świńskiego ryja, czy to materialne, czy zdrowotne. W drugim opowiadaniu pod tytułem „Głód i pragnienie” została opowiedziana historia, w której główny bohater otrzymał zlecenie od przełożonego – mistrza Dopplera, aby zbadał niezwykłą sprawę dotyczącą jego rodziny. Kuzyn ze strony matki zleceniodawcy ma siedem córek, a jedna z nich zaginęła. Mordimer postanowił wyjaśnić sprawę zniknięcia Hildy Krammer, mimo, iż wije się ona jak grzesznik w spazmach bólu. Inkwizytorowi to nie straszne, gdyż nie bacząc na przeciwności losu, będzie on szukał zaginionej owieczki ze względu na swą dobroć, a nie choćby z tak trywialnego powodu jak chęć zarobku. W obu przypadkach historia jest zagmatwana i niejednokrotnie zaskakuje, aby dojść do finału, którego niewielu się spodziewa.

„Książki nie ocenia się po okładce” – każdy tak mówi, jednak wydawnictwa inwestują w utalentowanych rysowników, aby tytuły ukazujące się na rynku pod ich logiem zachęcały z półek tych, którzy o danej pozycji jeszcze nie słyszeli. Nie inaczej jest w przypadku tytułu „Ja, inkwizytor. Głód i pragnienie”. Projekt okładki oraz grafikę, która ją zdobi, wykonał Piotr Cieśliński z Dark Crayon. Znający tego artystę domyślają się zapewne, że po raz kolejny spisał się na medal. Zakapturzona postać obrzuca czytelnika gniewnym spojrzeniem, w którego głębi tkwi żarliwa wiara i oddanie sprawie bezlitosnego Boga. Pomiędzy stronami tekstu zgodnie z tradycją znajdują się ilustracje autorstwa Dominika Brońka, które kolejny już raz stanowią wspaniałą ozdobę książki.

Warto zatrzymać się na chwilę przy głównym bohaterze. Cechuje się on głęboką wiarą, „skromnością” oraz poczuciem humoru. Skromność jak najbardziej zasługuje na zapisanie w cudzysłowie, gdyż jest specyficzna i w pełni łączy się z dowcipem Mordimera. Nietrudno polubić to połączenie cech protagonisty. Z racji, że narracja opowiadań jest prowadzona w pierwszej osobie możemy poczuć się bliżej głównego bohatera, wręcz stanąć przy jego boku. On sam zachęca do tego poprzez zwracanie się do czytelnika poprzez zwroty typu „mili moi” czy „wasz uniżony sługa”. Dzięki temu szybko można zaprzyjaźnić się z tym wyjątkowym inkwizytorem. Kolejną pozytywną stroną sługi bożego są jego przemyślenia. Autor w jego rozważania wplótł mnóstwo aforyzmów i zdań, które dają do myślenia, co znacznie wzbogaca książkę. Niektórych natomiast może denerwować przerywanie opowieści przez głównego bohatera na rzecz jakichś wspomnień czy dopowiadania. Mordimer zwyczajnie lubi zrobić pauzę w przekazywanej nam historii, aby przybliżyć czytelnikowi pewną rzecz, z którą związana jest fabuła.

Jacek Piekara stworzył obrazoburczy świat, który może urazić religijnych czytelników. Nie należy jednak się zrażać i warto dać szansę autorowi, gdyż na przykład starowinki zawodzące: „Wilku Boży, który zagryzasz grzechy świata, zmiłuj się nad nami. Wilku Boży, który zagryzasz grzechy świata, pożryj naszych wrogów. Błogosławieni, którzy zostali wezwani na ucztę Wilka.” są bardzo zabawnym nawiązaniem do bojówki pewnego radia. Dzieło wydane przez Fabrykę Słów zawiera wiele prawd, którymi mógłby kierować się każdy, a wszystko to znajduje się w brudnej, grzesznej i dobrze wykreowanej scenerii. Stwierdzenie, że należy niszczyć grzech, a nie grzesznika nie brzmi jak coś, co miałoby obrażać czyjąś wiarę, dlatego książka skierowana jest do każdego czytelnika lubiącego dobrą powieść kryminalną okraszoną fantastyką. Warto zaznaczyć, że wieloletnie doświadczenie Jacka Piekary można dostrzec także w tym, iż podczas czytania nasuwa się wiele rozwiązań zagadki, nad którą pracuje Mordimer, jednak finał i tak zaskakuje. Dziesiątki rodzących się w głowie odbiorcy, potencjalnych zakończeń, spalają na panewce, ponieważ pisarz wymyślił coś innego i nie dał tego poznać, odpowiednio dozując napięcie.

Mordimer Madderdin, to doskonale stworzona postać. Mimo, iż ma wielu wrogów, to wśród czytelników może zdobyć jedynie przyjaciół. Zabawny, wypełniony żarem wiary oraz inteligentny bohater zapewni mnóstwo emocji oraz nie raz zmusi czytelnika do refleksji. Jacek Piekara włada piórem niczym Jezus mieczem. Na gniew Pański! Jak można nie jarać się tym cyklem niczym czarownica na stosie?!

Ocena: 5/5

Dyskusja