Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Dole i niedole rycerskiego życia – recenzja „Rycerz Siedmiu Królestw”

George R. R. Martin od dawna cieszy się ogromną popularnością wśród fanów fantastyki, ale wraz z premierą produkowanego przez HBO serialu, będącego ekranizacją najpoczytniejszego cyklu w dorobku tego autora, rozpoczął się prawdziwy boom na jego dzieła. Niewzruszony tym Martin każe jednak długo czekać na kolejne tomy „Pieśni Lodu i Ognia”. Pewną osłodę w tych niecierpliwych oczekiwaniach stanowić może „Rycerz Siedmiu Królestw”.

W książce znajdują się trzy odrębne, stosunkowo długie historie, których akcja toczy się na wiele lat przed wydarzeniami z popularnej sagi, kiedy to sprawująca władzę w państwie dynastia Targaryenów swoje najtrudniejsze chwile i kryzysy ma dopiero przed sobą. Wspólnym, głównym bohaterem wszystkich opowieści jest młodzieniec imieniem Dunk. Pochodzący z zapyziałej osady, nie znający swoich rodziców chłopiec szczęśliwym trafem został niegdyś giermkiem sir Arlana z Pennytree. Sir Arlan przygarnął i wychował Dunka, a kiedy dokonał żywota, podopieczny zdecydował się pójść w jego ślady. Wraz z własnym giermkiem, o przydomku Jajo, sir Duncan przeżywa szereg przygód, odkrywając dole i niedole rycerskiego życia.

Zawarte w książce opowieści powstały na przestrzeni lat 1998-2010, ale dopiero teraz zostały w naszym kraju opublikowane w formie jednego tomu. Początkowo w skład „Rycerza Siedmiu Królestw” George R. R. Martin planował włączyć także nowelę zatytułowaną „Wilczyca z Winterfell”, ostatecznie jednak twórca zdecydował, że zajmie się nią po zakończeniu gorąco wyczekiwanych „Wichrów Zimy”. Jednak i bez wspomnianego, czwartego utworu, publikacja wydana przed kilkoma tygodniami nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ma fanom prozy Martina wcale niemało do zaoferowania. Da się wprawdzie zauważyć, że nastrój lektury jest zgoła inny, niż w przypadku „Pieśni Lodu i Ognia”, ale pamiętać trzeba, że akcja nowel toczy się w zupełnie innych, bardziej sielskich i beztroskich realiach politycznych, panujących w Westeros.

W stosunku do historii zawartych w tomie trudno mieć większe zarzuty. Martin po raz kolejny udowadnia, że jak mało który współczesny pisarz potrafi tworzyć pokrętne, wielopoziomowe intrygi, opisując je w dodatku tak, że czytelnik nie jest w stanie odłożyć książki na półkę przed dobrnięciem do jej rozwiązania. O ile pierwszemu z utworów, „Wędrownemu rycerzowi”, można zarzucić nieco ślimaczo rozwijający się początek, tak w ostatnim – „Tajemniczym rycerzu” – akcja prze w błyskawicznym tempie, a kolejne strony przewraca się z zapartym tchem. Duża w tym zasługa bohaterów, których losy są odbiorcy szczerze nieobojętne. Zwłaszcza, że są to postacie dynamiczne. W miarę czytania dostrzegamy, jak Dunk stopniowo traci młodzieńczą naiwność i coraz lepiej odnajduje się w rycerskich realiach, w których, choć prym powinny wieść honor, lojalność i wzniosłe ideały, rządzą blef, kłamstwo i wiarołomstwo. Ciekawym bohaterem jest także wspomniany już wcześniej Jajo. To dziesięcioletni chłopiec, o dość niewyparzonym języku, wywodzący się z rodu Targaryenów, lecz skrzętnie skrywający swoje szlachetne pochodzenie. Razem tworzą dość zgrany duet, w którym granice przyjaźni i giermkowskich powinności, choć jasno wytyczone, niejeden raz bywają weryfikowane przez rzeczywistość.

„Rycerz Siedmiu Królestw” nie jest może książką wybitną, jednak z pewnością godną polecenia każdemu sympatykowi literatury fantasy, szczególnie, że znajomość „Pieśni Lodu i Ognia” przed przystąpieniem do lektury nie jest bezwzględnie wymagana. Fani twórczości Martina również się nie zawiodą. Mimo, że zawarte w tomie opowieści odstają nieco klimatem od tego, do czego przyzwyczaił nas autor w rzeczonym cyklu, to stanowią świetną, niezobowiązującą odskocznię w oczekiwaniu na „Wichry Zimy”.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja