Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Drogie łakocie – recenzja „Rewolucje 6: Na morzu”

Każda rewolucja pociąga za sobą zmiany. Czasami dotyczą one ustroju politycznego, czasami rozwoju technologicznego, a czasami sposobu myślenia ludzi. Naturalnym porządkiem rzeczy jest jednak to, że którakolwiek z tych zmian wpływa też na pozostałe z wymienionych aspektów. Rewolucje są impulsem, bodźcem do zreorganizowania całego systemu wartości.

Mateusz Skutnik w swojej serii komiksowej „Rewolucje” opisał troszkę bajkowy, lecz w pewien sposób realny świat, który mimo licznych podobieństw do znanej nam historii z pierwszej ćwiartki zeszłego wieku, zaskakuje i zachwyca niecodziennym spojrzeniem na rzeczywistość na niemal każdej planszy. Pierwsza tetralogia, przedstawiająca jedną zwartą fabułę, oczarowała niemal każdego, kto miał okazję się z nią zetknąć. Niesamowite zdarzenia, oryginalne postaci, genialne wynalazki, a wszystko to w niezaprzeczalnie nietuzinkowej oprawie graficznej sprawiło, że komiks młodego polskiego twórcy można śmiało stawiać pomiędzy dziełami największych mistrzów komiksowego świata. W „Rewolucjach” ciężko było doszukać się jakiejkolwiek wady. Dopracowany scenariusz i perfekcyjna kreska ewoluująca (choć ciężko nazwać to ewolucją, skoro była świetna od początku i zmieniała tylko styl w zależności od atmosfery czy wydźwięku dziejącej się w danym momencie sceny) z tomu na tom wywoływały zachwyt i zaciekawienie.

Po pierwszej dłuższej historii autor zapowiedział, że kolejne części komiksu nie będą się ze sobą w znaczący sposób łączyły; będąc oddzielnymi, niezależnymi całościami powiązanymi tylko światem, w którym się dzieją. Po króciutkim (choć nie znaczy to wcale, że gorszym) tomie piątym, doczekaliśmy się pełnowymiarowego szóstego albumu pod tytułem „Na morzu”. Tym razem rysownik stworzył komiks we współpracy ze znanym scenarzystą i znawcą komiksów, Jerzym Szyłakiem.

Tym razem wybierzemy się w podróż statkiem, który do złudzenia przypomina Titanica. Na jego pokładzie znajdzie się wiele oryginalnych postaci, które wejdą w pewne niecodzienne interakcje. Fabuła może kojarzyć się z takimi filmami, jak choćby „Rejs” czy „Ptaki”. Czy podróż niesamowitym okrętem może być sielanką, kiedy przed pasażerami ukrywa się wiele faktów? Czy nagromadzenie w jednym miejscu różnego rodzaju indywiduów nie doprowadzi do nieszczęścia? Niesamowity klimat i niecodzienne zdarzenia pozostały cechą szczególną „Rewolucji”.

O komiksach Mateusza Skutnika bardzo ciężko cokolwiek powiedzieć. Jego prace są jednymi z tych, których trzeba „doświadczyć” samemu. Niesamowita i niepowtarzalna grafika, którą ciężko pomylić z twórczością jakiegokolwiek innego rysownika nie tylko w Polsce, ale i na świecie, ukazuje światy pobudzające wyobraźnię i bawi się poczuciem realizmu czytelnika; pokazuje mu inną wizję rzeczywistości. Niesamowitość bijąca z każdego kadru jest znakiem rozpoznawczym tego artysty. Jego „Morfołaki” czy „Blaki” szturmem wdarły się na polski rynek komiksowy, momentalnie zyskując sobie wierne grono fanów. I co prawda w najnowszym tomie „Rewolucji” widać rękę Jerzego Szyłaka, bo zwiększyła się ilość przemocy i krwi, to utrzymuje on ogólną tendencję komiksów Skutnika. Niecodzienność, tajemnica i ulotne „coś”, co przyciąga czytelnika – to elementy wypełniające ten komiks po brzegi.

Rysownik tworzy sugestywne obrazy kilkoma pociągnięciami pędzla i mimo że jego postaciom daleko do realnych proporcji czy wyglądu, uniwersum przez niego wykreowane jest skomplikowane i sugestywne. Ulotność grafiki połączona z jej niedosłownością dodatkowo podkreślają fakt, że akcja komiksu umiejscowiona jest w pseudorealnym świecie. Tutaj nie tylko bohaterami, ale również ich wizerunkiem rządzą odmienne od rzeczywistych prawa.

„Rewolucje” to komiks niezaprzeczalnie wyjątkowy. Wypełniony sporą ilością odniesień do innych dzieł, umiejscowiony w fascynującym świecie i narysowany w pozytywnie drażniący poczucie estetyki czytelnika sposób, jest niewątpliwie jednym z ciekawszych polskich komiksów. Do tego należy dodać wyśmienitą oprawę edytorską i otrzymujemy dzieło godne polecenia. A jego jedyną wadą jest dość wysoka cena. No ale cóż, za łakocie trzeba płacić.

Dyskusja