Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Klasyczna s-f Martina – recenzja „Światło się mroczy”

Istnieje taka planeta, której los jest przesądzony. Istnieje taka planeta, której przyszłością jest lód. Istnieje planeta, która nazywa się Worlorn.

Worlorn jest wyjątkowym światem, który w pradawnych czasach odłączył się od rodzimej gwiazdy i od eonów samotnie przemierza mroźne pustkowia kosmosu. W swym skazanym na próżnię i nieskończony chłód biegu mknie ku krańcowi galaktyki, by opuścić wypełnione gwiazdami niebo i samotnie podążyć ku nieskończonej pustce. Jednak w ostatnich chwilach przed opuszczeniem galaktyki Worlorn, dostał się na orbitę wielkiej gwiazdy, dzięki czemu na kilkadziesiąt lat na powierzchnię jałowego globu wróciło ciepło i życie. Ludzie ze światów zewnętrznych, znajdujących się na peryferiach ludzkiego dominium, wykorzystali tę okazję, żeby pokazać, że po latach wyniszczającej wojny podźwignęli się z ruiny i organizują na Worlornie dekadencki Festiwal Krawędzi. Wszystkich kilkanaście okolicznych światów terraformowało obszar planety na własne podobieństwo, a splendor zmarnowanych na to środków miało pokazać przybyłym na miejsce turystom i obserwatorom, że pokój i dobrobyt wróciły do tej części wszechświata. Minęły jednak lata, Worlorn powoli zaczął opuszczać swój tymczasowy układ gwiezdny, a razem z ciepłem uciekali z niego również ostatni ludzie.

Dirk t’Larien pewnego dnia otrzymuje wiadomość od swojej dawnej miłości Gwen, wzywającą go właśnie na Worlorn. Kierowany miłością, która nigdy nie zniknęla z jego życia i pamięci, wyrusza w długą podróż, by na cmentarnej planecie stawić czoła swojej przeszłości. Nie spodziewa się jednak, jak trudne zadanie go czeka i w jak poważną intrygę się wpląta, próbując cofnąć czas i powrócić do uczuć, które już dawno temu pokryły się rdzą.

„Światło się mroczy” jest podróżą Dirka po odmiennych częściach umierającej planety, ale również po lękach własnej przeszłości. Poznając kolejne kultury i istoty zamieszkujące światy pogranicza, Dirk uświadamia sobie swoje własne potrzeby, lęki, ale również powoli przekonuje się, że nic nie jest wieczne i że uczucia potrafią się zmieniać i ewoluować. Jego kontakty z Kavalarami, czyli kulturą, do której dołączyła Gwen, zmieniają jego spojrzenie na świat. Dzięki temu w dorosłym wieku wychodzi z okresu dzieciństwa i zaczyna dostrzegać świat takim, jakim jest w rzeczywistości, a nie takim, jakim chciałby go widzieć. Jednak za wszystko trzeba zapłacić swoją cenę i bohater nawet nie podejrzewa, jak trudne chwile czekają go na opustoszałym świecie.

„Światło się mroczy” mimo sporej dawki akcji – szczególnie w drugiej części książki – skupia się na uczuciach i zmianach zachodzących w światopoglądzie bohatera. Mimo wymieszania różnych kultur i światów, poza Kavalarską nie doświadczymy tu ich opisów, więc książka mimo potencjału nie doścignie pod tym względem dzieł takich mistrzów jak choćby Robert Silverberg. Wątek skupia się na pałętającym się to tu, to tam człowieku, który użala się nad swoją przeszłością, jednocześnie mając nadzieję na powrót do starych, zapomnianych lat. Nie oznacza to bynajmniej, że dzieło George’a R. R. Martina nie jest interesujące. Mimo drobnych dłużyzn jest ciekawą opowieścią, którą można połknąć szybko i sprawnie, jednak odradzam ją fanom fantastyki wojennej i szybkiej akcji.

Jedyną i najpoważniejszą wadą „Światło się mroczy” jest fakt, że pomimo pozornie uniwersalnej tematyki, książka zestarzała się. Już po samym sposobie prowadzenia fabuły, opisie świata i charakterystykach bohaterów można zauważyć, że od powstania tekstu minęło prawie czterdzieści lat. Wszystkie te elementy są nieco archaiczne, przez co powinna przypaść do gustu wielbicielom klasycznego SF pokroju Flasha Gordona, czy pierwszych serii Star Treka, jednak nie dla wszystkich czytelników tego typu jakość może być akceptowalna. Archaizm formy nie ujmuje jednak jakości fabularnej.

„Światło się mroczy” jest zatem powieścią, która świat fantastyczny traktuje tylko jako tło do przedstawienia psychiki bohatera, jej zmian oraz wpływu na nią innych osób. Wszystko to okraszone bardzo klasycznym sosem i szczyptą akcji. Dlatego też polecam ją głównie fanom klasycznych odmian SF oraz wszystkim, którzy lubują się w ciągnących się całymi stronami rozterkach uczuciowych i moralnych. Do tego znajdziecie tutaj to, co fani George’a R. R. Martina kochają najbardziej – nieprzewidywalny przebieg akcji i niekonieczne szanowanie życia głównych bohaterów.

Ocena: 4/5

Dyskusja