Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Superbohaterska historia miłosna – recenzja „Wolverine”

W czwartym tomie Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela wydawnictwo Hachette proponuje polskiemu czytelnikowi pierwsze przygody jednej z najbardziej kultowych postaci wykreowanych przez Dom Pomysłów – Wolverine. Chociaż historia miłoœci Rosomaka i Mariko Yoshidy była już wydana w Polsce przez Egmont w 2004 roku, jednak dla tych, którzy nie mieli okazji jej dotąd poznać, kolejny album kolekcji z pewnoœcią stanowić będzie łakomy kąsek.

„W tym, co robię, nie ma ode mnie lepszego. Ale to, w czym jestem najlepszy, nie jest zbyt przyjemne” – takimi słowami wita się z czytelnikami główny bohater albumu, w którym zawarto cztery zeszyty, pierwotnie publikowane w USA przed dziesiątkami lat („Wolverine #1-4”). Wolverine to jeden z członków drużyny X-Man, mutant, w którego żyłach płynie zarówno ludzka, jak i zwierzęca krew. Na kartach wspomnianych zeszytów rozgrywa jednak solową przygodę. Logan udaje się do Japonii, gdzie stara się odnaleźćŸ swoją ukochaną Mariko. Na miejscu dowiaduje się jednak, że kobietę wydano za mąż wpływowemu przestępcy wbrew jej woli, a wszystko po to, by spłacić dług zaciągnięty niegdyśœ przez jej ojca. Wolverine gotów jest zrobić wszystko, by odzyskać ukochaną. Na drodze staje mu jednak rodzina Mariko, a także wynajęci zabójcy z organizacji zwanej „Dłonią”, mający za zadanie wyeliminować Wolverine’a. Doœć nieoczekiwanie po stronie zabójcy staje wojowniczka Yukio, którą z mutantem łączy więcej, niż tylko wspólnota interesów.

„Wolverine” swoim charakterem odbiega nieco od większoœci komiksów, z których zwykliœmy kojarzyć Marvela. W opowiadanej tu historii nie ważą się bowiem losy kraju, czy bezpieczeństwo mieszkańców miasta. Stawka, o jaką walczy Wolverine, jest znacznie mniejsza i sprowadza się do jego własnego uczucia. Jednak to, że opowieœć nie ma tak dużego rozmachu, w niczym nie umniejsza jej jakoœci. Chris Claremont proponuje odbiorcy wycieczkę do Kraju Kwitnącej Wiśœni ze wszystkimi tego konsekwencjami. Interesujące jest zderzenie kulturowe, którego jeśteœmy œświadkami na łamach komiksu. Wolverine, dążyć do odnalezienia ukochanej i odbicia jej z rąk niechcianego męża, napotka przeszkody nie tylko w postaci zamaskowanych zabójców, ale i wyrafinowanych japońskich zwyczajów, norm i kodeksów. Trafia do œwiata, w którym honor rodziny i własne to wartoœci znacznie ważniejsze, aniżeli osobiste szczęœcie. Co istotne, historia nie jest infantylna, a dodatkowego kolorytu dodaje jej w szczególności wątek związany z energiczną, śœśmiertelnie niebezpieczną Yukio, jakże kontrastując z delikatną i wrażliwa Mariko.

Wystarczy zaledwie jedno spojrzenie na oprawę graficzną komiksu, by zorientować się, że nie należy on do najnowszych. Kreska Franka Millera, który figuruje na również liœcie płac wydawcy takich hitów jak „Batman” czy „Sin City”, dzisiejszemu odbiorcy może wydać się nieco archaiczna. Postacie nie są zanadto wygładzane. Ich oblicza zwykle pokrywają dziesiątki zmarszczek, nie brakuje ilustracji znajdujących się poza kadrami. Czy jednak należy to uznać za wadę? Otóż nie – oprawie wizualnej „Wolverine’a” nie sposób odmówić pewnego uroku, a dla tych, którzy znają późniejsze dokonania Franka Millera, lektura tomu będzie świetną okazją by przekonać się, jak na przestrzeni lat rozwijał się jego rysunkowy warsztat.

Czwarty tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela to kolejny wchodzący w jej ramy album, który polscy czytelnicy mieli już okazję wcześniejsze poznać, ale zarazem kolejny niezwykle istotny z punktu widzenia każdego fana marvelowskiego uniwersum. Wciągająca, nietuzinkowa fabuła, w której na pierwszy plan wysuwa się miłoœć superbohatera do zamieszkującej daleki kraj ukochanej, a także oprawa graficzna – równie niedzisiejsza, co cieszšca czytelnicze oko – czynią „Wolverine’a” obowiązkową pozycją w biblioteczce każdego fana tego herosa.

Dyskusja